Nadciśnienie, niewydolność krążeniowa, otyłość… mimo nieustannego rozwoju medycyny nadal pozostaje ona bezsilna wobec wielu chorób cywilizacyjnych. Dostępne współcześnie leki najczęściej pozwalają na powstrzymanie rozwoju choroby. Wielu schorzeń nie jesteśmy jednak w stanie wyleczyć, a to w praktyce oznacza… wyrok – dożywotnie stosowanie leków, które dają szansę na ich kontrolę. Paradoksalnie na wiele z chorób cywilizacyjnych sami sobie zapracowujemy. Niezdrowa dieta, nałogi, brak ruchu, stres – to czynniki, które stopniowo niszczą nasz organizm i przyczyniają się do późniejszych problemów ze zdrowiem. Problemów niekiedy tak odległych, że mimo wielu ostrzeżeń nie traktujemy ich poważnie. W rezultacie rzadko przez głowę przechodzi nam myśl o profilaktyce…
Adam Pawlak to farmaceuta, który przez pięć dni w tygodni myśli tylko o niej, układając dla swoich podopiecznych plany żywieniowe i kolejne zestawy ćwiczeń. Jest bowiem trenerem osobistym, pomagającym wielu osobom zadbać nie tylko o wygląd, ale i zdrowie. Oprócz tego pracuje też w aptece, choć już od dawna zajęcie to jest dla niego tylko pracą dodatkową. Jak to się stało, że jego kariera zawodowa została skierowana na takie właśnie tory?
Z dietetyki na farmację…
Adam pochodzi z Łodzi. Tam też kilka lat temu skończył farmację i aktualnie mieszka. Jak sam przyznaje, wybór takiego właśnie kierunku studiów stanowił naturalną kontynuację jego zainteresowań, choć nie były to jego pierwsze studia. Najpierw trafił bowiem na dietetykę.
– Nikt z bliskiej rodziny nie zajmował się zawodem medycznym. Zaczęło się od chemii. Nie była to moja mocna strona do czasu, kiedy zacząłem obsesyjnie rozwiązywać zadania ze zbioru zadanego w liceum do domu. To było to – wspomina farmaceuta. Miał wtedy dobre oceny też z biologii, której obszary z tematyki fizjologii i żywienia zawsze go interesowały. – Do tego działanie substancji aktywnych na poziomie komórkowym i chemicznym świetnie wpasowały się w moje zainteresowania. I voilà! Zacząłem studiować najpierw dietetykę, jednak po roku zdecydowałem się na farmację. A to dlatego, żeby przy wyborze leków móc wykorzystać wiedzę i pomagać innym – mówi Adam.
Studia wspomina bardzo dobrze, jako miło spędzone godziny w laboratoriach, pracę ze świetną grupą, ale z drugiej strony pamięta też mnóstwo stresujących kartkówek. – System motywacji i nauki na studiach w dużej mierze mi odpowiadał. Jednak to, co wyciągnąłem najcenniejszego z uczelni, to chyba szacunek do ludzi i ich wiedzy. Patrząc na profesorów i rówieśników, na to, z jaką pasją podchodzili do tematu, chciałem posiąść chociaż ułamek tego, co mieli do przekazania – przyznaje.

Jego ulubionymi zajęciami były: fizjologia, patofizjologia i farmakologia. Jak przyznaje, logiczne myślenie zawsze przychodziło mu dość łatwo, a w przypadku tych dziedzin, wiele zagadnień wynikało z siebie nawzajem. Pracę magisterską natomiast pisał na farmakognozji na temat właściwości antyoksydacyjnych wyciągów z kwiatów śliwy tarniny.
Zaraz po sześciomiesięcznej praktyce zawodowej rozpoczął pracę w łódzkiej aptece Rosa. Od początku była to praca na pół etatu, bo już wtedy zajmował się treningami personalnymi. Jak przyznaje, praca w aptece stanowiła jego zawodowe spełnienie i wspaniałą przygodę ze świetnymi ludźmi z załogi oraz ogrom doświadczeń w pracy z pacjentami. – Obecnie pracuję w aptece w Piątku, gdzie pomagam pani kierownik w prowadzeniu apteki. Ze względu na bardzo duże zainteresowanie treningami personalnymi, które prowadzę, pracę w aptece musiałem zredukować – przyznaje farmaceuta.
Praca dorywcza w klubie fitness…
A jego przygoda z treningami, ćwiczeniami, dietetyką i holistycznym podejściem do profilaktyki zdrowotnej rozpoczęła się jeszcze w trakcie studiów. A dokładnie po zdaniu egzaminu z fizjologii. – W miarę zagłębiania się w istotę procesów biochemicznych i fizjologicznych „proste” początkowo plany treningowe, które prowadziłem na sobie, zaczynały przynosić oczekiwane efekty zdrowotne i sylwetkowe, przez co spojrzenie na człowieka stało się coraz bardziej spójne i holistyczne – przyznaje Adam.
Co ciekawe, na studiach dorabiał, pracując w recepcji klubu fitness. Zbierał w ten sposób środki na kurs trenera personalnego. – Chciałem wzbogacić swój trening o wiedzę zdobytą na szkoleniu. Pamiętam, że mój tata nie był zachwycony tym pomysłem i nie widział w tej branży przyszłości. Śmiejemy się z tego do dzisiaj, bo jak zwykle musiałem postawić na swoim – przyznaje Adam. W końcu został bowiem trenerem personalnym.

Obecnie w aptece pracuje tylko jeden dzień tygodniu, a cztery – w klubie treningu personalnego „60 minut” w Łodzi. Jako trener personalny jest niezwykle wymagający. We współpracy z podopiecznymi kładzie nacisk na edukację żywieniową, ruchową i wymaga konsekwencji. – Dla przykładu, żeby zacząć współpracę z nami, należy wykonać regularne 10 000 kroków przez 7 dni. Po realizacji zadania mam pewność, że mój podopieczny będzie konsekwentny i trzymając się zaleceń, osiągnie sukces. Dzięki temu ludzie nabywają nawyków, które sprawiają, że nie mają efektu jojo – mówi farmaceuta.
Farmacja pomaga…
W pracy trenera wykorzystuje wiedzę nabytą na uczelni. – Dzięki temu potrafię dostosować plany żywieniowe, przeprowadzić pełnowartościowy wywiad, wytłumaczyć, kiedy i jakie produkty stosować, doradzać we wprowadzaniu suplementów i stosowaniu leków o odpowiedniej porze i w interakcjach między sobą oraz sposobie odżywiania się. Analiza suplementów jest też łatwiejsza, jednak okazuje się, że jeśli mamy dobrze skrojony plan żywieniowy, to mniej dodatkowych substancji jest potrzebnych do przyjęcia – wyjaśnia Adam.
Poza tym z jego doświadczenia wynika, że metformina i beta-blokery mają takie samo działanie, jak rozsądne żywienie i dobry trening mięśnia sercowego. Z tą różnica, że jego metody nie dają działań niepożądanych. – Traktuję wiedzę holistycznie, nie lubię, jak ktoś zamyka się w jednej branży. Wiedza jest jedna i ta sama wszędzie, tylko trzeba umieć ją przesiać przez swoją głowę i dopasować do odpowiednich gałęzi nauki i indywidualnych potrzeb pacjenta lub podopiecznego – mówi.
Jego zdaniem często podstawowa wiedza na temat pracy energetycznej (bilansu makroskładników) organizmu z pożywieniem jest kluczem do optymalizacji farmakoterapii. – Często zauważam, jak dietę na siłę staramy się oddzielić od procesu leczenia, co jest kompletną bzdurą. Połączenie ruchu, żywienia i farmakoterapii to przyszłość, którą ja widzę i stosuję w codziennej pracy, a która jest tak bardzo odległa, jeśli chodzi o masową skalę – wyjaśnia i zapewnia, że zawsze stara się współpracować w tym zakresie ze specjalistami. – Nie mam problemu przyznać się do niewiedzy i odesłać pacjenta lub podopiecznego do odpowiedniego specjalisty. Uważam, że to obowiązek, który często jest zaniedbywany – mówi farmaceuta.
Cały artykuł dostępny w najnowszym numerze magazynu MGR.FARM!
©MGR.FARM











