W czasie przeprowadzania badań stwierdzono, że wariant, który znamy pod nazwą B.1.617, ma rozprzestrzeniać się łatwiej niż pierwotny wirus. Konieczne są jednak dalsze obserwacje.
– Nie ma jednak sygnałów, że stanowi on większe zagrożenie niż mutacje, z którymi mieliśmy dotychczas do czynienia – podkreśla prof. dr hab. n. med. Marcin Czech, kierownik Zespołu ds. Zakażeń Szpitalnych w Instytucie Matki i Dziecka oraz podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia w latach 2017–2019:
Tym, co najbardziej oddala groźbę kolejnej fali, ma być natomiast postępujący proces szczepień. Zdaniem ekspertów, wszystko wskazuje na to, że stosowane preparaty są skuteczne także na odmianę indyjską.
O wariancie indyjskim
– Indyjska mutacja koronawirusa, nazywana w mediach „double mutation” bądź „triple mutation”, choć ma straszną nazwę, to z tego, co dzisiaj wiemy, ta nie jest wyjątkowa. Nie stanowi większego zagrożenia niż te, z którymi mieliśmy dotychczas do czynienia – mówi w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Czech.
Indyjska mutacja to już czwarta odmiana, którą WHO zaklasyfikowała jako budzącą globalne zaniepokojenie i wymagającą analizy. Inne odmiany pochodzą z Wielkiej Brytanii, Brazylii i Republiki Południowej Afryki. Wariant indyjski to główny powód nagłego rozprzestrzeniania się koronawirusa w Indiach – jako pierwsze państwo na świecie, już kilkukrotnie przekroczyło ono dzienny bilans 400 tys. zakażeń. Dane WHO mówią o tym, że w ciągu tygodnia od 3 do 10 maja, odnotowano tu 2,7 mln nowych przypadków (łącznie od początku wybuchu pandemii liczba ta wynosi 23 mln). Ma to stanowić 95% infekcji w regionie Azja Południowo-Wschodnia oraz 50% na całym świecie. Podobny, budzący obawy trend odnosi się również do krajów sąsiednich (czytaj też: Szczepionka Pfizer/BioNTech skuteczna także w przypadku mutacji koronawirusa).
Oprócz Indii, najwięcej przypadków tej odmiany wykryto w Wielkiej Brytanii. Stwierdzona została ona również w kilkunastu innych krajach Europy, a na początku maja pojawiła się w Polsce. Minister Zdrowia Adam Niedzielski donosił o wykryciu ponad 20 przypadków zachorowania na ten wariant.
– Kolejna fala epidemii pojawia się w określonych warunkach, kiedy mamy dużą migrację, kiedy odpuszczamy naszą kontrolę na poziomie indywidualnym. I nie zależy to od tego, czy to jest jedna mutacja, czy druga. Oczywiście niektóre z nich mogą być bardziej zakaźne albo mogą powodować inne objawy i pod tym kątem badana jest również odmiana indyjska. Natomiast nie wydaje się, żebyśmy mieli tutaj jakieś skokowe zmiany w potencjale rozwoju epidemii związanej z tym, że jest to właśnie wariant indyjski – relacjonuje dalej ekspert.
Mutacje wirusa a istniejące szczepionki
Na obecną chwilę, nie ma informacji o mutacjach odpornych na istniejące szczepionki. Obok postępującego procesu szczepień (w Polsce zaszczepiono prawie 4 mln osób, a 10,6 mln oczekuje na drugą dawkę), pomocą w walce z rozprzestrzenianiem się indyjskiego wariantu jest również odporność uzyskana po przechorowaniu COVID-19.
– Wirus cały czas mutuje, to jest wpisane w historię właściwie każdego z nich. Przy powielaniu materiału genetycznego wewnątrz komórki dochodzi do błędów. Te, które są korzystne dla danego wirusa, zostają utrwalone, te, które go osłabiają, w naturalny sposób wymierają, to jest sposób ewolucji wirusów – opowiada specjalista – Nasz układ immunologiczny jest sprytny i uderza w wirusa przez tak różne mechanizmy, że uczymy się tej odporności. Małe mutacje nie czynią więc nam wielkiej szkody. Problem pojawia się wtedy, kiedy tych mutacji jest dużo i znacząco zmieniają np. kształt białka S bądź inne właściwości.
W tym ostatnim przypadku, układ odpornościowy nie będzie w stanie poradzić sobie z nimi ani sam, ani za pomocą szczepionek, które nie będą dopasowane do nowej postaci wirusa.
– To są krytyczne mutacje, które będą oddziaływać na ludzi. Dobra wiadomość jest jednak taka, że szczepionki mRNA lub wektorowe są na tyle proste, że mogą być dostosowane do każdego wirusa, z którym będziemy mieć do czynienia, gdyby okazało się, że jest on groźny – mówi Marcin Czech. – Działanie szczepionek i ich skuteczność to też jest pewne kontinuum. Materiał genetyczny, który koduje białko kolca, białko S, składa się z wielu nukleotydów. Nawet jak dojdzie do niewielu zmian, to ten przepis, który zapisany jest w szczepionkach, będzie pasował do większości z nich. Minister Marek Posobkiewicz powiedział ostatnio, że ta szczepionka po mundurze jest w stanie rozpoznać żołnierza, nie musi rozpoznawać jego stopnia, ale wie, że to jest wróg.










