REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
wt. 18 maja 2021, 14:02

Zmiana klasyfikacji indyjskiej odmiany koronawirusa przez WHO

Do tej pory, Światowa Organizacja Zdrowia uznawała indyjską odmianę koronawirusa za budzącą “szczególne zainteresowanie”. Teraz zakwalifikowano ją jako “niepokojący wariant”. Na razie jednak nie istnieje ryzyko, by stała się przyczyną kolejnej fali pandemii.

W 2019 r. w Polsce zanotowano ponad 20 tys. nowych zachorowań na boreliozę (fot. Shutterstock)
Na obecną chwilę, nie ma informacji o mutacjach odpornych na istniejące szczepionki (fot. Shutterstock).

W czasie przeprowadzania badań stwierdzono, że wariant, który znamy pod nazwą B.1.617, ma rozprzestrzeniać się łatwiej niż pierwotny wirus. Konieczne są jednak dalsze obserwacje.

REKLAMA

– Nie ma jednak sygnałów, że stanowi on większe zagrożenie niż mutacje, z którymi mieliśmy dotychczas do czynienia – podkreśla prof. dr hab. n. med. Marcin Czech, kierownik Zespołu ds. Zakażeń Szpitalnych w Instytucie Matki i Dziecka oraz  podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia w latach 2017–2019:

Tym, co najbardziej oddala groźbę kolejnej fali, ma być natomiast postępujący proces szczepień. Zdaniem ekspertów, wszystko wskazuje na to, że stosowane preparaty są skuteczne także na odmianę indyjską.

O wariancie indyjskim

– Indyjska mutacja koronawirusa, nazywana w mediach „double mutation” bądź „triple mutation”, choć ma straszną nazwę, to z tego, co dzisiaj wiemy, ta nie jest wyjątkowa. Nie stanowi większego zagrożenia niż te, z którymi mieliśmy dotychczas do czynienia – mówi w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Czech.

Indyjska mutacja to już czwarta odmiana, którą WHO zaklasyfikowała jako budzącą globalne zaniepokojenie i wymagającą analizy. Inne odmiany pochodzą z Wielkiej Brytanii, Brazylii i Republiki Południowej Afryki. Wariant indyjski to główny powód nagłego rozprzestrzeniania się koronawirusa w Indiach – jako pierwsze państwo na świecie, już kilkukrotnie przekroczyło ono dzienny bilans 400 tys. zakażeń. Dane WHO mówią o tym, że w ciągu tygodnia od 3 do 10 maja, odnotowano tu 2,7 mln nowych przypadków (łącznie od początku wybuchu pandemii liczba ta wynosi 23 mln). Ma to stanowić 95% infekcji w regionie Azja Południowo-Wschodnia oraz 50% na całym świecie. Podobny, budzący obawy trend odnosi się również do krajów sąsiednich (czytaj też: Szczepionka Pfizer/BioNTech skuteczna także w przypadku mutacji koronawirusa).

Oprócz Indii, najwięcej przypadków tej odmiany wykryto w Wielkiej Brytanii. Stwierdzona została ona również w kilkunastu innych krajach Europy, a na początku maja pojawiła się w Polsce. Minister Zdrowia Adam Niedzielski donosił o wykryciu ponad 20 przypadków zachorowania na ten wariant.

REKLAMA
REKLAMA

– Kolejna fala epidemii pojawia się w określonych warunkach, kiedy mamy dużą migrację, kiedy odpuszczamy naszą kontrolę na poziomie indywidualnym. I nie zależy to od tego, czy to jest jedna mutacja, czy druga. Oczywiście niektóre z nich mogą być bardziej zakaźne albo mogą powodować inne objawy i pod tym kątem badana jest również odmiana indyjska. Natomiast nie wydaje się, żebyśmy mieli tutaj jakieś skokowe zmiany w potencjale rozwoju epidemii związanej z tym, że jest to właśnie wariant indyjski – relacjonuje dalej ekspert.

Mutacje wirusa a istniejące szczepionki

Na obecną chwilę, nie ma informacji o mutacjach odpornych na istniejące szczepionki. Obok postępującego procesu szczepień (w Polsce zaszczepiono prawie 4 mln osób, a 10,6 mln oczekuje na drugą dawkę), pomocą w walce z rozprzestrzenianiem się indyjskiego wariantu jest również odporność uzyskana po przechorowaniu COVID-19.

– Wirus cały czas mutuje, to jest wpisane w historię właściwie każdego z nich. Przy powielaniu materiału genetycznego wewnątrz komórki dochodzi do błędów. Te, które są korzystne dla danego wirusa, zostają utrwalone, te, które go osłabiają, w naturalny sposób wymierają, to jest sposób ewolucji wirusów – opowiada specjalista – Nasz układ immunologiczny jest sprytny i uderza w wirusa przez tak różne mechanizmy, że uczymy się tej odporności. Małe mutacje nie czynią więc nam wielkiej szkody. Problem pojawia się wtedy, kiedy tych mutacji jest dużo i znacząco zmieniają np. kształt białka S bądź inne właściwości.

W tym ostatnim przypadku, układ odpornościowy nie będzie w stanie poradzić sobie z nimi ani sam, ani za pomocą szczepionek, które nie będą dopasowane do nowej postaci wirusa.

– To są krytyczne mutacje, które będą oddziaływać na ludzi. Dobra wiadomość jest jednak taka, że szczepionki mRNA lub wektorowe są na tyle proste, że mogą być dostosowane do każdego wirusa, z którym będziemy mieć do czynienia, gdyby okazało się, że jest on groźny – mówi Marcin Czech. – Działanie szczepionek i ich skuteczność to też jest pewne kontinuum. Materiał genetyczny, który koduje białko kolca, białko S, składa się z wielu nukleotydów. Nawet jak dojdzie do niewielu zmian, to ten przepis, który zapisany jest w szczepionkach, będzie pasował do większości z nich. Minister Marek Posobkiewicz powiedział ostatnio, że ta szczepionka po mundurze jest w stanie rozpoznać żołnierza, nie musi rozpoznawać jego stopnia, ale wie, że to jest wróg.

AM/biznes.newseria.pl

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA