Kilka dni temu stołeczna policja zatrzymała 33-latka, który sprzedawał przez internet leki na potencję. Z klientami umawiał się „na mieście” gdzie przekazywał leki. W taki sposób wpadł w zasadzkę policjantów. W trakcie zatrzymania miał przy sobie 614 tabletek produktów leczniczych (czytaj więcej: Handlował lekami przez internet. Grożą mu 2 lata więzienia…).
– Coraz więcej osób kupuje leki i suplementy diety poza apteką, w internecie, na siłowni, na bazarach – Radio Zet cytuje prof. Zbigniewa Fijałka, kierownika Zakładu Farmacji Kryminalistycznej na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.
Ekspert podkreśla, że grupa leków szczególnie zagrożona fałszowaniem, to leki na potencję, które „klient i tak chce kupić”, niezależnie od tego jak źle zrobiona jest fałszywka. W tej grupie znajdują się także anaboliki, leki na hemoroidy czy infekcje intymne. Pacjent woli zaryzykować i dyskretnie zamówić je przez internet, niż na głos poprosić o nie w aptece.
– Ryzyko, jakie wiąże się z zamawianiem leków i suplementów przez internet, jest różne: od braku działania produktu, przez hepatotoksyczność, powodującą uszkodzenia wątroby, po działanie rakotwórcze – w dłuższej perspektywie czasowej. Do niektórych produktów dodawane są także substancje uzależniające, żeby mieć pewność, że klient wróci. W tym kontekście kara, jaka grozi za obrót lekami bez wymaganego zezwolenia, wydaje się śmiesznie niska – do dwóch lat pozbawienia wolności – czytamy w artykule na stronie Radio Zet.
Źródło: ŁW/Radio ZET










