Dla nieusieciowionych oznacza to konieczność współpracy, dlatego przyszłością będzie łączenie się umową franczyzową i konsolidacja branży.
– Przez pierwszych pięć miesięcy rynek wzrósł o 7,7 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku, ale statystyczna apteka rośnie tylko o 2,7 proc. Dzieje się tak, ponieważ mamy dużo więcej aptek. Ich liczba rośnie lawinowo, w tym momencie jest ich ponad 14,4 tys. – mówi dr Jarosław Frąckowiak, prezes PharmaExpert.
Jeszcze rok temu liczba aptek nie przekraczała 14 tys. Choć część placówek jest zamykana, szybko pojawiają się nowe. Większość z nich to apteki sieciowe, które powstają przede wszystkim w atrakcyjnych lokalizacjach – albo na miejscu tych, które zniknęły z rynku, albo w centrach handlowych. Większy wybór aptek wpływa na mniejsze obroty.
– Przeciętna apteka ma obrót około 170 tys. zł, ale już sieciowa – 220 tys. zł. Apteka niezależna czy należąca do mikrosieci ma obroty bliżej 150 tys. zł. Te dysproporcje są duże także w liczbie pacjentów – przekonuje ekspert.
Gwałtowny przyrost liczby aptek wpływa również na spadek marży. Ogólny spadek wynosi 5 proc., dla leków refundowanych – 5,2 proc., dla pełnopłatnych leków na receptę – 7,5 proc., a dla produktów sprzedawanych na receptę – 8,2 proc. Tracą na tym przede wszystkim mniejsze niezależne apteki, które samodzielnie zaopatrują się w leki i trudno im uzyskać duże zniżki w hurtowniach.
– Nieuniknione jest łączenie tych sieci w większe grupy. Rozwój franczyzy jest także szalenie ważnym trendem na rynku. Apteki pozostają niezależne, ale wiążą się umową franczyzową z kimś, kto tę franczyzę oferuje. Takich aptek na rynku pojawia się coraz więcej i na pewno będzie to kontynuowane – analizuje Frąckowiak.
źródło: newseria










