Od 2012 roku – kiedy w życie weszła aktualna ustawa refundacyjna – wielu aptekarzy skarży się na niskie marże na leki refundowane. Trudno im się dziwić. W przypadku najtańszych leków, zysk apteki za ich sprzedaż bywa niższy niż opłata za obsługę terminala – jeśli pacjent zapłaci kartą. Co gorsza, system naliczania marż aptecznych na leki refundowane jest tak skonstruowany, że z roku na rok ich wartość jest coraz niższa – maleje bowiem limit finansowania, od którego marża jest naliczana (choć bardziej trafne byłoby sformułowanie „narzut”).
W rezultacie samorząd aptekarski od kilku lat podejmuje działania, by przekonać Ministerstwo Zdrowia, do zmiany sposobu wyliczania marż za sprzedaż leków refundowanych w aptekach. W połowie 2020 roku Naczelna Izba Aptekarska wraz z firmą IQVIA przygotowała raport, który miał pokazywać rosnące koszty funkcjonowania aptek i ich mającą rentowność. Do tej pory jednak aptekarze nie doczekali się żadnych zmian w tym zakresie. Wręcz przeciwnie – w dwóch projektach nowelizacji ustawy refundacyjnej, które ukazały się w ostatnich miesiącach, temat ten nie został w ogóle poruszony. Zamiast tego resort zdrowia zaproponował przepisy jeszcze bardziej obniżające marże aptek na leki recepturowe (wykonywane w aptekach).
Sytuacja ta jest przyczyną (delikatnie pisząc) niezadowolenia wielu farmaceutów. Niezadowolenia z braku realizacji ich postulatów, ale też niezadowolenia z powodu braku skuteczności działań Naczelnej Izby Aptekarskiej. Ta jest bowiem często z tego powodu atakowana przez wewnętrznych oponentów, którzy nierzadko jednocześnie sprzeciwiają się wprowadzaniu do aptek nowych usług – szczepień, testów, przeglądów lekowych. Opozycja totalna – chciałoby się rzec.
Wyższych marż nie będzie
Problem polega jednak na tym, że postulat podwyższenia marż aptek na leki refundowane jest, w mojej opinii, totalnie nierealny do zrealizowania. By to zrozumieć wystarczy postawić się w pozycji Ministra Zdrowia (czy też konkretnego wiceministra odpowiedzialnego za politykę lekową), który widzi następujący stan faktyczny: leki od 10 lat tanieją, pacjenci mają do nich dobry dostęp, a nawet jeśli jest on utrudniony, to wynika to z innych przyczyn niż niskie marże aptek. Po co więc zmieniać marże i narażać budżet NFZ na przekierowanie „do kieszeni aptek” środków, które można wykorzystać na inne zadania? To brutalny punkt widzenia i bez wątpienia wzbudzi oburzenie wielu czytających te słowa farmaceutów. Konia z rzędem jednak temu, kto przekona Ministerstwo Zdrowia do innej logiki…
Podczas gdy wielu aptekarzy nadal wierzy i postuluje podwyższenie marż aptecznych, można odnieść wrażenie, że Naczelna Izba Aptekarska doszła już dawno do wniosku, że to walka z wiatrakami. Dlatego spróbowano innego podejścia, polegającego na poszerzeniu zakresu usług świadczonych w aptekach. Usług, za które apteki otrzymywałyby wynagrodzenie. Wprowadzanie możliwości świadczenia takich usług można obserwować już od blisko roku. Zaczęło się od szczepień przeciw COVID-19, do których dołączyły szczepienia przeciw grypie. Obecnie farmaceuci mogą w aptekach też prowadzić testy antygenowe na SARS-CoV-2. Za każde z tych świadczeń, apteka otrzymuje konkretne wynagrodzenie. Wkrótce mają być też możliwe – odpłatnie do wykonania w aptece – inne testy diagnostyczne, za które będą płacić pacjenci. Od dawna mówi się też o aktywowaniu w aptekach Internetowych Kont Pacjentów – również odpłatnie.
100 milionów złotych
Ile mogą zarobić na tym apteki? Wystarczy wziąć pod lupę szczepienia przeciw COVID-19. Z danych CeZ wynika, że od początku lipca do 14 lutego, w aptekach podano 1 636 827 dawek szczepionek. Za każdą z nich NFZ zapłacił 61,24 zł. Łatwo zatem policzyć, że przez nieco ponad 7 miesięcy, Narodowy Fundusz Zdrowia wypłacił aptekom 100 239 285,48 zł. To jest ponad 100 mln zł! Co jeszcze bardziej zaskakujące, w Narodowym Programie Szczepień aktualnie bierze udział tylko/aż 1753 aptek (tyle widnieje na rządowej mapie punktów szczepień) i to do nich trafiły te środki.
Realnie szczepienia odbywają się oczywiście w zdecydowanie mniejszej liczbie placówek. Poza tym trzeba brać pod uwagę fakt, że ich liczba rosła stopniowo przez kilka miesięcy. W okresie wakacyjnych szczepienia odbywały się w zaledwie 100 aptekach. Zatem nawet gdyby optymistycznie założyć, że w sumie wspomniana kwota została podzielona pomiędzy 1000 aptek, to oznaczałoby, że średnio każda z nich przez 7 miesięcy zarobiła na szczepieniach około 100 000 zł. I teraz warto zadać sobie pytanie ile leków refundowanych musiałaby sprzedać taka apteka, by na samej marży zarobić taką kwotę?
100 mln zł to ogromna kwota, po którą sięgnęły nieliczne apteki, choć mogły wszystkie. Oczywiście można dywagować na temat tego, czy wszystkie apteki miały warunki lokalowe i kadrowe, by szczepienia realizować. Prawda jest jednak taka, że resort zdrowia stworzył wszelkie możliwe warunki i przekazał wystarczające wytyczne, by takie szczepienia mogły odbywać się w każdej aptece – w godzinach jej pracy, po godzinach… To samo dotyczy zresztą szczepień przeciw grypie czy testów na SARS-CoV-2.
Chcesz więcej? Daj więcej…
Jakie wnioski można wyciągnąć z tych wyliczeń i faktów? Ministerstwo Zdrowia należy traktować jak każdego korporacyjnego pracodawcę. Jeśli pracownik przychodzi do niego z prośbą o podwyżkę, to powinien mieć do zaoferowania coś, co tę podwyżkę umotywuje. A dokładniej dodatkowy zakres zadań, za który pracodawca zapłaci. Jeśli wniosek o podwyżkę będzie umotywowany wyłącznie faktem „długiego stażu pracy” czy rosnących cen w sklepach, szansa na jej przyznanie jest nikła. Tak to działa w korporacjach. Z bardzo prostego powodu – na miejsce takiego pracownika czeka kolejka innych, którzy zgodzą się pracować za to samo wynagrodzenie. I jeszcze raz zaznaczam, że piszę o pracy w korporacji, gdzie większość pracowników jest anonimowa i wymienna. Zupełnie jak dla Ministra Zdrowia apteki…
Obserwując rynek apteczny od kilkunastu lat, mogę śmiało powiedzieć, że podwyższenie marż aptecznych na leki refundowane to utopia. Co najwyżej w odległej przyszłości, aptekarze mogą liczyć na zmianę marży na „opłatę dyspesyjną”. Jednocześnie patrząc na rozwój aptek i farmaceutów poza granicami naszego kraju, można dostrzec, że kluczem do poprawy rentowności rynku są usługi: szczepienia, testy, badania, wydawanie certyfikatów, przeglądy lekowe… recepty. I baczny obserwator dostrzeże, że do tego zmierzają działania samorządu aptekarskiego i na to wskazują kolejne zmiany legislacyjne w Polsce.
©MGR.FARM










