Wyświechtany już motyw leżącego na podłodze łazienki doktora Gregory’ego House’a, który z trudnością i widocznymi objawami uzależnienia czołga się w stronę kolejnego opakowania Vicodinu, to wbrew pozorom nie tylko filmowa fikcja. W latach 2007-2016 najczęściej stosowanym opioidem był właśnie hydrokodon (np. Vicodin). W samym tylko 2016 roku sprzedano 6,2 miliardy jego tabletek. Oprócz tego Amerykanie pochłonęli też 5 miliardów oksykodonu (Percocet).
Choć obie substancje były dostępne na rynku farmaceutycznym już od lat siedemdziesiątych, początkowo budziły one w lekarzach lęk i ordynowane były głównie pacjentom onkologicznym. Obawiano się rozwoju uzależnienia oraz działań niepożądanych, jak zaburzenia psychiczne, zaburzenia oddychania czy trudne do leczenia zaparcia.
Niskie ryzyko uzależnienia?
Zmianę w postrzeganiu opioidów zapoczątkował artykuł opublikowany w New England Journal of Medicine (NEJM) zatytułowany „Niskie ryzyko uzależnienia u pacjentów leczonych opioidami”. Za publikacją ruszyły kolejne badania, które coraz częściej dowodziły, że nie ma powodu, by obawiać się stosowania oksy- lub hydrokodonu. Autor artykułu, dr Hershel Jick, w wywiadzie po latach wielokrotnie podkreślał, że jego badania dotyczyły tylko pacjentów hospitalizowanych i nie miał na celu nic więcej, poza publikacją swoich doświadczeń z opioidami.
Machina jednak ruszyła i trafiła na niezwykle podatny grunt. Bóle związane z chorobą zwyrodnieniową stawów to jedne z najpowszechniejszych dolegliwości. Trudno ukrywać, że schorzenie w dużej mierze wiąże się z masą ciała i obciążeniem układu kostno-stawowego. W latach dziewięćdziesiątych blisko 1/3 Amerykanów odczuwała bóle kręgosłupa, stawów biodrowych czy kolan. W latach 1991 do 2011 liczba recept na opioidowe leki przeciwbólowe wzrosła z 76 milionów do 219 milionów rocznie. Większość z nich stanowiły recepty długoterminowe – na kilka miesięcy lub nawet rok stosowania leku. Ogromna część pacjentów, początkowo nieświadomych ryzyka, zaczęła nadużywać leków opioidowych, stopniowo zwiększając dawki. W 2016 roku Ministerstwo Zdrowia i Pomocy Humanitarnej Stanów Zjednoczonych szacowało, że 11,5 miliona mieszkańców nadużywa opioidów.
Przeciętny uzależniony od leków opioidowych to biały mężczyzna w średnim wieku, przedstawiciel klasy pracującej. Co ciekawe, według badań, lekarze byli bardziej ostrożni w przepisywaniu opioidów czarnoskórym pacjentom, z uwagi na ryzyko uzależnienia. Tymczasem nie istnieją żadne badania mówiące o ryzyku rozwoju nałogu zależnym od koloru skóry pacjenta.
W Stanach Zjednoczonych powstawały też niezliczone Kliniki Leczenia Bólu, zwane potocznie pill mill (młyn pigułkowy). Wbrew nazwie, nikomu z zatrudnionych w takiej placówce lekarzy czy farmaceutów nie chodziło o trwałą redukcję bólu, a jedyną formą leczenia była recepta na lek opioidowy. Co więcej, recepta trafiała w ręce zainteresowanego w ekstremalnie krótkim czasie, wywiad i badanie lekarskie były tam okrojone do minimum czasowego. Pill mill były także miejscami wspierającymi czarny rynek handlu lekami opioidowymi – pacjentami klinik bywali bowiem w dużej części dealerzy udający chorych, bądź podstawione przez nich osoby. W Pensylwanii jeden z lekarzy pracujących w pill mill został oskarżony i skazany wyrokiem za nieumyślne spowodowanie śmierci pięciu pacjentów kliniki, po przedawkowaniu opioidów. W czasie procesu dowiedziono, że w okresie 19 miesięcy wystawił on recepty na łącznie 3 miliony tabletek oksykodonu i hydrokodonu.
W 2016 roku w Stanach Zjednoczonych odnotowano 63 600 zgonów z powodu przedawkowania leków – 66,4% z nich (42 249 osób) stanowiły przypadki związane z nadużyciem opioidów. Oznacza to 115 zgonów z tego powodu każdego dnia.
Liczby te obejmują również osoby uzależnione od takich środków jak heroina, morfina, fentanyl i jego pochodne. Szacuje się jednak, że blisko 30-40% obecnie uzależnionych od twardych narkotyków będących pochodnymi morfiny, to osoby które początkowo nadużywały takich leków, jak oksykodon czy hydrokodon. Śmiało można więc mówić o opioidowej epidemii.
Rodzinna tradycja
Modelowym przykładem leku opioidowego, którego agresywna promocja przyniosła fatalne skutki zdrowotne jest Oxycontin (oksykodon produkowany przez firmę Purdue Pharma). Oksykodon w postaci o przedłużonym uwalnianiu został zaakceptowany przez FDA i wprowadzony na amerykański rynek w roku 1996. Od samego początku reklama leku była nie tylko jedną z droższych w historii, ale również ukierunkowaną na wiele grup potencjalnych odbiorców: lekarzy, pielęgniarek, farmaceutów czy też pacjentów. Oksykodon zaczął pojawiać się niemal na każdej konferencji medycznej poświęconej dolegliwościom bólowym, jako lek bezpieczny i skuteczny. Na efekty nie trzeba było długo czekać – sprzedaż Oxycontinu wzrosła z 48 milionów dolarów w roku 1996 do 1,1 miliarda w zaledwie cztery lata. Ogromna dostępność i popularność Oxycontinu sprawiły, że w 2004 roku zyskał on niechlubne miano najczęściej nadużywanego leku w Stanach Zjednoczonych.
W kampanii marketingowej Oxycontinu posłużono się sposobami, które dziś naruszają większość znanych nam przepisów. Firma Purdue Pharma miała dostęp do złożonych baz danych lekarzy wraz z informacjami o ilości przepisywanych przez nich leków opioidowych. W domyśle byli to więc lekarze opiekujący się chorymi z przewlekłym bólem, ale także nie obawiający się stosować leków o takim profilu w swojej praktyce. Zamiarem firmy było dotrzeć właśnie do nich i przekonać medyków do zamiany dotychczas wypisywanych leków na Oxycontin. Lukratywne zarobki przedstawicieli medycznych Purdue Pharma były świetną zachętą do częstych odwiedzin wybranych przez bazę danych lekarzy, a całość systemu uzupełniał program lojalnościowy i premie uznaniowe. Średnia roczna pensja przedstawiciela medycznego firmy wynosiła 55 000 dolarów w 2001 roku, a średnia dodatkowa premia – 71 500 dolarów. Zachętą dla pacjentów było sfinansowanie przez koncern pierwszej terapii oksykodonem (darmowe kupony dołączane do recept obejmujące 7-30 dni leczenia). Dziś sposób ten nieodmiennie kojarzy się z dealerami narkotykowymi, ale na przełomie wieków władze amerykańskie przymykały oko na takie praktyki. W gabinetach lekarskich pojawiały się niezliczone gadżety obrandowane marką Oxycontin, jak czapki, dmuchane i pluszowe zabawki, a nawet nagrania na płytach CD („Get in the Swing With OxyContin”).










