Apteczno-dyżurowy paragraf 22

26 listopada 2018 08:06

MZ stwierdza, co mnie wcale nie zaskakuje, że ustalanie dni i godzin pracy aptek należy (co do zasady) do lokalnej Rady Powiatu, a nie przedsiębiorcy prowadzącego aptekę. Coś nam tu zgrzyta, prawda? Oczywiście. Teraz będzie najciekawsze i najśmieszniejsze…

Paradoksalnie można powiedzieć, że nowa apteka nie uwzględniona w uchwale Rady Powiatu, funkcjonuje poza prawem. (fot. Shutterstock)

Bardzo mnie ucieszyła niedawna odpowiedź ministra zdrowia z 13 listopada 2018 r. na zapytanie poselskie nr 7992, którego autorką jest posłanka Krystyna Sibińska (PO) (czytaj więcej: MZ: To nie podmiot prowadzący aptekę decyduje o godzinach jej pracy). Przypomnę, że w Gorzowie Wlkp. uległa likwidacji apteka, która funkcjonowała w Wielospecjalistycznym Szpitalu Wojewódzkim. Z powszechnie dostępnych informacji wynika, że jej właścicielowi wypowiedziano umowę najmu. Pomijając inne kwestie, nazwijmy to, eksponowanie swego dobrego zaopatrzenia w leki deficytowe (czytaj więcej: Apteka zniknie, bo kończy się umowa najmu. Ofiara „apteki dla aptekarza”?), płacił wysoki czynsz. W to miejsce otwarto punkt gastronomiczny, którego właściciel płaci czynsz duuużo mniejszy. Jak to się współcześnie kpi, w tym szpitalu decydentami są miszcze.

W każdym razie ten sam właściciel także w Gorzowie miał aptekę czynną całą dobę. Miał, bo na skutek jego suwerennej decyzji (sic!) przestała być całodobowa (określenie potoczne, co wyjaśniono w omawianej odpowiedzi z MZ) (czytaj więcej: Apteka w szpitalu zamknięta. Właściciel rezygnuje też z nocnych dyżurów w centrum Gorzowa).

Lokalne władze odczuły decyzję przedsiębiorcy, gdyż w mediach pojawiały się wypowiedzi prezydenta miasta, który stwierdził, iż „właściciel apteki, która do tej pory działała całodobowo, zrezygnował z jej pracy w nocy ‘trochę na złość’, po tym jak musiał zamknąć inną swoją placówkę w szpitalu”.

Rozumiem właściciela. Pisałem już, że jeśli ktoś jest niemiły, musi się liczyć z adekwatną reakcją i konsekwencjami. W każdej branży (czytaj więcej: Dyżury aptek za 700 zł za noc – część 1). Wszystko powyższe to drobiazgi, opis obyczajów, samo życie, itp.

Sednem jest coś innego. Otóż MZ wyraźnie stwierdza, co mnie wcale nie zaskakuje, że ustalanie dni i godzin pracy aptek należy (co do zasady) do lokalnej Rady Powiatu, a nie przedsiębiorcy prowadzącego aptekę.

Coś nam tu zgrzyta, prawda? Oczywiście.

Teraz będzie najciekawsze i najśmieszniejsze.

Otóż wyobraźmy sobie, że ktoś, czyli przedsiębiorca, stara się o zezwolenie na prowadzenie apteki ogólnodostępnej. Składa do WIF wszystkie wymagane prawem dokumenty i w ślad za tym otrzymuje zezwolenie. W ww. papierach deklaruje planowane dni i godziny czynności apteki. Załóżmy, że zezwolenie otrzymał w lutym. Jednakże uchwała dot. dyżurów (określenie równie niepoprawne, bo pojęcie dyżurów aptek nie istnieje w Prawie farmaceutycznym) obowiązuje w tym powiecie od 1. stycznia. Skoro tak, to logicznym jest, że dopóki uchwała nie uwzględni nowej apteki, to w konsekwencji zacytowanej odpowiedzi z MZ, nie może ona funkcjonować, prawda? Tu dochodzimy do innego paradoksalnego wniosku, wynikającego ze swoistego paragrafu 22, jak w świetnej powieści Josepha Hellera. Otóż w jaki sposób Rada Powiatu miałaby wpisać do swej uchwały aptekę, która nie istnieje? Nie ma takiej opcji. Teoretycznie jednak apteka istnieje, czyli najpierw otrzymuje zezwolenie, WIF ją uruchamia, ale tylko na papierze, gdyż jej właściciel dopiero wtedy powinien złożyć wniosek do Rady Powiatu, by ta podjęła nową uchwałę umożliwiającą faktyczne rozpoczęcie działalności.

Przypomnę, że oznacza to przeprowadzenie dość czasochłonnej (2-3 miesiące) procedury, którą też częściowo opisałem (czytaj więcej: Dyżury aptek za 700 zł za noc – część 2).

Paradoksalnie można więc powiedzieć, że działająca nowa apteka, z powyższych powodów nie uwzględniona w uchwale Rady Powiatu, funkcjonuje poza prawem.

Czy ktoś z nas słyszał lub czytał o sytuacji, by jakakolwiek polska apteka nie mogła rozpocząć lub kontynuować działalności, pomimo braku stosownej uchwały Rady Powiatu? Ja nie spotkałem, a uważnie przyglądam się tej tematyce.

Jest wprost przeciwnie. W 2018 roku w powiecie pleszewskim doszło do kuriozalnej sytuacji. Wojewoda wielkopolski swymi Rozstrzygnięciami Nadzorczymi nr KN.I.4131.1.58.2018.6 z 31 stycznia i KN.I.4131.1.250.2018.6 z 29 maja, unieważnił dyżurowe uchwały Rady Powiatu. Przyczyną były rażące naruszenia prawa przez uchwałodawcę, czyli powiat, jego pracowników oraz samych radnych. Nikt z nich nie zagłębił się w meritum, więc obnażyli swą niekompetencję, o której tyle już napisano (czytaj więcej: Urząd wprowadzał mieszkańców w błąd w sprawie dyżurów aptek?). Chętnie bym o nich napisał więcej, ale nie tym razem. Wszystko jednak przede mną, bo w najbliższym czasie powinni rozpocząć procedurę przygotowywania uchwały na 2019 rok. Znów będzie się działo, ale jesteśmy zaprawieni w bojach.

Otóż dzięki Rozstrzygnięciom wojewody, od 1. stycznia do 5. września 2018 r. włącznie, w powiecie pleszewskim nie istniało prawo miejscowe ustalające dni i godziny pracy aptek, w tym dyżury. Oznacza to, że apteki działały bezprawnie, czyli… nielegalnie. Tertium non datur!

Nikt nie złożył na nas skargi, zgryźliwie nie opisał w gazetach, nie pobiegł do TV. Apteki funkcjonowały „w dniach i godzinach, które same sobie określiły” (cytat z maili, które w ubiegłym roku wysłaliśmy do starostwa w odpowiedzi na pytanie o wspomniane dni i godziny). Jeśli więc złamaliśmy ustawę Prawo farmaceutyczne, akt rangi wyższej, na podstawie którego dopiero może być podejmowana uchwała, to czemu nie zostaliśmy ukarani? Ktoś zapyta: ależ za co karać aptekarzy? Za pracę dla dobra społeczności lokalnej, choć niekompetentni radni nie przygotowali odpowiednich dokumentów? Aptekarze postąpili wg swej najlepszej wiedzy oraz możliwości i otworzyli apteki bez pytania Rady o zgodę. Zresztą o jakiej zgodzie mowa? „Klucze i zezwolenia” należą do nas, a nie do radnych. Skoro nie ma kary za pracę bez uchwały, w myśl zasad równego traktowania, logiki, zwykłej ludzkiej przyzwoitości, itd., nie można ukarać (odpowiedź na interpelację nr 31669) aptekarza za brak (odpowiedź na interpelację nr 14513) dyżurowania. Art. 94 PF nie zawiera sankcji. A zresztą kara, o której, w pismach do aptekarzy odmawiających nadmiernych i bezsensownych dyżurów, lubią wspominać aroganccy starostowie, czyli cofnięcie zezwolenia (niemożliwe, co podkreślili wiceministrowie zdrowia), mieszkańcom powiatu zmniejszyłaby dostęp do leków. Ot, taki strzał w stopę starosty i radnych. Oni tego nie potrafią zrozumieć. Dobrze, że ponad nimi jest zrozumienie mechanizmów, dzięki którym istnieją nierozwiązywalne – póki co – konflikty o dyżury.

Jeśli ktoś tu powinien ponieść karę, to radni i starostowie. Zarówno za bezmyślnie konfrontacyjną postawę, jak i brak wywiązywania się ze swoich obowiązków. Przypomnę, że statystyczny radny powiatowy otrzymuje średnio 1000-1500 złotych comiesięcznej diety. Radni funkcyjni (przewodniczący Rady lub Komisji), dostają jeszcze więcej. O starostach i ich prawnikach nawet nie wspomnę.

Innym przykładem mentalności urzędników starostw jest, na co mam wiele pisemnych dowodów, rozżalenie na brak sankcji wobec aptekarzy i przemożna chęć, by się pojawiły. Oni kompletnie nie myślą o znalezieniu marchewki, tylko o kiju.

Warto podkreślić, że brak wspomnianej uchwały jednocześnie oznacza brak jakiejkolwiek podstawy prawnej, zarówno do składania, jak i rozpatrywania przez WIF skargi na niedyżurującą aptekę.

Zaskoczenie? Niepotrzebnie. Przecież jeśli nawet apteka godzi się na dyżur, który przypada np. w czwartek, a ktoś zgłosi skargę, że nie dyżurowała w piątek, to oczywistym jest, że skarga jest bezzasadna.

Jasno widać, że uchwała Rady Powiatu nie jest potrzebna do realnego funkcjonowania aptek. Jeśli tak jest, po co utrzymywać martwe prawo, które tylko generuje konflikty na linii aptekarze – pacjenci – farmaceutycznie niekompetentne starostwo i rady powiatu? Odpowiedź przyniesie – mam nadzieję – praca ustawodawcy.

Swą codzienną działalnością aptekarze udowadniają, że tylko i wyłącznie oni wiedzą oraz decydują, kiedy i w jakim zakresie mają pracować. Jeśli nie ma realnego zapotrzebowania lub brakuje farmaceutów, dyżurów nie ma i nie będzie. Zapłata za ich pracę jest oczywistą pochodną dwóch pierwszych warunków. Faktycznymi decydentami byli, są i zawsze będą tylko właściciele aptek. Warto, byśmy, zwłaszcza my, farmaceuci, o tym pamiętali. Wtedy dużo prościej rozmawia się z przedstawicielami swoich starostw. Szczerze mówiąc, w większości przypadków oni nie zasługują na rozmowę z nami, ale to temat na zupełnie inny felieton.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Pacjent może wszystko? Pacjent może wszystko?

Kiedy byłam na studiach, na pewnym przedmiocie z grupy teoretycznych mieliśmy za zadanie wypisać wsz...

Jak do człowieka Jak do człowieka

Wielokrotnie zadawałem sobie już to pytanie, na ile farmaceuta przy pierwszym stole powinien być pro...

Matka farmaceutka… i mamafia Matka farmaceutka… i mamafia

Twoje dziecko jest niegrzeczne? Nie śpi w nocy, ciągle płacze? Zgrzyta zębami, wierci się, jęczy, gu...