Fakty dotyczące śmierci:
- 27 października krewny Artwińskiego zanotował w swoim pamiętniku, że: “Niemcy wywieźli gdzieś Artwińskiego. Wszelki słuch o nim zaginął”.
- 10 listopada w gazecie powiatu Jędrzejowskiego umieszczono informację dotyczącą odnalezienia zwłok mężczyzny, w świetle której opis pasował do farmaceuty. W tym czasie bliscy związani z Artwińskim wiedzieli o jego śmierci.
- Świadkowie, którzy widzieli ciało twierdzili: “Artwiński był nieludzko zmasakrowany. Miał połamane żebra, ręce i nogi, wybite oko, rany kłute w piersi i w twarzy”. W 1989 r. dokonano ekshumacji szczątków. Nie potwierdzono opinii świadków na temat licznych złamań. Odkryto jednak ślady ciosów w głowę i ubytki w czaszce. Prawdopodobnie śmierć nastąpiła w wyniku strzału w serce. Strzał oddano w plecy w okolicę serca.
- Pogrzeb prezydenta Kielc w porównaniu do uroczystości pochówkowych innych znaczących postaci jak Piłsudski był przeraźliwie skromny. W uroczystościach wzięła udział tylko najbliższa rodzina. Tak rozpoczął się przykry proces zacierania się pamięci o farmaceucie.
Tajemnica śmierci Artwińskiego
Paweł Wolańczyk w biografii Artwińskiego przedstawił kilka teorii na temat śmierci farmaceuty.
Najbliższe prawdy wydają się dwie z nich. W świetle pierwszej faktycznie winą za śmierć można obarczyć Niemców. Artwiński miałby zostać aresztowany w obawie przed nadchodzącym dniem niepodległości przypadającym na 11 listopada. Hitlerowcy prewencyjnie zatrzymywali osoby, które mogłyby się przyczynić do organizacji aktywności patriotycznych.
Podczas przesłuchania starszy już człowiek, bity i torturowany nie wytrzymał i został dobity strzałem w plecy.
Trzeba przyznać, że jest to teoria mająca ręce i nogi. Zresztą wszyscy dobrze wiemy jakim bestialstwem wykazali się Niemcy w trakcie II Wojny Światowej. Dlatego bezrefleksyjnie przyjmowano słuszność tych rozważań.
W mojej opinii druga teoria może być bliższa prawdy, a dodatkowo ciekawsza i zagadkowa.
Zagadką, która podważa słuszność pierwszej teorii, jest fakt, że Niemcy nigdy nie kryli się ze swoim okrucieństwem. Morderstwa, zwłaszcza w początkowych dniach wojny miały na celu sterroryzowanie mieszkańców. A zatem o rozstrzelaniu prezydenta Bydgoszczy Leona Barciszewskiego zakomunikowano 11 listopada 1939 r. przy pomocy publicznych obwieszczeń. W przypadku śmierci Artwińskiego sprawcy działali niejawnie, zadając sobie trud wywiezienia zwłok do podkieleckich lasów.
Dodatkowo ciało nie zostało dokładnie ukryte, a więc sprawcy zapewne działali w pośpiechu. Powstaje zatem pytanie, czy gdyby czynu dokonali Niemcy, musieliby działać w pośpiechu? W opublikowanym 10 listopada 1939 r. artykule czytamy, że Niemcy także szukali sprawców zbrodni.
Paweł Wolańczyk w biografii wysnuł zatem śmiałą hipotezę, że być może cała sprawa miała jedynie podłoże kryminalne. Być może ktoś z bliskiego otoczenia prezydenta skuszony pogłoskami o bogactwie Artwińskiego, dokonał zbrodni… (znaczniejsi politycy otrzymywali niemalże w przeddzień wybuchu wojny wysokie sumy pieniędzy, mające pomóc w ewakuacji).
*******
Słynne przysłowie mówi: “tylko wrogom życz ciekawych czasów”. Studiując biografie osób żyjących na początku XX w. ciężko się z nim nie zgodzić. Myślę, że Stefan Artwiński mógłby być wzorem dla wielu farmaceutów żyjących obecnie. Szkoda, że w naszym środowisku jest to tak słabo znana postać. Ale może uda nam się to zmienić?
Opracowano na podstawie:
- WOLAŃCZYK, Paweł. Stefan Artwiński: biografia. Muzeum Historii Kielc, 2011.










