W celu maksymalnego ograniczenia rozprzestrzeniania się koronawirusa rząd polski wprowadził wielorakie obostrzenia. Jednym z nich jest nakaz noszenia maseczek ochronnych (a dokładniej zakrywania ust i nosa). W Polsce obowiązek ten po raz pierwszy zaczął obowiązywać 16 kwietnia. Obecnie dotyczy on przestrzeni publicznej zamkniętej (jak sklepy, kina, teatry itp.).
Dlaczego wprowadzono nakaz noszenia maseczek? Pomimo wielu sprzecznych opinii większość badaczy zgadza się ze stwierdzeniem, że główną drogą rozprzestrzeniania się wirusa jest droga powietrzna. Amerykańscy uczeni dowodzą w swoich badaniach, że w trakcie 1 minuty głośnego mówienia człowiek wydziela nawet ponad 1000 kropli aerozolu, zawierającego w sobie cząsteczki patogenu. Jeśli zestawić to z faktem, że taki aerozol potrafi utrzymywać się w powietrzu (zwłaszcza w pomieszczeniach niewietrzonych) nawet 10 minut, to kwestia konieczności zakładania maseczek wydaje się być oczywista. Szkoda tylko, że nie dla wszystkich…
Wydawać by się mogło, że pacjenci odwiedzający apteki dość poważnie podejdą do kwestii naszego wspólnego bezpieczeństwa. Wszak to do aptek zgłaszają się ludzie chorzy, a więc i prawdopodobieństwo spotkania w nich osoby zakażonej może być większe niż chociażby w pobliskim markecie. Rzeczywistość pokazuje jednak, że te same osoby dużo bardziej trzymają się rygorystycznych wymogów w sklepach niż w aptekach. Dlaczego? Czyżby tam dobitniej pilnowali i kontrolowali ich przestrzegania?
Strach uleciał
Rozporządzenia MZ w sprawie obostrzeń koronawirusowych zakładają obecnie, że osoby, dla których noszenie maseczki wiąże się z niedogodnościami z racji stanu zdrowia – nie muszą ich zakładać. Tylko czy w takim przypadku nie lepiej założyć chociażby przyłbicę, która może nie tak dokładnie jak maseczka, ale jednak ogranicza ilość wydalanego z płuc powietrza do otaczającej daną osobę przestrzeni. Zadziwiające, jak duża zmiana zaszła w głowach pacjentów w porównaniu z marcem tego roku. Wówczas nikt nawet nie musiał przypominać pacjentom w kolejce o konieczności utrzymywania bezpiecznego odstępu – tak powszechny był strach i niepewność. Obecnie coraz więcej osób nie wierzy nawet w istnienie wirusa – pomimo drastycznego wzrostu ilości osób zakażonych, jaką obserwujemy każdego dnia. Jak zatem postępować z pacjentem bez założonej maseczki?
Prawo farmaceutyczne, jak i prawo handlowe nie przewiduje obecnie braku możliwości obsłużenia osoby nieposiadającej zasłoniętych ust i nosa. Co prawda w doniesieniach medialnych pojawiają się informacje o możliwej zmianie i wprowadzeniu takiego zapisu do obowiązujących przepisów. Niestety – do tego czasu pozostaje nam jedynie prosić osoby odwiedzające apteki o założenie maseczki – często jednak bez widocznych skutków. Tłumaczenia są różne – od zwykłego zapomnienia po ciężkie, przewlekłe choroby jak astma. Swoją drogą – nie wiedziałem, że mamy w Polsce aż tylu astmatyków…
Nie chciałbym tu negować wszystkich pacjentów – zdecydowana większość pamięta o maseczce i to w niej dokonuje zakupów w aptece (kwestię zakrywania brody zamiast nosa pozwolę sobie już pominąć…). Niestety ta grupa osób, które nagminnie lekceważą zalecenia epidemiologiczne potrafi skutecznie przesłonić zdyscyplinowaną część społeczeństwa. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że wzmożone kontrole służb państwowych w punktach handlowo-usługowych przekonają choć część tych niezdecydowanych. Bo przecież nie chodzi tu tylko o ich zdrowie, ale i nasze. A zdrowie jest jak czas – bezcenne.










