REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
czw. 26 września 2019, 10:51

Czy stoimy w przededniu pogrzebu czy zmartwychwstania polskiej farmacji?

Sprzeczanie się nad sytuacją polskiej farmacji nie ma już kompletnego sensu. Każdy, kto widzi na oczy, wie, że sytuacja jest dramatyczna. Czytając przeróżne doniesienia z naszego rynku aptecznego, wyobrażam sobie scenę, gdzie kolejne idiotyczne decyzje i ustawy, przybierają ludzkie postacie i każda z nich trzymając łopatę, rzuca hałdy ziemi na trumnę polskiej farmacji.

Jak podkreślono, technicy farmaceutyczni współpracują z farmaceutami oraz innymi członkami zespołów farmaceutycznych, po to, by zapewniać pacjentom bezpieczną, efektywną oraz skuteczną opiekę zdrowotną (fot. Shutterstock).
Więc pytam – kto odpowiada za obecny stan farmacji w Polsce? Samo się tak schrzaniło? (fot. Shutterstock)

W tej chwili jasno trzeba stwierdzić, że to jest ostatni moment na gruntowne reformy. Naprawdę, proszę mi zaufać – ostatni. Czynione są pewne kroki, które jak się wydaje decydentom, przyczynią się do poprawy sytuacji, ale jest to kropla w morzu potrzeb. Gdyby spojrzeć na sytuację farmacji w Polsce z boku, na wszystkie jej gałęzie, od edukacji, przez aktywność zawodową i samorządy, wszędzie istnieje patologia.

REKLAMA

Cóż, odważne stwierdzenie. Natomiast zróbmy krótki przegląd co słychać w poszczególnych gałęziach farmacji, a na pierwszy ogień weźmy edukację. 5,5 letnie studia, na których jakieś 70% czasu to nauka chemii, 10% to przedmioty dodatkowe typu socjologia, psychologia, filozofia (akurat je uważam za istotne, gdyż każdy posiadający wyższe wykształcenie, a zwłaszcza farmaceuta powinien mieć pewny zakres wiedzy w tych dziedzinach nauki) i około 20% farmakologii, patofizjologii, farmakognozji, itd., czyli przedmiotów faktycznie istotnych.

Przestarzały model nauczania

Model nauczania zatrzymał się na XIX w, kiedy nie istniał przemysł farmaceutyczny i aptekarz, był swoistym „lekowym rzemieślnikiem”.

Brak przedmiotów klinicznych to już w ogóle kuriozum, a najgorsze jest to, że nikt nie widzi żadnego problemu. Co daje nauka tylko teorii farmakologii, kiedy mierzymy się z żywą istotą? Farmaceuta nie może nawet zmierzyć poziomu cukru! Zachód wyprzedził nas tutaj o lata świetlne (czytaj również: Młodzi farmaceuci na starcie rozczarowani samorządem aptekarskim).

Sytuacji w aptekach chyba nie muszę podsumowywać. Wystarczy otworzyć pierwszy lepszy wpis na portalu i przeczytać komentarze. Sprzedaż, sprzedaż, przepisy, kary, prawo, a zdrowie pacjenta zniknęło bezpowrotnie. Zresztą pacjent (czyli klient nazywany pacjentem tylko dla niepoznaki) kompletnie nieświadomy czego może dowiedzieć się w aptece, ze zdenerwowaną miną pyta tylko o cenę końcową: „dlaczego tak drogo?”

Na samorządy narzeka każdy, więc ja, kiedy mogę, staram się je bronić. Natomiast czasem się nie da. Przeglądałem strony internetowe, poszczególnych izb aptekarskich i zastanawiam się, dlaczego w przypadku 90% z nich czas zatrzymał się gdzieś w czasach Windowsa 98? Zresztą przykre w naszej świadomości jest to, że rozmywamy odpowiedzialność za pewne czyny. Tak dzieje się w każdej dziedzinie: w polityce, historii i jak się okazuje w farmacji. Więc pytam – kto odpowiada za obecny stan farmacji w Polsce? Samo się tak schrzaniło?

REKLAMA
REKLAMA

Dlaczego to ostatni dzwonek na zmiany?

Jestem świeżo upieczonym absolwentem farmacji i obserwuję co dzieje się aktualnie z moimi znajomymi, nieco starszymi i trochę młodszymi. Bardzo często Ci najbardziej zdolni uciekli z rynku aptecznego, reszta ambitnych, zdolnych i nie bójmy się użyć tego słowa – wybitnych, jest tłamszona i maltretowana przez chore przepisy, przykasówki, nacisk na sprzedaż i niewdzięczność pacjentów/klientów. Prędzej czy później złamią się jak dziki koń, który jest ujarzmiany przez jeźdźca i z ich wybitności pozostanie tylko przykra przeciętność.

Jeśli ktoś myśli, że przesadzam, przytoczę pytanie pacjenta skierowane do mojego przyjaciela, pracownika jednej z warszawskich aptek: „czym się Pan różni od sprzedawcy w Żabce?” – tak właśnie postrzegają nas klienci, którzy jednak w większości poprzez kulturę osobistą gryzą się w język.

Nadal jednak nie odpowiedziałem na pytanie zadane w nagłówku. Przeraziłem się, kiedy zobaczyłem ilość chętnych osób na nowo otwierany wydział farmacji w Opolu. 80 chętnych na 40 miejsc (czytaj więcej: Farmacja w Opolu: prawie 80 chętnych na 40 miejsc). To w praktyce oznacza rywalizację 2 osób na jedno miejsce, czyli jedna z nich musi spełnić wymagania, zapewne zdania matury z chemii i biologii na 30%, a rywal nawet nie musi pisać matury, bo może zapisał się przez przypadek? – czy w ten sposób, w tym gronie znajdzie się ktoś wybitny? Ktokolwiek, kto na wysokim poziomie będzie merytorycznie potrafił pomóc pacjentowi? Albo ktoś, kto przywróci temu zawodowi dawny blask? Przypomnę, że do niedawna progi punktowe pozwalające na studiowanie farmacji były niższe o dosłownie kilka punktów w porównaniu do medycyny i stomatologii, teraz ta różnica to przepaść.

Podsumujmy zatem. Ci najlepsi fachowcy albo uciekają do firm farmaceutycznych, albo są maltretowani przez chore przepisy, a następców brakuje i może całkowicie zabraknąć. Więc chyba nie potrzebujemy wróżki, żeby przewidzieć przyszłość.

Czy tracą na tym tylko farmaceuci?

Nie, drodzy Państwo. Nie istnieją żadne badania, ale jestem niemal pewny, że codziennie w naszym kraju z powodu błędów lekowych przedwcześnie umiera pacjent. Dlaczego nie mogę potwierdzić tego badaniami? Proszę się zastanowić. Kiedy pacjent przerywa z jakiejś przyczyny stosowanie, powiedzmy leków na nadciśnienie i skutkuje to zawałem, a w konsekwencji zgonem – To w karcie zgonu jest napisane „zawał”, czy „błędne zastosowanie się do farmakoterapii”? – oczywiście zawał. A co tak naprawdę jest przyczyną tej śmierci – zawał, czy to, że pacjent nie zastosował się do zalecenia? A to jedynie skrajny przypadek. Nie wiemy, ile osób od lat źle stosuje leki i codziennie doświadcza skutków nieprawidłowej farmakoterapii.

Lekarze nie są temu winni, niestety nie mają czasu, żeby każdemu wytłumaczyć od A do Z jak konkretne leki zadziałają na jego organizm. Farmaceuta też nie ma na to czasu przez chore przepisy i brak warunków. Zamiast rozmowy na temat farmakoterapii musi obliczać wzorami, które można by umieścić na maturze z matematyki, ile może wydać leku pacjentowi, bo jak się pomyli to dziesiątki tysięcy kary!! Chore!!

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA