REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
wt. 23 czerwca 2020, 11:35

Dlaczego apteki bankrutują w trakcie pandemii?

Po chwilowym oblężeniu aptek nastąpił kryzys. Pacjenci przestali przychodzić po krem na zmarszczki, po płatki kosmetyczne i nagle okazało się, że apteki toną w długach. Dlaczego to akurat pandemia obnażyła kolejną patologię polskiego aptekarstwa?

Taki to przykry los farmaceuty w ostatnich latach. Ma do wyboru albo walczyć z wiatrakami, albo działać na niekorzyść własnej działalności. fot shutterstock

Na całym świecie szaleje wirus, a w Polsce apteki w ciągu dwóch miesięcy zadłużają się na milionowe kwoty. Wirus, który wywołuje gorączkę, duszności, kaszel i zainfekowanych nim są dziesiątki tysięcy osób, sprawił, że apteki upadają… Jak do tego doszło?

REKLAMA

Wydawałoby się, że pandemia powinna spowodować wzrost sprzedaży leków przeciwkaszlowych, rozszerzających oskrzela, przeciwgorączkowych, w końcu niemalże codziennie słyszymy o wzroście zachorowań. No ale pomijając już ten fakt przyczyna złego stanu rzeczy leży gdzieś indziej.

Dlaczego apteki bankrutują?

Można by pomyśleć, że akurat apteki będą zaliczać się do tego mniejszego grona beneficjentów izolacji i całej tej Koronawirusowej zawieruchy. Tylko stało się zupełnie odwrotnie, ale czy ludzie przestali chorować? Czy całe społeczeństwo nagle ozdrowiało i już nie potrzebuje leków? Ludzie nie przestali chorować, przestali kupować suplementy i kosmetyki, na których apteka zarabia najwięcej.

Zaczęliśmy boleśnie obserwować to, o czym wie, ale do czego już przywykł polski aptekarz. Apteki nie zarabiają na lekach. Zastanawiam się jak nazwać ten fakt, kuriozum? A może w naszym kraju są apteki a rebours, czyli kompletnie pokręcone, odwrócone i w krzywym zwierciadle?

Dla tych, którzy nie zastanawiają się nad tym, wyjaśnię – stosunkowo najmniej apteki zarabiają na lekach Rx, na receptę, potem w kolejności są leki bez recepty OTC, potem zaczyna się robić lepiej, bo mamy suplementy diety (90% z nich nie ma żadnego znaczenia dla zdrowia, czyli inteligentni zauważą kolejny paradoks), potem kosmetyki, akcesoria i tak dalej.

Na dodatek są również leki, które apteki sprzedają poniżej ceny zakupu (!), takie jak Xarelto, Acard. Ja to piszę nie dlatego, że Państwo tego nie wiecie, tylko dlatego, że wszyscy przywykliśmy do pewnych rzeczy i nawet w rutynie dnia kolejnego nie zastanawiamy się, nad tym, że sprzedajemy 3 leki taniej, po to, żeby krążyły plotki, że nasza apteka jest najtańsza i żeby odbić sobie na „detalu”. Jeśli świat apteczny pogrążony jest w takich praktykach, to czy oby na pewno poszliśmy w dobrą stronę?

REKLAMA
REKLAMA

Jak to wygląda w praktyce…

Przełóżmy to na praktykę. Mamy aptekę indywidualną, nie sieciową, którą prowadzi porządny aptekarz. Do apteki przychodzi pacjent po suplementację magnezu. Nie ma skurczy, nie ma chorób współistniejących, po prostu prowadzi aktywny tryb życia i chce włączyć magnez do diety, żeby zapobiec skurczowi podczas wysiłku. Aptekarz, który dajmy na to ma na utrzymaniu rodzine, płaci te już słynne podatki, ma do wyboru polecenie dobrego leku, na którym zarobi 2 złote, albo dziadowego suplementu, na którym zarobi 5 złotych. Co wybierze aptekarz? A może… polecić coś co na pewno nie pomoże? Wtedy jest nadzieja, że pacjent wróci po więcej? Prestiż zawodu gnije, ale jak się ma nóż na gardle, to różne myśli kłębią się człowiekowi w głowie…

Inny przykład. Pacjent przychodzi po korzeń chińskiego rabarbaru, o którym przeczytał w internecie, że poprawia jędrność skóry. Aptekarz wie, że naczytał się głupot i to w ogóle nie działa, ale sprawdza w hurtowni i ma na „czysto” na kiepskim produkcie 200% marży. Co wybierze aptekarz? Wejdzie w dyskusję z pacjentem, że chce wydać pieniądze bez sensu? (pamiętajmy, że na lekach aptekarz prawie wcale nie zarabia), czy zamówi mu ten korzeń rabarbaru? Zanim zaczniemy oceniać… kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień…

Z drugiej strony mamy apteki sieciowe i systemy premiowe skonstruowane tak, że cały zespół musi wyrobić normę sprzedażową/marżową, różnie to bywa, ale znowu dochodzimy do tego samego absurdu. Jeśli mamy do wyboru polecić kosmetyk, na którym apteka rzeczywiście zarabia, dodatkowo zwiększając szanse na premię na koniec miesiąca dla całego zespołu, to kto się powstrzyma? Tylko że kosmetyk może nie być wart polecenia, ale… kogo to obchodzi?

Czy sprzedawanie suplementów jest na pewno złe?

Taki to przykry los farmaceuty w ostatnich latach. Ma do wyboru albo walczyć z wiatrakami, albo działać na niekorzyść własnej działalności, albo poddać się panującemu trendowi i przekonywać pacjenta, że jakiś paragwajski czy tybetański korzeń poprawi jego witalność…

Chciałbym jednak zaznaczyć, że nie uważam, żeby było cokolwiek złego w tym, że apteki zarabiają na kosmetykach i innych suplementach. Kiedyś sprzedawano w aptekach benzynę, wodę gazowaną i colę, teraz kosmetyki i suplementy (dziwie się, że w aptekach nie można kupić odżywek białkowych i większej ilości suplementów). Tylko apteki nie mogą być od tego uzależnione, bo to rodzi patologie, to jest ładnie opakowane, zmuszanie przez państwo farmaceuty do oszukiwania.

System się wykoleił i mamy problem. Niestety jedynym rozwiązaniem jest przywrócenie normalności, czyli apteki muszą zarabiać na lekach, a dodatkowo powinny zacząć zarabiać również na usłudze farmaceutycznej. Należy walczyć o to, aby pacjent i społeczeństwo zaczęło znowu widzieć aptekę jako placówkę służby zdrowia. Inaczej dalej będziemy mieli apteki a rebour, które zamiast leczyć, kombinują jak tu nie zbankrutować.

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA