Gra na gitarze, komponowanie, rzeźbienie, rysowanie… tym za młodu zajmował się Marcin Wiśniewski, kiedy akurat nie grał w piłkę nożną z kolegami. – To był mój magiczny świat i taki pozostał do dziś – zapewnia farmaceuta. Jego największą pasją była wówczas muzyka, choć przejawiał też zainteresowanie przedmiotami przyrodniczymi. Jako że już wtedy racjonalnie myślał o swojej przyszłości, ostatecznie wybrał studia farmaceutyczne. W rezultacie nieco ponad 17 lat temu ukończył Wydział Farmaceutyczny Akademii Medycznej w Warszawie.
– Wybór ten bezpośrednio zawdzięczam mojej chrzestnej, która jest fantastyczną farmaceutką. Po dziś dzień jest dla mnie wzorcem, jeśli chodzi o wiedzę, etykę i dumę – wspomina Marcin. – Po latach jestem pewien, że to był bardzo dobry wybór. Mam ciekawy, niesłychanie ambitny, misyjny zawód, będący również piękną, humanistyczną sztuką – mówi farmaceuta.
Ta wizja zawodu farmaceuty sprawiła, że w ostatnich latach Marcin Wiśniewski mocno zaangażował się w walkę o przywrócenie jego znaczenia. W rezultacie w 2015 roku zainicjował Ruch Aptekarzy Polskich, którego celem stała się prezentacja poglądów środowiska aptekarskiego politykom i partiom politycznym. Marcin pojawiał się na posiedzeniach zespołów i komisji sejmowych, zawsze wtedy, gdy omawiane były sprawy ważne dla polskich farmaceutów.
– Jako doświadczony i świadomy aptekarz, obserwujący polski rynek aptek, stanowczo twierdzę, że sieci aptek nie tylko nie spełniają zadań stawianych aptekom, ale działają sprzecznie z interesem pacjentów, Państwa i całego systemu ochrony zdrowia – pisał Marcin Wiśniewski w felietonie, który ukazał się w 2 numerze magazynu MGR.FARM (sierpień/wrzesień 2015). Namawiał wówczas wszystkich farmaceutów do wspólnej pracy w ramach Ruchu Aptekarzy Polskich, albo jakiejkolwiek innej organizacji zawodowej, na rzecz wielkiego, narodowego uświadamiania społeczeństwa i polityków, że obecny stan jest fatalny, a aptekarze są w stanie wziąć na swe barki dużą, ważną część systemu ochrony zdrowia.
Manifest aptekarza
Niedługo potem Marcin wszedł w skład Okręgowej Rady Aptekarskiej w Warszawie, kontynuując swoją walkę o „aptekę dla aptekarza” i inne zmiany, mające wzmocnić pozycję farmaceutów na rynku aptecznym. W tym roku powołał do życia Związek Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek (ZAPPA). –To brakujące ogniwo w środowisku polskich aptekarzy. Samorząd ma konstytucyjne zadanie reprezentowania wszystkich, którzy pracują w wolnym zawodzie farmaceuty, pełni rolę samorządu zawodowego i na kwestiach zawodowych jest skupiony. ZAPPA zajmie się wszystkim, z czym mają problem aptekarze i właściciele aptek, od przywrócenia uczciwej konkurencji, przez walkę o dostosowanie się wszystkich podmiotów na rynku do przepisów prawa, po kwestie biznesowe. Będziemy też przeciwwagą dla nieaptekarskiej składowej rynku, czyli związku PharmaNET, skupiającego ekspansywnie działające sieci apteczne, w tym wszystkie zagraniczne – zapewniał wtedy Marcin Wiśniewski.

Jego zaangażowanie w sprawy zawodu przyniosło mu rozpoznawalność w środowisku farmaceutów. Zaczął częściej pojawiać się w mediach branżowych, opowiadając o wyzwaniach stojących przed farmaceutami, jednocześnie odkrywając co nieco ze swojego życia. Niebawem farmaceuci dowiedzieli się też o jego niezwykłej pasji, jaką jest… spawanie.
– To zaczęło się wiele lat temu. Generalnie mam bardzo niestandardowy dom, w ogromnej mierze zaprojektowany wspólnie z żoną. Bardzo lubię nowoczesną architekturę, gdzie wykorzystywane są elementy ze stali. W rezultacie często projektowałem różne rozwiązania i detale, których wykonanie następnie zlecałem – opowiada Marcin Wiśniewski. – W końcu po kilku takich realizacjach zaprzyjaźniłem się ze ślusarzem, który w pewnym momencie namówił mnie, żebym sam kupił spawarkę i realizował swoje projekty – wspomina.
Żelazne dzieła
Zaczynał od przedmiotów użytkowych. Początkowo tworzył świeczniki, lampy, oprawy luster… Potem zajął się formami czysto ozdobnymi, czyli rzeźbą. – Cały czas się uczę – zapewnia Marcin. Co ciekawe pierwszą rzeczą, którą wyspawał ze złomu, był ekspozytor, który do dziś stoi w… jego aptece.
Swoje dzieła tworzy ze złomu. Łańcuchy, trybiki, stare sztućce, sprężyny… wszystko co jest wykonane z metalu i zainspiruje Marcina, ląduje w jego warsztacie. – Kiedy mam potrzebę wynagrodzenia samego siebie lub swoich znajomych, idę na zakupy. Ale nie idę do marketu, tylko na złomowisko. Szukam tam części, z których mogę później stworzyć coś fajnego – wyjaśnia. – To bardzo pochłaniające zajęcie, w którym potrafię się zatracić.
Czasami pomysł na całą pracę rodzi się, gdy zobaczy jakiś ciekawy element lub przedmiot. Innym razem szuka czegoś konkretnego. – Kupuję różne części. Są wśród nich koła zębate, łańcuchy, sprężyny. Zbieram je, a potem na każdą przychodzi czas. Łączę je z innymi w pewne całości, dopasowuję, obrabiam, czyszczę i spawam – przyznaje Marcin i dodaje, że inspiracje czerpie również ze sztuki i twórczości takich artystów jak Rudolf Giger (twórca słynnego „Obcego”) czy Zdzisław Beksiński.

Większość swoich prac trzyma w domu, choć przyznaje, że kończy mu się na nie miejsce. – Myślę o alternatywnych przestrzeniach. Kiedyś prowadziliśmy z żoną knajpkę, mam do tamtych czasów wiele sentymentu i coraz częściej myślę o powrocie – przyznaje farmaceuta. – Również ze względu właśnie na nowe miejsce, nazwijmy je, wystawiennicze.
Kirsch galeria
Duża część jego prac została rozdana znajomym i przyjaciołom. – Bardzo przyjemnie jest odwiedzić kogoś i usiąść przy stole oświetlonym wykonaną przez siebie lampą. Jeszcze przyjemniejsze, że komuś podoba się to, co zrobiłem i chce to mieć na widoku, czy w codziennym użytku. To daje motywację i utwierdza, że ta praca, poza oczywistą czystą moją przyjemnością, ma również sens, daje przyjemność innym – przyznaje Marcin Wiśniewski.










