REKLAMA
Magazyn mgr.farm

Historia pewnego leku: epoka posterydowa

16 lipca 2020 14:24

Współczesna medycyna, pomimo posiadania całego arsenału wymyślnych substancji i cząsteczek celujących w samo sedno dolegliwości, miałaby wielki problem, gdyby ze szpitalnych i osiedlowych aptek zniknęły glikokortykosteroidy. Dlaczego to właśnie one opanowały grube rozdziały medycznych książek i stanowią ostatnią deskę ratunku, gdy nie działa już nic?

W 1950 roku zespół badaczy składający się z Filipa Hencha, Edwarda Kendalla oraz Tadeusza Reichsteina otrzymał Nagrodę Nobla za swoją pracę nad wyizolowaniem hormonu kory nadnerczy (fot. Shutterstock)
W 1950 roku zespół badaczy składający się z Filipa Hencha, Edwarda Kendalla oraz Tadeusza Reichsteina otrzymał Nagrodę Nobla za swoją pracę nad wyizolowaniem hormonu kory nadnerczy (fot. Shutterstock)

Trzej badacze: Edward Calvin Kendall, Otto Wintersteiner oraz Tadeusz Reichstein odpowiedzialni są za wyizolowanie z nadnerczy kortyzonu. W tym prostym zdaniu kryje się jednak dużo, dużo więcej, niż początkowo dostrzegamy. Substancja ta bowiem już wkrótce po jej odkryciu zrewolucjonizowała leczenie chorób dotychczas uważanych za nieuleczalne. We wrześniu 1948 roku w Klinice Reumatologii MayoClinic kierowanej przez Filipa Showaltera Hencha po raz pierwszy użyto kortyzonu jako leku w terapii reumatoidalnego zapalenia stawów (RZS). Spektakularna poprawa zaobserwowana u chorego (tzw. cud kortyzonowy) skłoniła badaczy do leczenia kolejnych pacjentów, a efekty tych działań otworzyły nowy rozdział farmakoterapii. „Cud kortyzonowy” mogą dziś obserwować lekarze i pacjenci na całym świecie.

Aby jednak doszło do tych wydarzeń, Filip Showalter Hench musiał jeszcze w 1928 roku posiadać bystry umysł i dar wnikliwej, analitycznej obserwacji. Jeden z jego pacjentów uznawanych dotychczas za przypadek nieuleczalnego reumatoidalnego zapalenia stawów doznał bowiem znacznego polepszenia stanu zdrowia, bez żadnej ingerencji medycznej. Zbiegło się to w czasie z wystąpieniem u chorego nasilonej żółtaczki. Hench, w przeciwieństwie do innych mu współczesnych lekarzy i badaczy, nie zaakceptował nigdy tego, że nie da się leczyć RZS i trzeba żyć z następującymi po sobie fazami remisji oraz zaostrzenia. Od zawsze uważał, że leczenie procesu zapalnego towarzyszącego chorobie może odwrócić jej przebieg, ale nie posiadał jeszcze skutecznego leku. Obserwacja tego właśnie chorego sprawiła, że Hench na nowo uwierzył, że istnieje jakiś czynnik antyreumatyczny, który podobnie do żółtaczki może wywołać supresję choroby. Czynnik ten stał się jego obsesją na najbliższe dziewiętnaście lat.

REKLAMA

Co żółtaczka ma wspólnego z RZS?

Hench stał się wytrwałym poszukiwaczem pacjentów, którzy przechodzili żółtaczkę, cierpiąc jednocześnie na RZS. W swoich obserwacjach kilkukrotnie potwierdził związek choroby z remisją zapalenia stawów oraz jej nawrót po ustąpieniu żółtaczki. Związek przyczynowo-skutkowy nie występował jednak, kiedy żółtaczka miała podłoże hemolityczne (związane z nadmiernym rozpadem krwinek czerwonych). Wraz ze swoim zespołem badawczym wytrwały lekarz próbował wywołać jatrogenną żółtaczkę. Testował również podawanie chorym na reumatoidalne zapalenie stawów hormonów produkowanych przez kobiety ciężarne – zaobserwował bowiem powtarzające się remisje choroby w okresie ciąży.

REKLAMA

W latach 30. XX wieku kwestie etyczne podnoszone były rzadko, stąd eksperymenty kliniczne, które dziś szokują, mogły być prowadzone bez przeszkód czy sprzeciwu pacjentów.

W tym samym czasie okolicą kory nadnerczy zainteresowało się dwóch badaczy – znany z badań nad gruczołem tarczowym Edward Kendall oraz pochodzący z Ukrainy farmakolog Tadeusz Reichstein. Sfera zainteresowań tego ostatniego była nadzwyczaj szeroka. W przeszłości pracował on między innymi nad wyizolowaniem substancji chemicznej odpowiedzialnej za niezwykle aromatyczny zapach świeżo palonej kawy. Trudno stwierdzić, co skłoniła Reichsteina do porzucenia tego wdzięcznego tematu na rzecz mozolnej izolacji substancji ukrytej w ludzkich nadnerczach. Faktem jest jednak, że razem z Edwardem Kendallem udało im się wyizolować nieznany dotąd czynnik pochodzący z gruczołu nadnerczowego owiec oraz krów.

Ponieważ rozwojowi nauki często sprzyjają przypadek, właściwe miejsce i czas, za jedną z przyczyn kortyzonowego sukcesu można uznać to, że Kendall i Hench przyjaźnili się oraz pracowali w niewielkiej odległości. Zniechęcony pracą nad jatrogenną żółtaczką oraz uzdrowionymi ciężarnymi Filip Hench doszedł do wniosku, że substancja, która powoduje remisję zapalenia stawów, musi występować u obydwu płci, stąd nie może być wydzielana przez męskie lub żeńskie gruczoły płciowe. Być może przy obiedzie w akademickiej stołówce lub podczas krótkiej pogawędki z Edwardem Kendallem rozbłysła w jego głowie myśl o korze nadnerczy jako potencjalnym miejscu produkcji zbawiennego hormonu.

Substancja E

Współpracownicy Hencha opisywali go jako entuzjastycznego i pełnego pasji lekarza, którego życie nie ograniczało się jednak do samej medycyny. Wrodzony rozległy rozszczep podniebienia sprawił, że jego mowa była głośna i nie zawsze wyraźna, stąd wielu nauczycieli w szkole medycznej sugerowało mu wybór specjalizacji, w której komunikacja z pacjentem nie jest najważniejsza. Hench wziął sobie ich słowa do serca tylko częściowo. Co prawda został patologiem klinicznym, ale tuż po uzyskaniu tytułu rozpoczął pracę na oddziale w Mayo Clinic, awansując po kilku latach na stanowisko ordynatora Kliniki Reumatologii.

Upór i niezważanie na przeciwności życiowe to cechy niezwykle ważne dla pionierów nauki. Być może właśnie dzięki nim w pewien wrześniowy dzień 1948 roku w oddziale kierowanym przez Filipa Hencha podano choremu na RZS 100 mg substancji E wyizolowanej z kory nadnerczy. Warto pochylić się również na moment nad postacią anonimowego pacjenta, któremu zaaplikowano lek. Był to chory cierpiący z powodu zapalenia stawów od wielu lat i w trakcie obecnego pobytu w szpitalu odmawiał wypisania do domu do momentu aż „nie zostanie potraktowany jak świnka morska dla nowej terapii”. Oczekiwania chorego i lekarza zbiegły się więc w jednym punkcie.

REKLAMA

Efekt zastosowania leku przerósł oczekiwania badaczy. Ból ustąpił wkrótce po podaniu leku, pacjent częściowo odzyskał również utracone funkcje ruchowe.

Po podaniu substancji trzem kolejnym, wyselekcjonowanym pacjentom reumatologicznym obserwowano z rosnącym zdziwieniem, jak unieruchomiony dotychczas chory wstaje z łóżka, a pacjentka, która nie miała siły się umyć, bierze kolejną w ciągu doby kąpiel. Trudno wyobrazić sobie nawet euforię chorych i lekarzy, mających okazję oglądać te cudowne ozdrowienia pacjentów dotychczas skazanych na bolesną i pozbawioną nadziei egzystencję. Choć efekt iniekcji nie był trwały, nadzieja została wskrzeszona.

REKLAMA
REKLAMA

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Szanowni Państwo,

Farmacja.net sp. z o. o. przetwarza Twoje dane osobowe zbierane w Internecie, w tym informacje zapisywane w plikach cookies, w celu personalizacji treści oraz reklamy, udostępniania funkcji mediów społecznościowych oraz analizowania ruchu w Internecie.

Kliknij “Zatwierdź i przejdź do serwisu”, aby wyrazić zgodę na korzystanie z technologii takich jak cookies i na przetwarzanie przez farmacja.net sp. z o .o. , Zaufanych Partnerów Twoich danych osobowych zbieranych w Internecie, takich jak adresy IP i identyfikatory plików cookie, w celach marketingowych (w tym do zautomatyzowanego dopasowania reklam do Twoich zainteresowań i mierzenia ich skuteczności) i pozostałych, szczegółowo opisanych w ustawieniach zaawansowanych.

Zgoda jest dobrowolna i możesz ją w dowolnym momencie wycofać w ustawieniach zaawansowanych.

Ponadto masz prawo żądania dostępu, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych. W polityce prywatności znajdziesz informacje jak zakomunikować nam Twoją wolę skorzystania z tych praw.

Szczegółowe informacje na temat przetwarzania Twoich danych znajdują się w polityce prywatności.

Instalowanie cookies itp. na Twoich urządzeniach i dostęp do tych plików.

Na naszych stronach internetowych używamy technologii, takich jak pliki cookie i podobne służących do zbierania i przetwarzania danych eksploatacyjnych w celu personalizowania udostępnianych treści i reklam oraza analizowania ruchu na naszych stronach. Te pliki cookie pomagają poprawić jakość treści reklamowych na stronach. Dzięki tym technologiom możemy zapiewnić Ci lepszą obsługę poprzez serwowanie reklam lepiej dopasowanych do Twoich preferencji.

Nasi zaufani partnerzy to:

Facebook Ireland Limited – prowadzenie kampani remarektingowych i mierzenie ich efektywności – Irlandia (EOG)

Google Ireland Limited (Google Adwords, DoubleClick Ad Exchange, DoubleClick for Publishers Small Business) – zarządzanie kampaniami reklamowymi, ich analiza i pomiary ruchu na stronach Serwisu – Irlandia (EOG)

Google Incorporated (Google Analytics, Google Cloud Platform, GSuit, Google Optimize, Google Tag Manager, Google Data Studio) – obsługa kampanii reklamowych, analizowanie ruchu na stronach Serwisu i obsługa poczty firmowej, analiza sposobu korzystania z Serwisu przez Użytkownika – USA (poza EOG)

Comvision sp. z o. o. – wysyłanie informacji marketingowych dotyczących Serwisu – Polska (EOG)

Benhauer sp. z o.o. – prowadzenie kampanii remarketingowych i mierzenie ich efektywności, e-mail Marketing – Polska (EOG)

LiveChat, Inc. – usługa Pharm:assistant

Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu mgr.farm jest możliwy dla osób uprawnionych do wystawiania recept lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Ustawienia zaawansowane Wstecz