REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
czw. 21 maja 2020, 15:35

Historia pewnego leku: tarczycowy dubler

Tarczyca – mityczny gruczoł, do którego odwołujemy się, tłumacząc nasze problemy z wagą, zmęczeniem, sennością czy rozdrażnieniem. Prawdą jest, że ten niewielki narząd potrafi uczynić niezły bałagan w gospodarce hormonalnej organizmu. Kiedy go jednak zabraknie, mamy się jeszcze gorzej. Jak radzono sobie z tym przed odkryciem lewotyroksyny? Co wspólnego mają ze sobą owce, tarczyca i młody angielski lekarz?

Już w roku 1890 podejmowano próby transplantacji tkanek tarczycy owcy w miejsce usuniętego gruczołu tarczowego (fot. Shutterstock)
Już w roku 1890 podejmowano próby transplantacji tkanek tarczycy owcy w miejsce usuniętego gruczołu tarczowego (fot. Shutterstock)

REKLAMA

Po 30 latach praktyki George Murray w książce dokumentującej swoje wspomnienia opisał przypadek jednej z pierwszych pacjentek, która suplementowała owczy ekstrakt przez 28 lat, aż do swojej śmierci w wieku 74 lat. W przeliczeniu pacjentka ta skonsumowała blisko 5 litrów wyciągu (początkowo podskórnie, następnie w postaci doustnej). W ten czasochłonny proceder zaangażowanych było 870 owiec.

Suchy ekstrakt z owczej tarczycy funkcjonował na rynku jeszcze długo po zsytentyzowaniu tyroksyny. Nawet kiedy w 1949 roku Glaxo wprowadził tyroksynę na rynek farmaceutyczny, część lekarzy i pacjentów pozostawała wierna starej, sprawdzonej metodzie. Dlaczego tak wiele czasu upłynęło od odkrycia Kendalla do wejścia leku na rynek? Uzyskana przez niego tyroksyna miała charakter kwasowy i bardzo słabo wchłaniała się z przewodu pokarmowego. Aby stać się przydatną w powszechnym leczeniu, konieczne było sprowadzenie jej do postaci soli sodowej, co udało się dopiero w 1949 roku.

Do gry wchodzi trójjodotyronina

I kiedy wydawało się, że konsensus leczniczy został osiągnięty, w 1952 roku Gross i Pitt-Rivers odkryli drugi wolny hormon tarczycy – trójjodotyroninę (w tym samym czasie opisany również przez francuskich badaczy). Skoro fizjologicznie tarczyca wytwarza dwa hormony, logicznym wydawało się, że suplementując obydwa z nich, lepiej i dokładniej odwzorujemy naturalną funkcję tego narządu. Niniejszym do roku 1970 podawanie zarówno tyroksyny, jak i trójjodotyroniny było uznawane za ogólnomedyczny standard postępowania. Tarczyca nie czyta jednak literatury fachowej i nie wie, że powinna działać zgodnie z jej wytycznymi. Badania w latach 70. dostarczyły nowych obserwacji dotyczących trójjodotyroniny. Dowiedziono bowiem, że przeważająca jej ilość – prawie 80% – nie jest faktycznie produkowana przez tarczycę, a powstaje obwodowo na skutek odszczepiania cząsteczki jodu od tyroksyny (tak zwana obwodowa konwersja fT4 do fT3). Tym samym tyroksyna musiała zostać uznana za swoisty prohormon – cząsteczkę prekursorową. W tej sytuacji suplementacja fT3 przestawała mieć realny sens, co przełożyło się na zmianę wytycznych.

REKLAMA
REKLAMA

Co ciekawe jednak, w 1965 roku cztery na pięć recept dla osób z niedoczynnością tarczycy stanowiły tak zwane naturalne preparaty tarczycowe, to jest suchy wyciąg z owczych tarczyc upowszechniony przez George’a Murray’a. Na nic zdawały się opinie uznawanych farmakologów, grzmiące o istnieniu dobrze przyswajalnego, bezpiecznego i przewidywalnego preparatu tyroksyny. Nie pomagały też informacje próbujące zdyskredytować przeciwnika – w suchym wyciągu nie sposób było przewidzieć ilości substancji czynnej, a zdarzało się również, że nie było jej wcale. Potrzeba było kolejnych dwudziestu lat, by odmienić poglądy zarówno lekarzy, jak i pacjentów oraz puścić w niepamięć owczy ekstrakt. O ile George Murray nie zaznał początkowo aprobaty wśród środowiska medycznego, o tyle jego preparaty zaznały jej z pewnością.

Tyroksyna to dziś jeden z najczęściej sprzedawanych na świecie leków. Odmierzana szeroką gamą dawek pozwala funkcjonować tym, których tarczyca odmówiła dalszej współpracy. Pomimo możliwości precyzyjnego dawkowania leku, ustalenie właściwej dawki zajmuje niekiedy miesiące lub lata, a niewielkie zdarzenie medyczne (drobny zabieg operacyjny) potrafi na nowo zaburzyć równowagę hormonalną. Do monitorowania skutków leczenia tyroksyną stosowany jest od lat jeden wskaźnik, czyli TSH (hormon tyreotropowy produkowany przez przysadkę mózgową). TSH niczym czujny obserwator odpowiada na zachodzące w organizmie wahania poziomu hormonów tarczycy i próbuje reagować – stąd wysoki poziom TSH odpowiada w wielkim uproszczeniu niedoczynności tarczycy.  Suplementacja tyroksyny staje się wówczas niezbędna i nie ma preparatu, który mógłby ją zastąpić. Szczęśliwie w czasach, w których żyjemy, zamiast gonić po polu niewinną owcę, możemy w zaciszu domowym zażyć niepozorną tabletkę. Doceńmy ten luksus.


Zacytuj ten artykuł jako:

  • Sylwia Ziółkowskia, Historia pewnego leku: tarczycowy dubler, MGR.FARM, nr 5/2019 (27), str.70-72
REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA