Magazyn mgr.farm

Jestem sklepikarzem!

15 kwietnia 2016 09:27

Dosyć często zaglądam na różnego rodzaju portale farmaceutyczne, przeglądam artykuły, dyskusje, wywiady na temat tego, co się dzieje w branży. Dobrze, że coś się dzieje i co raz więcej farmaceutów widzi potrzeby zmian. Źle, że dyskusja toczy się tylko wewnątrz naszego środowiska.

shutterstock_248756338.jpg

Politycy nie przejmują się naszymi problemami, podobnie jak przeciętny Kowalski, dla którego liczą się tylko dwie rzeczy: czy dany lek jest dostępny i czy da się gdzieś go kupić taniej. Nie interesuje go, czy rozmawia z magistrem czy z technikiem, temat wywozu leków za granicę, jest dla niego abstrakcją, za wysokie ceny odpowiedzialni są farmaceuci, bo przecież chcą się dorobić na biednych emerytach. Wydaje mi się, że oprócz zmian w prawie i przepisach, potrzebna jest też „praca u podstaw”, czyli edukacja ludzi i uświadamianie, że nasz zawód nie polega tylko na prawidłowym przeczytaniu tego, co wypisał lekarz.

Nam się może wydawać, że farmaceuta to taki prestiżowy i odpowiedzialny zawód, w rzeczywistości niektórzy porównują nas do zwykłych sprzedawców. Można się łatwo o tym przekonać, bo wystarczy zapytać ludzi niezwiązanych z branżą jak postrzegają ten zawód. Ostatnio rozmawiałam z taksówkarzem, który odwoził mnie do domu i co usłyszałam? Jestem sklepikarzem (pracuję przecież na kasie) i że to żadna filozofia sprzedawać leki klientom. Do niedawna podobne zadnie na temat naszego zawodu miała moja znajoma (człowiek z wyższym wykształceniem) i też musiałam łopatologicznie tłumaczyć, o co w tym wszystkim chodzi. Wracając do taksówkarza to mocno się zdziwił, że aby tytułować się farmaceutą potrzebne są studia (!), ale dalej z uporem maniaka porównywał mnie do sklepikarza.

Szybko przeanalizowałam swój ostatni dzień: według wskazań krokomierza w trakcie 8 godzinnej zmiany zrobiłam 8689 kroków, co daje jakieś 6,20 km i 263 spalone kcal. Zrealizowałam kilkadziesiąt recept od homeopatycznych pierdół po leki ratujące życie, wydałam kilkaset preparatów dostępnych bez recepty. Udało się wyżebrać z hurtowni lek z kategorii deficytowych, rozczytywałam lekarskie bazgroły, znosiłam fochy pacjentów itd. Chociaż niektórym może się śmieszne, ale nikogo nie zabiłam i nie spowodowałam ciężkiego uszczerbku na zdrowiu! I na koniec dnia, kiedy nawet byłam zadowolona z siebie i z wykonanej pracy słyszę, że jestem sklepikarzem zamiennie nazywanym sprzedawcą, a moja praca jest lekka łatwa i przyjemna!

Żeby postawić warzywniak wystarczy postawić blaszana buda 3m x 3m, żeby myśleć o zastaniu taksówkarzem wystarczy choćby i 20 letni trup samochód z ważnymi badaniami technicznymi. Żeby otworzyć aptekę trzeba…i tu następuje litania przepisów i rozporządzeń (wymagania techniczne, sanitarnohigieniczne oraz bezpieczeństwa i higieny pracy określone dla budynku użyteczności publicznej i pomieszczeń pracy) Zwykły człowiek taki jak wspominany wcześniej taksówkarz nie ma o tym zielonego pojęcia. Nie wiedział też, że ludzie pracujący w aptece, nie pochodzą z pierwszej lepszej łapanki z ulicy.
Faktem jest, że kiedy pracowałam w aptece sieciowej sprzedaż pewnych produktów szła taśmowo (promocje przykasowe) i rzeczywiście można było poczuć się jak w sklepie tyle, że z tabletkami. Niektórzy pracownicy nie mieli problemów z klepaniem formułek „Dziś w promocji mamy…”. Swoje trzy grosze dodawała też jedna z koleżanek z pracy, która miała w zwyczaju machać ręką i drzeć się na całą aptekę: „Zapraszam do kasy nr 1”. Według mnie słowo „kasa” brzmi w aptece zbyt ordynarnie i kojarzy się ze sklepem spożywczym lub ze stacją benzynową. Ale każdy farmaceuta bez względu na to, w jakiej aptece pracuje ma swoje zasady i nie wyciska produktów każdemu za wszelką cenę. To nas odróżnia od typowego handlu – nie wydasz osobie chorej na cukrzycę tabletek na ból gardła, które w swoim składzie na jednym z pierwszych miejsc mają cukier, „wrzodowiec” nie dostanie kwasu acetylosalicylowego tylko, dlatego, że jest w promocji itd.

Niektórzy uważają, że przechodzenie towaru z ręki do ręki i obrót gotówką jest równoznaczne z tym, że jest to handel. W handlu obracasz tym, co ci się opłaca, w aptece w niektórych przypadkach ciężko mówić o opłacalności między innymi przez niskie, sztywne marże na leki refundowane, które wypadałoby, aby były na stanie. Raz na jakiś czas trafi się recepta gdzie sama refundacja, to kilka a czasami nawet kilkanaście tysięcy złotych i wtedy każdemu farmaceucie może zadrżeć ręka. Dla pacjenta taki lek to szansa na przeżycie i teoretycznie farmaceuta nie może powiedzieć „Nie zamówię tego leku, bo mi się to nie opłaca”. Czekanie do końca okresu rozliczeniowego i na to aż łaskawie NFZ zechce zwrócić zainwestowane pieniądze to kolejne kuriozum niespotykane w żadnej gałęzi handlu. Dorzućmy do tego jeszcze różnego rodzaju kontrole i kary, które doprowadziły do upadku niejednej apteki, więc gdzie tu szeroko rozumiana handlowa opłacalność? Nie jeden farmaceuta-właściciel na pewno nie raz się zastanawiał czy „Może by tak pieprznąć tym wszystkim i wyjechać w Bieszczady”;)

Przykładów, że apteka to nie sklep, a farmaceuta to nie sklepikarz można wymienić więcej. Niestety, ale żadne przepisy i rozporządzenia nie zmienią tego jak nas postrzegają zwykli ludzie. Tak jak wspominałam tu potrzebna jest też „praca u podstaw”, czyli uświadamianie na wszelkie możliwe sposoby znajomych, rodzinę, obcych ludzi, na czym polega nasz zawód. Nie ma tu znaczenie wykształcenie, tłumaczyć trzeba każdemu i prostym ludziom z niższych warstw społecznych, ale czasami też ludziom z wyższym wykształceniem (patrz: moja znajoma) Jak to mawiał mój kolega: „Apteka to nie sklep! W aptece jest pacjent! Klient to może być, ale w burdelu”. 😉

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Jajka – nie tylko na Wielkanoc Jajka – nie tylko na Wielkanoc

Przez wiele lat jaja były na cenzurowanym – ze względu na wysoką zawartość cholesterolu rekomendowan...

Aptekarze marudzą Aptekarze marudzą

Tytułem farmaceuty na terenie Polski ma prawo posługiwać się osoba, która posiada dokument „Prawo wy...

Silna inspekcja jest w interesie farmaceutów Silna inspekcja jest w interesie farmaceutów

W środowisku przestępców nielegalnie wywożących leki z Polski, określany jest mianem „inteligentnego...