Jeśli chce się ukrócić jakieś patologie (niegospodarność) to należy ukrócić je u źródła. Radosna twórczość Ministerstwa Zdrowia w wymyślaniu nowych kar dla aptekarzy wygląda mi jedynie na próbę odwrócenia uwagi NFZ od możliwości karania lekarzy za ich błędy, taka Zasłona Dymna, aby NFZ nie wpadł na pomysł skąd brać kasę.
No właśnie, czy ktoś potrafi mi to wytłumaczyć? W Polsce lekarz to artysta uprawiający trudną sztukę uzdrawiania chorych, nieskrępowany przepisami, szczególnie dotyczącymi wystawiania recept. Być może przed Czwartą rewolucją przemysłową (niem. Industrie 4.0), Pan Doktor nie miał biegłości w obsłudze liczydła i aby nie trwonił publicznych środków na refundację, zanim go fundusz nie nakryje, to pilnowanie go poprzez (zastraszanego przepisami) aptekarza miało odrobinę sensu. Ale obecnie, w dobie e-recepty można wykryć podejrzane działania podejrzanych osób prawie natychmiast.
Więcej na temat problemów z e-receptą znajdziesz w serwisie rx.edu.pl.
I tutaj wkroczyć może NFZ, ponieważ jest sporo kasy do zabrania (kary) od wystawiających E-recepty: wystarczy tylko przefiltrować wystawione E-Rp według określonego zapytania np. brak numeru regon, nr telefonu, adresu, peselu, kodu EAN (i nazwy leku nie powiązanej z EAN-em), postaci, odpłatności, ilość opakowań, dawkowanie sprawdzić na ile dni wypisano leku, etc.
Czytaj również: Zerowy kod EAN na e-recepcie – odpowiedź MZ
Podpowiem jedynie NFZ-owi co należy zrobić, aby zacząć karać tych, którzy zawinili (wystawiających receptę) : należy ułatwić wystawianie E-Recepty (wyłączyć sprawdzanie czegokolwiek) i należy odrobinę zmienić obowiązujące prawo w Polsce by bez wyrztów sumienia ukarać winnych. Jak się mówi „Porządek musi być (niem. Ordnung muss sein)”.
Ministerstwo Zdrowia, wie jakiego rzędu powinny to być kary dla podmiotu wystawiającego Rp: 600zł za każdą błędnie wystawioną E-Rp i dodatkowo wartość refundacji za błędnie wystawioną Rp, 2% od obrotu danej placówki oraz wartość odsetek karnych (przecież można ukarać na przykład po 2 latach; jak mówią: NFZ nierychliwy, ale sprawiedliwy).
A może właśnie czas na porządki – powinno być jak na zachodzie europy – ściśle określone procedury, kolejność postępowania: np. najpierw diagnoza, następnie lek (sugerowany przez NFZ) pierwszego rzutu w danym schorzeniu wg NFZ, potem określony drugi wg NFZ w przypadku gdy nieskuteczny ten pierwszy, itd (wszystko ściśle ściśle określone), a nie wolna amerykanka i działalność artystyczna jak obecnie. Dodatkowo to lekarz pilnuje, aby chory nie wyłudzał kolejnych opakowań danego leku – sprawdza na jak długo wystarczyło/wystarczy leku, który zapisany został podczas poprzedniej wizyty (program komputerowy na pewno to ułatwi), oczywiście może zlitować się w przypadkach losowych i zapisać lek ponownie na 100%.
Podsumowując: e-Rp powinna być „dobra” od momentu wystawienia i aptece (farmaceucie) powinno „zwisać“ jaką karę dostanie lekarz za jej wystawienie. Kropka.
My farmaceuci żądamy od MZ natychmiastowego zaprzestania wymagania sprawdzania poprawności e-recept i poprawności dawkowania na nich i wnioskujemy o zlikwidowanie tego archaicznego wymogu.
Mam nadzieję, że wreszcie MZ pomyśli chwilę i podaruje sobie to sprawdzanie poprawności E-Rp, dawkowania przez aptekarza i karania go finansowo za błędy lekarza. Jeśli jednak MZ tak bardzo chce ograniczać maksymalną liczbę opakowań możliwą na jedną E-Rp, i uważa,że należy tego pilnować jedynym możliwym i akceptowalnym rozwiązaniem jest:
- ustalenie maksymalnej liczby na np 10 op. (ale nie najmniejszych zarejestrowanych czy refundowanych) bez sprawdzania dawkowania,
- przyjęcie zasady ,że za przekroczenie tej liczby karę otrzyma zarówno aptekarz jak i lekarz zgodnie z zasadą sprawiedliwości społecznej,
- za błędną E-Rp karę zapłaci wystawiający ją.










