Na dziś istnieją dziesiątki infolinii, adresów e-mail, stron internetowych, na których możemy złożyć zapotrzebowanie na określony lek, co niestety w wielu przypadkach nie gwarantuje nam jego otrzymania! Często żeby zdobyć, określoną przez lekarza na recepcie ilość leku, należy wysłać skan recepty z zakrytymi danymi pacjenta. Takie żądanie ze strony przedstawiciela producenta określonego leku jest oczywiście bezprawne, ale mimo to powszechnie tolerowane przez instytucje sprawujące nadzór nad obrotem leku w Polsce. Dlaczego tak sądzę? Do dziś na niektórych stronach do składania zapotrzebowania znajdują się informacje o konieczności dołączenia skanów recept przy zamówieniach powyżej 1 opakowania określonego leku!
Ostatnio do „szewskiej pasji” doprowadziła mnie procedura zamówienia pewnej insuliny zachodniego producenta, którą dotychczas zamawiałem składając zapotrzebowania na specjalnej stronie internetowej i wybierając hurtownię, z którą zwykle współpracuje apteka. Jeszcze do niedawna ta procedura, mimo pewnej uciążliwości, gwarantowała otrzymanie zamawianej insuliny w ciągu dwóch, maksymalnie trzech, dni od złożenia zapotrzebowania. Obecnie, niestety ale tak nie jest! Od ponad tygodnia czekam na insulinę, na którą złożyłem zapotrzebowanie! Producent tego leku potwierdza fakt otrzymania zapotrzebowania na lek oraz jego przekazanie do wybranej hurtowni, jednak za jego realizację ma odpowiadać obecnie jedynie hurtownia do której zostało ono skierowane… Efekt ostateczny jest taki, że leku nie ma a pacjent musi już ponad tydzień czekać na preparat, który jest mu niezbędny do życia!
Producent twierdzi, że przynajmniej raz w tygodniu dostarcza swoje insuliny do każdej hurtowni, do której złożono zapotrzebowania. Hurtownia twierdzi, że owszem insuliny dostaje, ale w ilości, która nie pozwala na realizację 100% zamówień złożonych przez apteki. Rozmawiałem w tej sprawie telefonicznie chyba ze wszystkim (oprócz Prezydenta Dudy) i każdy zrzuca odpowiedzialność za tą sytuację na kogoś innego. Jestem ciągle gdzieś odsyłany, jak w przysłowiu : „Od Annasza do Kajfasza”, a efekt jest mizerny.
Całe szczęście, że dziś w końcu udało mi się zdobyć ten lek bo już skończyły mi się pomysły. Mimo złożenia zapotrzebowania przez stronę producenta i ciągłych zapytań w hurtowni, aż do dziś leku nigdzie nie było. Czy to normalna sytuacja kiedy na lek refundowany, niezbędny do życia, apteka musi czekać ponad tydzień? Przed rokiem 2012 jedynym zmartwieniem każdej apteki była płatność za zamawiane leki. Obecnie często dochodzi do sytuacji kiedy hurtownia robi „łaskę” aptece sprzedając lek warty ok. 1200 zł za amp. i to przy płatności za ten lek gotówką! Jakby tego było mało, ograniczając dodatkowo jego liczbę do 1 szt. mimo że na recepcie znajdują się 2 opakowania!
Taki chaos, jaki obecnie panuje w hurcie farmaceutycznym i systemie zaopatrywania aptek w leki refundowane, jest porażający! W żadnym normalnym kraju apteka nie powinna zamawiać leków refundowanych metodą: traf na dostawę i bierz ile mają, bo później nic nie dostaniesz! Kto pierwszy ten lepszy lub kto ma większy obrót w hurcie ten ma leki deficytowe?
Każda hurtownia w Polsce powinna w pierwszej kolejności być zobowiązania do zaopatrywania w leki apteki, a później powinna myśleć realizacji swoich celów biznesowych i reeksporcie nadwyżek. Nie możemy pozwolić żeby „nienormalność” stała się normą!










