Magazyn mgr.farm

Kierownikiem jestem

2 listopada 2014 10:28

Jestem kierownikiem w swojej aptece. Dla wielu farmaceutów to spełnienie marzeń. Własny interes, niezależność, nieregulowane godziny pracy, wysokie zarobki… Czego chcieć więcej? Niestety nie zawsze to co wydaje się idyllą i spełnieniem marzeń, takim jest w rzeczywistości. Prowadzenie apteki to w dzisiejszych czasach nieustanny stres, frustracja i wyrzeczenia. Pod względem ekonomicznym to niestety od kilku lat równia pochyła. Można starać się opóźniać staczanie w dół, ale widmo bankructwa wcześniej czy później pojawia się na horyzoncie…

computer-416569_1920.jpg

Na początku było pięknie. Po kilku latach tułania się po aptekach i kilku województwach zdecydowałem, że trzeba założyć swój własny interes. To było jakieś 15 lat temu. Na rynku aptecznym powoli robiło się tłoczno, ale nadal można było znaleźć miejsca, w których apteki były potrzebne. Pamiętam to podniecenie, gdy udało mi się znaleźć idealną miejscówkę. Niewielkie miasto z kilkoma aptekami w centrum i rozbudowującymi się osiedlami na obrzeżach. To właśnie tam znalazłem pusty budynek, za którego wynajem spółdzielnia mieszkaniowa chciała zaledwie 3 000 zł miesięcznie. Wcześniej znajdowała się tam pralnia, a jeszcze wcześniej sklep wielobranżowy. Tamte interesy nie wypaliły. Apteka okazała się strzałem w dziesiątkę, czego dowodem jest fakt, że działa już ponad dekadę…

Początki nie były łatwe. Przez pierwsze dwa miesiące pracowałem sam po 12 godzin dziennie. Dopiero po tym czasie było mnie stać na zatrudnienie drugiego magistra. Te dwa miesiące fatalnie odbiły się na moim zdrowiu. Pamiętam, że zdarzało mi się obsługiwać pacjentów z gorączką bliską 40 stopni i zapaleniem płuc. Żeby nie zarazić małego dziecka, które pojawiło się wtedy w naszej rodzinie nocowałem przez kilka dni w aptece – dopóki nie wyzdrowiałem. Kiedy pojawił się drugi magister, a później też technik, miałem szansę na wzięcie oddechu i w końcu odczucie satysfakcji z własnej apteki.

Przez pierwsze kilka lat interes kręcił się rewelacyjnie. Szybko spłaciłem kredyty zaciągnięte na otwarcie apteki. Do obsady dołączyła jeszcze jedna techniczka i pomoc apteczna. Powoli uczyłem się jak zapanować nad personelem i podnosić jakość obsługi – to okazało się wartością, która przyciągała do nas najwięcej pacjentów. Z czasem jednak w okolicy zaczęło przybywać nowych aptek. Indywidualne, sieciowe… każdy chciał zagarnąć dla siebie jak największą część „rynku”. Po pięciu latach liczba konkurencyjnych aptek potroiła się. W tym momencie piękny sen zaczął przemieniać się w koszmar…

Leki za grosz, karty lojalnościowe, nagrody dla stałych pacjentów, gazetki z promocjami… Pacjenci zaczęli stawiać coraz bardziej wymyślne żądania. Przestała ich interesować jakość obsługi, nasza wiedza i fachowość. Domagali się rabatów, nagród i całowania po rękach za to, że w ogóle do nas przychodzili. Ci, których nie udało się zadowolić odchodzili demonstracyjnie do konkurencji. W rezultacie obroty malały, zyski topniały a morale pracowników podupadały. Naszą nadzieją na poprawę sytuacji była reforma ustawy refundacyjnej w 2012 roku, która miała zakazać sprzedawania leków refundowanych za 1 grosz i reklamowania działalności aptek. Samorząd aptekarski chwalił się tymi zapisami, ogłaszając normalizację rynku. Niestety okazało się, że był to wilk w owczej skórze.

To co miało uratować polskie aptekarstwo, okazało się kolejnym gwoździem do jego trumny. Zakaz reklamy aptek wystraszył indywidualnych aptekarzy – sieciówki wolały zaryzykować płacenie wysokich kar, niż rezygnację z lepów na pacjentów. Natomiast sztywne ceny na lekirefundowane okazały się pułapką z marżami tak niskimi, że jedynym ratunkiem na odzyskanie rentowności stały się dla większości aptek leki OTC, kosmetyki i suplementy diety. Nie mam już nawet siły wspominać o zmianach wykazów leków refundowanych co dwa miesiące, które zawsze kończą się kilkusetzłotowymi stratami.

Równia pochyła – tak od jakichś 10 lat wygląda prowadzenie własnej apteki w Polsce. Merchandising, franszyzy i grupy zakupowe tylko przedłużają agonię i nieznacznie oddalają wizję bankructwa. Czy coś się jeszcze zmieni? Czy istnieje cudowny środek na ocalenie indywidualnych aptek? Widząc bezradne i chaotyczne działania naszego samorządu tracę na to jakąkolwiek nadzieję.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Kto na zmianie? Kto na zmianie?

Prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej wystosowała ostatnio pismo w sprawie techników farmaceutycznych p...

Czy e-recepta wydłuży czas obsługi pacjenta w aptece? Czy e-recepta wydłuży czas obsługi pacjenta w aptece?

Odliczanie do wejścia w życie e-recepty trwa. Do końca roku wszystkie polskie apteki mają zgłosić go...

Wróćmy do źródeł Wróćmy do źródeł

Marzymy o opiece farmaceutycznej, postulujemy szerzy zakres kompetencji dla farmaceutów szpitalnych ...