Królowa gór – Anna Czerwińska

9 września 2016 10:12

Anna Czerwińska to ikona polskiego himalaizmu. Niewiele osób jednak wie, że pierwsza Polka, która zdobyła Koronę Ziemi jest farmaceutką. W zawodzie pracowała jednak krótko. Najpierw na Akademii Medycznej, potem w aptece Cefarm i w końcu też w Szpitalu Dziecięcym…

Mimo upływu czasu Anna Czerwińska deklaruje, że gdyby ktoś poprosił ją o wykonanie leku recepturowego w aptece, to nadal byłaby w stanie zrobić każdy. (fot. Jarek Jaworski)

Człowiek nie jest stworzony do przebywania na wysokości większej niż 5500 metrów n.p.m. Panujące tam niskie ciśnienie parcjalne tlenu prowadzi na dłuższą metę do niedotlenienia śluzówki jelit i zaburzenia wchłaniania tłuszczów oraz węglowodanów. Organizm zaczyna więc spalać zapasy zgromadzone w tkance tłuszczowej, ale i białka zawarte w mięśniach. To powoduje spadek masy ciała. Organizm stopniowo umiera. Powyżej 8000 metrów n.p.m. proces wyniszczania jest tak szybki, że śmierć następuje już po kilku dniach. Nie bez powodu po przekroczeniu tej wysokości mówi się o „strefie śmierci”, w której procesy adaptacyjne człowieka przegrywają z procesami prowadzącymi do wyniszczenia organizmu.

A mimo to od lat śmiałkowie z całego świata mierzą się z najwyższymi szczytami pożądając sławy, satysfakcji, samorealizacji… A czego w górach poszukuje Anna Czerwińska – doktor nauk farmaceutycznych z Warszawy? „Góry są po prostu krainą mojej wolności i rejonem, gdzie czuję się najlepiej i gdzie najlepiej jestem w stanie wykorzystać swoje możliwości” – mówi himalaistka. „Ale tak naprawdę jeżdżę w te góry z miłości. Nie szukam tam ani sławy ani satysfakcji, nie chcę odczuwać, że coś zdobyłam – mam wrażenie, że jak wchodzę na górę, to tylko dlatego, że ona mi pozwala, a nie że ja na niej coś wymuszam. Pierwszy zdobywca Everestu, Tenznig Norgay, powiedział, że „nie należy podchodzić do góry z siłą i butą żołnierza, tylko z pokorą dziecka, które przytula się do kolan matki”. Im dłużej chodzę po górach, tym bardziej skłaniam się ku temu drugiemu”.

Urodzona 10 lipca 1949 roku Ania była dość chorowitym dzieckiem. Miała astmę. „Rodzice co roku wozili mnie nad morze. Trzy miesiące w roku spędzałam nad tym diabelnie zimnym Bałtykiem, który spowodował, że hipotermia chyba już dla mnie nie istnieje” – wspomina. „Gdy rodzice dali mi spokój i uwolnili mnie od wyjeżdżania w rejon Bałtyku, to pojechałam na obóz turystyczny ze szkoły. Po raz pierwszy zobaczyłam góry i w ogóle mnie nie wzięły. Było mi ciężko, byłam najsłabszym uczestnikiem wyprawy, miałam najcięższy plecak, nie byłam w stanie wejść na Jaworzynę. Wyrzuciłam z plecaka chyba wszystko oprócz majtek, żeby w ogóle być w stanie iść”. Jednak po dwóch tygodniach sytuacja się zmieniła i już na Giewont, Kasprowy i Świnicę weszła pierwsza. Ten pierwszy wyjazd nie wywołał jednak u niej chęci powrotu w góry. Dopiero gdy miała 17 lat odkryła je po raz drugi. „No i jak już odkryłam, to pozostałam wierna” – kwituje Czerwińska.

W międzyczasie postanowiła, że będzie studiować farmację. Wtedy był to kierunek, na który trafiali głównie niedoszli lekarze – tacy, którzy nie zdołali przebrnąć przez egzaminy lub nie mieli wystarczających znajomości. Anna jednak do nich nie należała.

„Poszłam na farmację nie dlatego, że nie mogłam zdać na inny kierunek. Autentycznie nie czułam się na siłach podjąć studiów medycznych, ponieważ uważałam i do dziś uważam, że mam naturę bardziej ratownika niż lekarza” – przyznaje. „Mogę kogoś uratować i mu pomóc w górach, ale nie potrafiłabym miesiącami opiekować się ciężko chorymi. Stąd mój wybór farmacji, a nie medycyny”. Egzamin na studia zdała tak dobrze, że mogła z łatwością dostać się też na medycynę. Została jednak na farmacji, którą bez problemu skończyła, a po dodatkowych trzech latach studiów otrzymała tytuł doktora nauk farmaceutycznych. „Zostałam pełnoprawną Pigułą” – stwierdza półżartem.

W zawodzie pracowała jednak krótko. Najpierw na Akademii Medycznej, potem w aptece Cefarm i w końcu też w Szpitalu Dziecięcym. Miłość do gór dawała jednak o sobie znać. Dość szybko okazało się, że coraz więcej czasu poświęca na wyjazdy w góry, a coraz mniej zostaje go na pracę. „A do pracy to w ogóle mam stosunek, że jeśli praca przeszkadza ci się wspinać to rzucaj pracę” – wyznaje, po czym dodaje z uśmiechem: „Bardzo przepraszam, wiem, że to podejście już tylko mojego pokolenia, bo młodsze pokolenie tak nie za bardzo może”.

[img]https://mgr.farm//sites/default/files/mgr_6.png[/img]Nie oznacza to jednak, że całkowicie porzuciła swoje wykształcenie i doświadczenie farmaceutyczne. Korzystając z obu zaczęła podejmować funkcję lekarza wyprawowego. „Polskich wypraw nie stać na ogół na lekarzy, więc ja po skończeniu kursu ratownictwa medycznego pełnię taką rolę. Poza tym, że biorę odpowiedzialność za wspinanie moje i innych, odpowiadam też za zdrowie moje, towarzyszy, a także ludzi, których spotykam po drodze. Tym sposobem farmacja ma jakiś sens i nie jest to pięć lat zmarnowanych w życiu”. Mimo upływu czasu Anna Czerwińska deklaruje, że gdyby ktoś poprosił ją o wykonanie leku recepturowego w aptece, to nadal byłaby w stanie zrobić każdy. „Oczywiście podczas wyprawy dysponujemy lekami gotowymi. To są zarówno leki przeciwzapalne, antybiotyki czy dobre środki przeciwbólowe. Czasami jest tak, że człowiek jest ciężko poraniony, a helikopter przyleci za trzy dni lub nie przyleci wcale i trzeba go własnymi rękami transportować w dół”.

Jaki zawód obecnie uprawia Anna Czerwińska? „W latach 90. założyłam firmę, sprowadzałam komputery z Singapuru i ciuchy z Indii. W szczytowym momencie miałam cztery sklepy i hurtownię” – wspomina. Pisze również książki o swoich wyprawach i ma ich na koncie już kilkanaście. „Mój zawód to wchodzenie na najwyższe, górskie części globu” – podsumowuje jednak himalaistka. I spoglądając na listę jej osiągnięć trzeba przyznać, że ma do tego absolutne prawo. Jest pierwszą Polką, która zdobyła Koronę Ziemi.

„Tak długo wspinanie narzucało mi rytm, tak długo żyłam od wyprawy do wyprawy, że to, co działo się między wyjazdami, wydawało się szare i nieistotne. Biznes nie potrafił zastąpić mi gór. Chciałam sięgnąć po Koronę Ziemi jako pierwsza kobieta w Polsce”.

Koronę Ziemi tworzą najwyższe szczyty wszystkich kontynentów: w Azji jest to Mount Everest (8848 m), w Ameryce Południowej – Aconcagua (6969 m), w Ameryce Północnej – Mount McKinley (6194 m), w Afryce – Kilimandżaro (5895 m), na Antarktydzie – Mount Vinson (5140 m), w Europie powinien być Mont Blanc (4807 m), ale niektórzy uważają, że należy zdobyć kaukaski Elbrus (5642 m), w Australii – Góra Kościuszki (2230 m), ale w dobrym tonie jest też wejście na Carstensz Pyramid (5029 m). Szczytów w Koronie Ziemi jest więc właściwie dziewięć i dla porządku należy stanąć na wszystkich. Annie Czerwińskiej zajęło to 22 lata. „To była wspaniała przygoda” – wspomina. „Dała mi radość i satysfakcję, jakiej nie oczekiwałam. Przez kilka lat Korona nadawała sens mojemu życiu. Warto było powalczyć”. Z każdego szczytu miała zwyczaj zabierać po parę kamyków. Dzisiaj ma ich w domu całą kolekcję. Myśl, z jak odległych od siebie gór pochodzą, jest fascynująca. „Są namacalnym dowodem, że moja Korona Ziemi stała się faktem”.

Każdy sukces ma jednak swoją cenę. W przypadku himalaizmu jest ona szczególnie wysoka. Anna Czerwińska straciła w górach wielu przyjaciół i współtowarzyszy wypraw. „Te wszystkie śmierci akceptuję jako koszt tego, co robimy. Wiem, że to też może dotknąć mnie. Oczywiście trzeba tego unikać i zrobić wszystko, żeby wszyscy ludzie na wyprawie uniknęli takiego losu, ale to się może zdarzyć” – przyznaje himalaistka. „Każdy wypadek przyjmuję jako osobistą stratę, ponieważ zginął ktoś, kto robił to, co ja. Czuję się o jego życie uboższa. Jeśli uznam, że nie ma już we mnie miejsca na te straty, to odejdę od tego. Na razie daję sobie radę, ale to nigdy nie jest śmierć jakiegoś tam przypadkowego człowieka, tylko śmierć człowieka gór, a że ja też jestem człowiekiem gór, więc jest to zarazem kawałek mojej śmierci”.

Anna Czerwińska sama kilkukrotnie otarła się o śmierć. Trzy wstrząsy mózgu, złamany kręgosłup, dwie poważne kontuzje kolana – to tylko niektóre z urazów, jakich doznała podczas swoich wypraw. „Dopiero w górach widzimy, jak jesteśmy delikatni i bezbronni wobec przyrody” – mówi Czerwińska. „Lawina, upadek, kamienie – niszczą nas wbrew naszej woli i my nic nie możemy na to poradzić”. Takie doświadczenia hartują jednak w człowieku charakter i dają poczucie pewności. „Czuję się spełniona” – przyznaje. „A oprócz tego wracając w doliny, mam naładowane akumulatory i jestem w stanie znieść wszystko, co mnie tutaj może spotkać. Czy to jest kłótliwy sąsiad czy urząd skarbowy. Jestem zaimpregnowana. Mówię sobie: Pani Aniu dała sobie pani radę tu czy tam, to nie poradzi sobie pani z urzędem?”.

[img]https://mgr.farm//sites/default/files/mgr_6.png[/img]Mount Everest był ostatnim szczytem, który zdobyła Anna Czerwińska z Korony Ziemi – miało to miejsce 22 maja 2000 roku. Wcześniej podejmowała próby aż trzykrotnie. Tym razem jednak było inaczej. „Dwa dni przed wyjściem do ataku szczytowego dotarła do mnie wiadomość, że zmarła Mama” – wspomina. „Musiałam się zastanowić, co robić dalej. Wracać nie było już po co i tak bym nie zdążyła Mamy uratować. Zdecydowałam, że chcę jednak spróbować wejść na Everest”. I udało się. Okoliczności sprawiły, że na szczyt dotarła samotnie. „O 5 rano miałam naprawdę rzadki przywilej oglądania wszystkich gór z Dachu Świata, jak na dłoni. W tym Makalu, które sześć lat później także stało się moim łupem” – opisuje ten moment himalaistka. „Wchodząc na Everest byłam sama, bo większość ludzi zawróciła po pierwszych 100 metrach, gdy zobaczyli, że jest za zimno. Wtedy, powiem szczerze, gdyby moja Mama żyła, albo gdybym ja nie miała świadomości, że nie żyje, to też bym zawróciła”.

Po powrocie z tej wyprawy do Polski i pogrzebie mamy, stała się bohaterką mediów. Była nie tylko pierwszą Polką, która zdobyła Koronę Ziemi, ale w wieku 50 lat również najstarszą kobietą, która weszła na Mount Everest.

Wtedy podjęła kolejną ważną decyzję – postanowiła zostać dawcą szpiku. „Po prostu chciałam podziękować Everestowi za to, że mnie podczas wyprawy w 2000 roku nie zabił. Byłam wdzięczna górze, a przecież nie sposób jej podziękować”. Mimo wieku (banki przyjmują zasadę, że dawcą można być do 40 roku życia) Fundacja „Przeciwko Leukemii” zdecydowała się pobrać jej krew i dodać do bazy dawców. Potrzebujący biorca pojawił się w roku 2007. To była młoda dziewczyna ze Sosnowca. Anna Czerwińska nie wahała się, mimo że sytuacja zastała ją w czasie przygotowań do kolejnej wyprawy. Oddała 1300 ml szpiku i krwi, a kilka tygodni później wylądowała w Pakistanie, skąd udała się pod Broad Peak. Atak na szczyt nie udał się, jednak przyczyną wcale nie było osłabienie po oddaniu szpiku. „Spadły na mnie bryły lodu” – opowiada beztrosko himalaistka. „Miałam obrażenia na tyle poważne, że na atak szczytowy już się nie nadawałam i musiałam się wycofać”. Jeszcze w czasie pobytu w Karakorum dostała sms, że biorczyni przeszczepu wychodzi ze szpitala i zaczyna nowe życie.

Na tym jednak historia się nie kończy. „Gdy udało mi się wreszcie zostać dawcą prawdziwym, zrealizowanym, natychmiast pomyślałam, że świetnie byłoby poznać biorczynię i zabrać ją w góry” – wspomina Czerwińska. Jak pomyślała, tak też zrobiła. W 2015 roku zorganizowała, wspólnie z Fundacją „Przeciwko Leukemii”, wyprawę na Kilimandżaro pod hasłem „Szpik na Szczyt”. Wzięli w niej udział dawcy, biorcy oraz lekarze.

Po zdobyciu szczytu Mount Everestu, Anna Czerwińska wspięła się jeszcze na cztery ośmiotysięczniki (w sumie ma ich na koncie sześć). Jej górą marzeń nadal pozostaje jednak K2: „To szczyt legenda, najpiękniejszy, bo najbardziej pożądany, bo niezdobyty. O K2 ciągle myślę jak opętana” – przyznaje himalaistka. Do tej pory szczyt ten udało się zdobyć niewielu kobietom (do 2014 roku było ich 18). Pierwszą, która tego dokonała, była Wanda Rutkiewicz – Anna Czerwińska miała okazję się z nią wspinać. Nasza farmaceutka już kilkukrotnie podejmowała próby wejścia na K2. Póki co góra nie daje za wygraną. Jeszcze w tym roku, w wieku 66 lat, Anna Czerwińska spróbuje się zmierzyć z nią kolejny raz. Brzmi nieco jak misja samobójcza? „Oddałabym każde pieniądze, ale życia za K2 bym nie oddała!” – zapewnia himalaistka.

Opracowano na podstawie:


  • Ewa Koszowska, „Anna Czerwińska o Mount Everest: padł smutny rekord”, Wirtualna Polska, 29 maja 2013
  • Marcin Zaborski, „Anna Czerwińska, Biuro Myśli Znalezionych”, Trójka/Ninateka, 31 grudnia 2012
  • Magdalena Stopa, „Góry mogą wszystko”, National Geographic Traveler, marzec 2009
  • Anna Czerwińska, „Korona Ziemi”, Prószyński i S-ka, 2000
  • Monika Głuska-Bagan, „Dwa wymiary życia”, Pani, lipiec 2009

[img]https://mgr.farm//sites/default/files/mgr_6.png[/img]

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Dermokosmetyki dla cery naczynkowej Dermokosmetyki dla cery naczynkowej

Cera naczynkowa jest problemem z pogranicza estetyki i medycyny. Z jednej strony, to defekt kosmetyc...

10 leków, których nie należy łączyć z alkoholem 10 leków, których nie należy łączyć z alkoholem

Święta, Sylwester, impreza urodzinowa, wesele, spotkanie ze znajomymi... okazji do spożycia alkoholu...

Dlaczego farmaceuci nie lubią marketingu? Dlaczego farmaceuci nie lubią marketingu?

Niedawno broniłem swojej pracy podyplomowej napisanej w ramach studiów „Marketing strategiczny na ry...