W czerwcu br. po raz pierwszy w polskich aptekach rozpoczęto wykonywanie szczepień p/COVID-19. W opinii co niektórych to duży krok w kierunku zmiany postrzegania naszego zawodu, a także preludium do wdrażania opieki farmaceutycznej do aptek. 17 listopada br. Sejm przyjął poprawki do ustawy o zapobieganiu oraz o zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, dzięki którym w aptekach już niedługo będziemy mogli zaszczepić pacjentów również przeciwko grypie.
Wszystko szło dobrze, dopóki rząd nie podjął 6 dni później decyzji o wprowadzeniu bezpłatnych szczepień przeciwko tej chorobie dla wszystkich osób powyżej 18. roku życia. Jednak za szczepionki pacjenci nie zapłacą tylko w wybranych punktach szczepień. Tym samym farmaceuci, którzy mimo wielu przeciwności zaopatrzyli swój magazyn w szczepionki przeciwko grypie pozostali z widmem ich przeterminowania. Jakby tego było mało, na początku grudnia ukazał się projekt rozporządzenia, w którym zobowiązano apteki, w których znajdują się punkty szczepień, do posiadania, m.in. izby przyjęć i wydzielonej z niej szatni.
Jak (nie)zwiększyć wyszczepialności Polaków na grypę?
Wyszczepialność Polaków na grypę oscyluje w okolicach 4%. W porównaniu do krajów zachodnioeuropejskich był to wręcz fatalny wynik. Warto tu nadmienić, że w Holandii czy Wielkiej Brytanii wskaźnik ten wynosi ok. 70%. Różnica jak widać, jest ogromna. W poprzednim sezonie popyt na szczepionki p/grypie był ogromny. Duża część naszego społeczeństwa chciała zwiększyć swoją odporność przeciwko jednemu z popularniejszych wirusów. Niestety, szczepionek w aptekach brakowało. Dopiero, w styczniu rząd postanowił uruchomić pewną pulę szczepionek z Agencji Rezerw Strategicznych. Wtedy, jednak wielu pacjentów zmęczonych długimi poszukiwaniami, już nie chciało jej przyjąć.
Ta sytuacja miała się nie powtórzyć w tym sezonie szczepień p/grypie. Rząd zamówił blisko 5 milionów dawek szczepionek, których podanie pozwoliłoby na wyszczepienie ok. 10% populacji naszego kraju… No właśnie pozwoliłoby, bo znowu “coś” poszło nie tak. Od października, kiedy to pierwsze szczepionki pojawiły się w polskich aptekach, popyt na nie znów przerósł podaż. Pacjenci byli bardzo chętni, by przyjąć szczepionkę p/grypie. Tylko że szczepionki przez długi okres do aptek nie docierały. Dopiero, w 2. połowie listopada, znowu pojawiły się one w hurtowniach.
Ucieszeni farmaceuci zakupili je, bo byli pewni, że pacjenci chętnie je wykupią. Sprawy potoczyły się, jednak inaczej. Premier ogłosił, że od 23 listopada szczepionkę p/grypie będą mogły otrzymać całkowicie bezpłatnie wszystkie chętne osoby powyżej 18. roku życia. Problem polega na tym, że możliwe to jest tylko w niektórych punktach szczepień, których w całej Polsce jest zaledwie ok. 3,5 tysiące. Decyzja ta powoduje, że aptekarze boją się, że zamówione przez nich szczepionki będzie trzeba zutylizować, gdyż nie będzie chętnych na ich zakup.
Z drugiej strony, dostępność punktów szczepień oferujących bezpłatne szczepionki przeciwko grypie jest na mizernym poziomie. Wielu pacjentów ma problem, by do nich dotrzeć, a z drugiej strony nie chce płacić za coś, co mogliby otrzymać bezpłatnie. W efekcie, zamiast zwiększyć wyszczepialność społeczeństwa, po tym sezonie będziemy raczej mówili o wzroście, ale liczby zutylizowanych szczepionek.
Rozwiązaniem tych problemów mogłoby być umożliwienie wykonywania szczepień p/grypie przez farmaceutów w swoich aptekach. Prace nad wprowadzeniem odpowiednich zmian w przepisach podjęto jednak zbyt późno. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to farmaceuci będą mogli kwalifikować i podawać szczepionki p/grypie dopiero w 2. połowie grudnia, czyli już pod koniec sezonu tych szczepień. Czy nie można było wdrożyć odpowiednich prac znacznie szybciej? I nie chodzi tu tylko o podniesienie prestiżu naszego zawodu, ale przede wszystkim o zwiększenie wyszczepialności p/grypie naszego społeczeństwa i zmierzaniu w tej kwestii w kierunku Zachodu Europy.
Czy komuś przeszkadzają szczepienia w aptekach?
Wydawało się, że po tym jak coraz większa liczba farmaceutów podjęła się trudu wykonywania szczepień przeciwko COVID-19 i co najważniejsze ten fakt został w pełni zaakceptowany przez pacjentów, nic nie stoi na przeszkodzie, by w aptekach można było wykonywać również szczepienia ochronne przeciwko innym chorobom. Wszystko zmieniło się jednak wraz z opublikowaniem projektu dwóch rozporządzeń, według których w aptekach, w których farmaceuci będą chcieli szczepić p/COVID-19 i grypie będą musiały zajść pewne zmiany lokalowe…
Według autorów tych projektów w każdej aptece będzie musiała znaleźć się izba przyjęć, która będzie dostępna dla pacjentów z zewnątrz apteki, a także szatnia stanowiąca jej przedsionek. W ten oto sposób mogą zostać przekreślone starania wielu farmaceutów, którzy z wielkim zaangażowaniem przyczynili się do rozwoju szczepień w aptekach. Przypuszczam, że więcej niż połowa aptek w Polsce nie jest w stanie nawet podjąć się próby wdrożenia tych przepisów w życie. Niewielki odsetek aptek może i ma miejsce, by wydzielić izbę przyjęć dla pacjentów, ale wiązałoby się to z koniecznością wprowadzenia zmian w projekcie budowlanym, czy uzyskaniem zgody właścicieli lokalu. W tym momencie możemy dojść do patowej sytuacji, w której farmaceuci szczepić będą chcieli, ale nie będą mieli gdzie…
W ciągu zaledwie kilku dni rząd swoimi decyzjami przekreślił szansę na znaczne zwiększenie wyszczepialności naszego społeczeństwa p/grypie, a dodatkowo chce zahamować dynamicznie rozwijający się program szczepień w aptekach. Najgorsze, że robi to w okresie, gdy pacjenci coraz chętniej przekonują się do tego pomysłu. Cenią sobie naszą dostępność i nasz profesjonalizm, czyli to na co pracowaliśmy od wielu lat.










