Badania opinii publicznej pokazują, że wiara w różnego rodzaju teorie spiskowe dotyczy połowy obywateli USA i nawet 30% mieszkańców Europy. Prawie co piąty Polak (17%) uważa, że nie ma żadnej epidemii koronawirusa i to tylko wymysł polityków, mediów i firm farmaceutycznych. Z kolei 7% twierdzi, że epidemia nie jest żadnym zagrożeniem dla ludzi, a 29% jest przekonana, że stanowi jedynie umiarkowane niebezpieczeństwo. Niepokojący jest też fakt, że prawie 1/3 badanych osób twierdzących, że pandemia nie istnieje, to ludzie poniżej 35 roku życia.
Historia teorii spiskowych rozpoczyna się zaraz po wybuchu Rewolucji Francuskiej. Chaos zastępujący struktury dawnego porządku spowodował rozkład dotychczas nienaruszalnych norm oraz powszechną nieprzewidywalność. W tym okresie rodzi się legenda zakonu Iluminatów, tajnego stowarzyszenia, które rzekomo za tym wszystkim stoi. Daje to początek przeróżnym teoriom o spiskowcach, grupach wpływu, czy też siłach zła.
Od początku celem spiskowych teorii jest nieudolna próba zrozumienia tego, co niezrozumiałe, oraz podświadome odzyskanie subiektywnego poczucia kontroli nad otaczającą rzeczywistością. Snucie teorii umożliwia oderwanie się od szarej, niekiedy smutnej egzystencji i pozwala zamieszkać w uporządkowanym świecie fantazji. Umysł wyznawcy stara się usprawiedliwić wszystkie własne niepowodzenia wpływem zewnętrznych sił czy też spisków. Pozwala to rozgrzeszyć własne winy, niedostatki czy braki. Z gotowym arsenałem wymówek o wiele łatwiej stawiać czoła codziennym przeciwnościom. Ten sam mechanizm funkcjonuje także w przypadku zagrożeń. Jeżeli pozbawimy je tego co napawa nas największym lękiem, czyli nieprzewidywalności i niezrozumiałości, okaże się, że właściwie nie ma się czego bać. Wyznawca teorii jest zdania, że w pełni zdemaskował i rozpracował zamiary wroga. Z racji tego, iż wiedza ta nie jest powszechnie dostępna, jej posiadanie nobilituje członków. Natomiast świadomość, iż cała ludzkość dała się wyprowadzić w pole spiskowcom, nie tylko sprawia przyjemność, ale również daje specyficzną władzę nad tymi, którzy wydają się potężniejsi.
Co istotne nie jest to tylko efektem braku edukacji. Na przestrzeni ostatnich dekad wśród najbardziej radykalnych wyznawców antyzdrowotnych teorii spiskowych znaleźli się zarówno lekarze jak i naukowcy. Przykładem tego jest Andrew Wakefield, były brytyjski lekarz, który po dokonaniu szeregu naukowych fałszerstw stał się guru ruchów antyszczepionkowych. Równie barwnym przykładem jest murowany kandydat do nagrody Nobla biolog Peter Duesberg. Ten niegdyś ceniony naukowiec od połowy lat 80 z uporem maniaka głosi bzdurne przekonanie, że wirus HIV jest nieszkodliwy, a AIDS to efekt złego trybu życia. Szacuje się, że wskutek działalności Duesberga i jego popleczników zmarło dziesiątki tysięcy osób, które na fali głoszonych przez niego idiotycznych teorii odstawiło przyjmowane leki.
W dużej mierze wynika to z faktu, iż nieustanny postęp niesie ze sobą rosnące poczucie zagubienia i bezsensu, depresje, zaburzenia lękowe oraz brak poczucia bezpieczeństwa. Frustracje nasila pogłębiająca się przepaść pomiędzy biednymi, a bogatymi. Teorie spiskowe ponownie śpieszą z pomocą w celu wytłumaczenia dlaczego otaczający nas świat jest taki niesprawiedliwy. Świadomość, iż za wszystkim stoją tajne organizacje, przywraca subiektywny ład. Jednakże tym co wpływa bezpośrednio na ów stan oderwania od rzeczywistości oraz niepostrzeżone przechodzenie na stronę teorii spiskowych, są wątpliwość oraz brak odpowiednio rozwiniętego aparatu krytycznego. Podejrzenia, że jakieś zdarzenia, przedstawiane jako przypadkowe, są tak naprawdę wynikiem spisku zaszczepiają się jak wirusy. Odpowiednio pielęgnowane i karmione pozwalają nosicielowi dać się pochłonąć teoriom spiskowym, po których nagle będzie w stanie uwierzyć już bez mała we wszystko.










