Magazyn mgr.farm

Recepta farmaceutyczna musi znaczyć więcej

2 lutego 2015 08:08

W świetle ostatnich wydarzeń propozycja rozszerzenia uprawnień farmaceutów wydaje się jedynym sposobem gwarantującym zwiększenie bezpieczeństwa i kontroli stosowania produktów leczniczych.

pre.jpg

Spożycie leków rośnie w Polsce z roku na rok – potwierdzają to niezależne dane. Według najnowszych informacji PharmaExpert rynek apteczny osiągnął w 2014 roku najlepszy wynik w historii dając blisko 2,8 mld zł przychodów. Jednocześnie od dwóch lat sprzedaż leków OTC pod względem wartości przewyższa sprzedaż leków refundowanych i nadal rośnie. Te informacje zapewne cieszą producentów leków. Jednak ich znaczenie tak naprawdę powinno napawać niepokojem. Czy rosnąca sprzedaż leków oznacza, że Polacy coraz więcej chorują? A może to efekt agresywnej reklamy leków i powiększającego się arsenału preparatów OTC? A co z bezpieczeństwem osób podejmujących samoleczenie?

Pozorne korzyści OTC

Na całym świecie można zaobserwować tendencję polegającą na zachęcaniu pacjentów do samodzielnego leczenia drobnych dolegliwości. Samoleczenie przedstawiane jest jako sposób na zbyt długie kolejki u lekarzy i rosnące koszty funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej. Pacjent, któremu doskwiera przeziębienie, kaszel, gorączka, biegunka czy zakażenie dróg moczowych, zamiast udawać się do lekarza ma podjąć próbę samodzielnego wyleczenia swojej dolegliwości za pomocą leków dostępnych w aptece bez recepty (a także w sklepach, kioskach i na stacjach benzynowych).

W imię samoleczenia oraz płynących z niego korzyści dla budżetu Państwa i samych pacjentów, nieustannie poszerzany jest więc asortyment leków OTC. I nie chodzi tutaj wyłącznie o mnożenie preparatów paracetamolu czy ibuprofenu, ale udostępnianie zwykłym ludziom kolejnych substancji leczniczych do tej pory dostępnych tylko z przepisu lekarza.

Tylko w 2014 roku Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych wydał 8 decyzji dotyczących zmiany kategorii dostępność leków z Rp na OTC.

Niektóre z nich wzbudziły ogromne kontrowersje w środowisku farmaceutów (m.in. fenspiryd i furagina). Prawdziwą burzę medialną wywołała jednak decyzja Komisji Europejskiej, która kierując się ogólnoświatowym trendem zwiększania dostępu do preparatów aptecznych, dokonała zmiany kategorii dostępności octanu uliprystalu – antykoncepcji postkoitalnej, nazywanej też potocznie pigułką „dzień po”.

Wydarzenie to stało się okazją do podjęcia dyskusji na temat bezpieczeństwa stosowania leków OTC oraz wiedzy pacjentów na temat ich działania, interakcji i efektów ubocznych. Farmaceuci od dawna zwracali uwagę na to, że korzyści wynikające z poszerzającego się dostępu do leków bez recepty mogą być tylko pozorne. Środowiska lobbujące za samoleczeniem, nie mówią się bowiem o kosztach leczenia powikłań polekowych będących efektem nadużywania lub niewłaściwego stosowania leków OTC. Przemilczany jest również temat interakcji leków dostępnych bez recepty z produktami leczniczymi przyjmowanymi przez pacjentów przewlekle chorych. Zatrważającym dowodem na szkodliwość zbyt łatwego dostępu do leków OTC są też przypadki nadużywania przez młodzież preparatów zwierających benzydaminę, kodeinę, dekstrometorfan czy pseudoefedrynę, w celach narkotycznych. Nie ma wątpliwości, że prowadzą one do narastania problemu uzależnień, a nierzadko są też zachętą do sięgnięcia po znacznie bardziej niebezpieczne środki.

Bez kontroli

Idea samoleczenia opiera się na założeniu iż podejmujący je pacjent jest świadomy skutków działania zażywanych leków i posiada minimalną wiedzę potrzebną do ich bezpiecznego stosowania. Wiedzę tę ma nabyć czytając ulotki bądź konsultując się z lekarzem lub farmaceutą.

Tymczasem według badań międzynarodowych organizacji PISA (Międzynarodowego Programu Oceny Umiejętności Uczniów) i OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) blisko 40% Polaków nie rozumie tego, co czyta, a kolejne 30% rodaków rozumie, ale w niewielkim stopniu.

Z kolei z badań CBOS wynika, że 17% mieszkańców naszego kraju zdarzało się zażywać lek nie przestrzegając określonego dawkowania lub używając go dłużej, niż to wskazane. Co jedenasty ankietowany przyjmował jakiś lek mimo dotyczących go przeciwwskazań, 6% badanych kontynuowało stosowanie leku, chociaż odczuwało skutki uboczne. 5% respondentów brało dany lek dostępny bez recepty wbrew opinii lekarza.

Obecnie funkcję edukacyjną w kontekście samoleczenia i autodiagnostyki w dużej części przejęły media. Emitowane w telewizji i radio reklamy produktów leczniczych są dla pacjentów głównym źródłem wiedzy na temat preparatów OTC. Niestety reklamy leków coraz częściej przyjmują agresywną formę łamiąc nie tylko zasady Kodeksu Etyki Reklamy, ale również przepisy Prawa Farmaceutycznego. Celem takich działań jest zwiększenie sprzedaży reklamowanych leków. Racjonalizacja ich stosowania a tym samym zmniejszenie ich sprzedaży są w oczywisty sposób sprzeczne z interesami producentów.

Taka sytuacja sprawia, że ostatnim frontem racjonalizacji i edukacji pacjentów na temat stosowania i działania leków są pracownicy aptek. Niestety rola farmaceutów w tym kontekście ulega ciągłemu umniejszaniu, właśnie przez opiniotwórcze działanie reklamy produktów leczniczych, ale też poszerzający się asortyment leków dostępnych bez recepty. W obliczu niebezpieczeństw wynikających ze zmian, jakie następują na rynku leków konieczne wydaje się więc zwiększenie dotychczasowych uprawnień farmaceutów. Tendencja ta obserwowana jest na całym świecie. Nadrzędnym celem takich zmian jest bezpieczeństwo pacjentów, racjonalne stosowanie leków, obniżanie kosztów terapii i odciążanie lekarzy w leczeniu drobnych dolegliwości. Takich właśnie zmian potrzebujemy w Polsce.

Obecne uprawnienia

Jednym z najważniejszych uprawnień jakie posiadają obecnie polscy farmaceuci jest możliwość wydania pacjentowi bez recepty lekarskiej produktu leczniczego zastrzeżonego do wydawania na receptę. Zgodnie z art. 96.2. Prawa Farmaceutycznego może to jednak nastąpić wyłącznie w sytuacji nagłego zagrożenia życia lub zdrowia pacjenta, a niezbędny mu lek farmaceuta może wydać tylko w najmniejszym terapeutycznym opakowaniu, z wyłączeniem środków odurzających, substancji psychotropowych i prekursorów grupy I-R. Fakt skorzystania z tego uprawnienia magister farmacji dokumentuje za pomocą recepty farmaceutycznej.

Niestety wspomniany art. 96.2. nie precyzuje jakie sytuacje można uznać za stwarzające nagłe zagrożenie dla zdrowia i życia pacjenta. W rezultacie farmaceuci mając trudności z jednoznaczną interpretacją tego zapisu, obawiają się używać swoich uprawnień. Obawa ta jest podyktowana przede wszystkim groźbą kary ze strony Państwowej Inspekcji Farmaceutycznej, której jednym z zadań jest weryfikacji zasadności wystawienia recept farmaceutycznych. W rezultacie w wielu polskich aptekach w obawie przed konsekwencjami, kierownicy aptek zupełnie rezygnują z korzystania ze wspomnianych uprawnień.

Jakie sytuacje można zatem uznać, za nagłe zagrożenie życia lub zdrowia pacjenta? Czy pacjent z ewidentnymi objawami hiperglikemii może w oparciu o art. 96.2. Prawa Farmaceutycznego uzyskać od farmaceuty insulinę? A co z pacjentem, któremu właśnie skończyły się tabletki na nadciśnienie i nie ma możliwości skontaktowania się z lekarzem w celu uzyskania od niego recepty? Czy niezażycie leku nie będzie stanowiło zagrożenia jego zdrowia lub życia? Takich przykładów można by mnożyć. Ich wspólnym mianownikiem jest brak pewności farmaceuty, czy właściwie interpretuje zapisy prawa farmaceutycznego umożliwiające mu wydanie bez recepty lekarskiej leku, który jej wymaga.

Konieczna ewolucja

W rezultacie wielu farmaceutów widzi konieczność zmian w treści całego art. 96. Prawa Farmaceutycznego w taki sposób, aby nie ograniczał on możliwości wydania przez magistra farmacji bez recepty lekarskiej leku o kategorii Rp, tylko do bliżej niesprecyzowanych sytuacji nagłego zagrożenia zdrowia lub życia pacjenta. Decyzja o wydaniu takiego leku „na receptę farmaceutyczną” powinna w pełni należeć do farmaceuty i być wynikiem jego wiedzy, doświadczenia, wywiadu z pacjentem lub w wyjątkowych sytuacjach kontaktu z lekarzem prowadzącym.

Rozszerzenie uprawnień farmaceutów powinno także wiązać się ze stworzeniem przez Ministra Zdrowia osobnego wykazu substancji leczniczych, które na podstawie recepty farmaceutycznej magister farmacji mógłby wydawać swoim pacjentom. Celem takiego wykazu byłoby dokładne doprecyzowanie zakresu uprawnień farmaceutów, a jednocześnie zdefiniowanie sytuacji w jakich mogłoby zostać one wykorzystane, jak na przykład:

  • Kontynuacja stosowania leku stale zażywanego przez pacjenta (astma, nadciśnienie, cukrzyca)
  • Uzupełnienie leku niezbędnego do dokończenia terapii (np. antybiotyku wylanego przez dziecko)
  • Terapia drobnej dolegliwości niewymagającej wizyty u lekarza (zgaga, ból, ZUM)
  • Wydanie z kategorii Rp tańszego odpowiednika dla leku OTC
  • Wymiana przeterminowanego leku będącego niezbędnym elementem apteczki (np. nitrogliceryny, kaptoprylu czy adrenaliny).

Wskazane byłoby również uzupełnienie treści recepty farmaceutycznej o podpis pacjenta, który potwierdzałby w ten sposób fakt uzyskania od farmaceuty wszystkich niezbędnych informacji potrzebnych do bezpiecznego i skutecznego zastosowania produktu leczniczego. Takie rozwiązanie dawałoby pewność, że pacjent posiadł wiedzę na temat działania, stosowania, przeciwwskazań i efektów ubocznych produktu leczniczego. Podpisanie takiego „oświadczenia” byłoby warunkiem wydania leku przez farmaceutę.

Wymierne korzyści

Umożliwienie wydawania farmaceutom leków o kategorii Rp na podstawie recepty farmaceutycznej, nie tylko w sytuacjach nagłego zagrożenia życia lub zdrowia, wiązałoby się z szeregiem korzyści dla samych pacjentów, budżetu Państwa oraz całego społeczeństwa.

  • Tańsze leki dla pacjentów

Obecnie na polskim rynku leków istnieje wiele produktów leczniczych zawierających dwie kategorie dostępności: Rp i OTC. Mowa o takich substancjach leczniczych jak ranitydyna, loratadyna, desloratadyna, cetyryzyna, lewocetyryzyna, cyklopiroks, ibuprofen, fenspiryd, feksofenadyna, furazydyna, meloksykam, naproksen, drotaweryna, skopolamina, omeprazol, pantoprazol, loperamid itd. W wielu przypadkach jedyną różnicą między tym samym lekiem w wersji OTC i Rp jest cena. Oczywiście zdecydowanie wyższa jest ona w przypadku leku dostępnego bez recepty lekarskiej. To sprawia, że pacjenci chcący leczyć się samodzielnie muszą kilkukrotnie przepłaca
, ponieważ farmaceuta nie może im zaproponować tańszego leku o kategorii dostępności Rp.

Rozszerzenie uprawnień farmaceutów pozwoliłoby zatem takim pacjentom znacząco zaoszczędzić. W wielu przypadkach umożliwiłoby to również skorzystanie z urzędowych cen leków refundowanych, które są nieustannym tematem negocjacji Ministerstwa Zdrowia.

Oto przykładowe leki i oszczędności, jakie zyskali by pacjenci dzięki poszerzeniu uprawnień farmaceutów:

Rp. Furaginum Teva – 7,13 zł (cena urzędowa)
OTC Urofuraginum – ok. 18 zł (cena rynkowa)

Rp. Controloc 20 mg, 14 tabl. – 6,30 zł (cena urzędowa)
OTC Controloc Control – ok. 15 zł (cena rynkowa)

Rp. No-Spa Forte – ok. 11 zł (cena rynkowa)
OTC No-Spa Max – ok. 15 zł (cena rynkowa)

Rp. Ibuprofen HASCO 200 mg, 60 tabl. – 6,21 zł (cena urzędowa)
OTC Ibuprom 200 mg 50 tabl. – ok. 20 zł (cena rynkowa)

Rp. Loperamid 30 tabl. – 7,57 zł (cena urzędowa)
OTC Stoperan 8 tabl. – ok. 8 zł (cena rynkowa)

Rp. Ranigast 150 mg, 60 tabl. – 11,63 zł (cena urzędowa)
OTC Ranigast Max 150 mg, 20 tabl. – ok 13 zł (cena rynkowa)

  • Oszczędności dla budżetu Państwa

Umożliwienie farmaceutom wydawania leków o kategorii Rp w sytuacjach innych niż tylko nagłego zagrożenia życia lub zdrowia przyczyniłoby się również do zwiększenia oszczędności dla budżetu Państwa. Farmaceuci korzystając z rozszerzonych uprawnień mogliby bowiem odciążyć lekarzy – głównie w kwestii kontynuacji leczenia ustabilizowanych pacjentów cierpiących na choroby przewlekłe. Wielu z nich odwiedza co miesiąc apteki realizując recepty na te same leki (nadciśnienie, cukrzyca, astma). Część z wykupywanych przez nich leków nie podlega refundacji lub jest ona bardzo mała. W takich sytuacjach konieczność comiesięcznych wizyt w gabinecie lekarskim jest jedynie obciążeniem i problemem – zarówno dla samych pacjentów jak i systemu opieki zdrowotnej.

Wiedza i doświadczenie farmaceutów w połączeniu z rozszerzonymi uprawnieniami pozwoliła by również na skuteczniejsze leczenie drobnych dolegliwości bez konieczności wizyty u lekarza. W sytuacjach oczywistego rozpoznania przyczyny dolegliwości farmaceuta mógłby zalecić pacjentowi terapię skuteczniejszymi lekami z kategorii dostępności Rp, dla których nie ma alternatywy w kategorii OTC.

  • Racjonalizacja samoleczenia

Obecnie pacjenci większość wiedzy na temat leków i samoleczenia czerpią z reklam i mediów. Są to często informacje nieobiektywne lub nierzetelne, których celem jest przede wszystkim zwiększenie sprzedaży danego produktu. Wyedukowany w ten sposób pacjent jest często nieczuły na sugestie i próby racjonalizacji leczenia ze strony farmaceuty. To prowadzi do nadużywania i niewłaściwego stosowania produktów leczniczych, które nie tylko szkodzi samemu pacjentowi ale i generuje koszty dla budżetu Państwa związane z leczeniem powikłań polekowych.

Zaimplantowanie w świadomości pacjentów informacji o tym, że magister farmacji ma możliwość na podstawie recepty farmaceutycznej wydania silniejszych i skuteczniejszych leków sprawiłaby, że farmaceuci zaczęliby odgrywać bardziej znaczącą rolę w procesie samoleczenia (jak również autodiagnozy). Z kolei uwarunkowanie wydania leku wysłuchaniem informacji na jego temat udzielonej przez farmaceutę i podpisaniem „oświadczenia” potwierdzającego ten fakt, zdecydowanie zwiększyłoby bezpieczeństwo stosowania produktów leczniczych.

  • Ograniczenie dostępu do środków uzależniających

Ogromnym problemem nieustannie sygnalizowanym przez media i specjalistów są przypadki zatruć lekami zawierającymi dekstrometorfan, kodeinę, benzydaminę i pseudoefedrynę wśród młodzieży. Młodzi ludzie eksperymentują z niebezpiecznymi lekami dostępnymi bez recepty by wprowadzić się w stan przypominający zażycie narkotyków. Skutki tego zjawiska mają nie tylko niepokojące znaczenie społeczne, ale również stanowią spore obciążenie dla budżetu Państwa (ze względu na częste hospitalizacje). Jedynym rozwiązaniem tego problemu – co potwierdzają eksperci – jest zmiana kategorii dostępności preparatów zawierających wspomniane substancje z OTC na Rp.

Takie rozwiązanie wiązałoby się jednak z dużymi ograniczeniami dostępu pacjentów do leków stosowanych w leczeniu objawów przeziębienia. Wspomniane substancje znajdują się bowiem głównie w lekach na katar, kaszel czy ból gardła. W tej sytuacji idealnym rozwiązaniem byłoby rozszerzenie uprawnień farmaceutów do wydawania leków o statusie Rp na receptę farmaceutyczną. Magister farmacji mógłby umożliwić samoleczenie wspomnianymi preparatami pacjentowi, który ich naprawdę potrzebuje. Dla pozostałych – w tym przede wszystkim nieletnich – takie produkty byłyby niedostępne.

Kwalifikacje farmaceutów

Z pewnością najwięcej wątpliwości i dyskusji wzbudzi fakt przygotowania oraz kwalifikacji farmaceutów do wydawania na receptę farmaceutyczną leków do tej pory dostępnych wyłącznie z przepisu lekarza. Czy magister farmacji posiada wiedzę wystarczającą do samodzielnego ordynowania leków? Czy w warunkach aptecznych możliwe jest przeprowadzenie wywiadu z pacjentem umożliwiającego odpowiedzialne wydanie leku z kategorii Rp? Kto weźmie odpowiedzialność za leczenie pacjenta, który zamiast do gabinetu lekarskiego będzie udawał się do apteki? Aby odpowiedzieć na te pytania, trzeba najpierw zrozumieć ideę i powody proponowanych zmian…

Farmaceuci nigdy nie stanowili i nie będą stanowić konkurencji dla lekarzy.

Kwalifikacje obu tych grup zawodowych wzajemnie się uzupełniają, dlatego proces leczenia pacjenta jest niemożliwy bez którejś z nich. Rozszerzenie uprawnień magistrów farmacji w kwestii wydawania leków z kategorii Rp wcale nie oznacza, że będą oni podejmowali decyzje dotyczące terapii pacjenta lub będą zmieniali zalecenia lekarskie. Celem proponowanych zmian jest wyręczenie lekarzy głównie w kwestiach formalnych, dotyczących kontynuacji terapii. Mają one również zmniejszyć liczbę pacjentów odwiedzających gabinety lekarskie z błahych powodów – np. zdiagnozowania i leczenia drobnych dolegliwości, które nie wymagają specjalistycznych leków. Wszelkie wątpliwości i niejasne sytuacje mogą być bez problemu rozstrzygnięte poprzez kontakt farmaceuty z lekarzem prowadzącym.

System edukacji polskich farmaceutów sprawia, że są oni przygotowani do podjęcia zadań wynikających z proponowanych zmian. Doświadczenie zdobywane przez magistra farmacji w przebiegu pracy zawodowej pozwala identyfikować i rozróżniać oczekiwania pacjentów od ich faktycznych potrzeb. Umożliwienie wydawania farmaceutom określonych leków dostępnych dla pacjentów z przepisu lekarza, nie tylko w sytuacjach nagłego zagrożenia życia lub zdrowia pacjenta, byłoby też realnym krokiem w kierunku rozwoju opieki farmaceutycznej w Polsce – usługi farmaceutycznej zapisanej w Ustawie o izbach aptekarskich i będącej tematem wielu godzin zajęć podczas studiów farmaceutycznych.

Światowe przykłady

Można by tutaj przytaczać niezliczone przykłady krajów, w których uprawnienia farmaceutów daleko wykraczają poza te posiadane przez polskich magistrów farmacji. Miałyby one jednak wyłącznie wartość zwykłej ciekawostki… Tego typu uprawnienia są bowiem zawsze odpowiedzią na miejsce i funkcję farmaceuty w systemie opieki zdrowotnej. W takich krajach jak USA, Wielka Brytania, Nowa Zelandia, Australia czy Kanada farmaceuci mogą wystawiać własne recepty na leki z kategorii Rp, jednak zakres i charakter ich uprawnień jest różny. Wynika to z wielu czynników – dostępu do opieki zdrowotnej na danym obszarze, informatyzacji systemu przepływu danych medycznych, stopnia zaawansowania opieki farmaceutycznej czy ambicji samych farmaceutów.

W USA farmaceuci (w zależności od stanu) mogą przepisywać recepty swoim pacjentom pod nadzorem lekarza (dependent prescribing – obecne głównie w szpitalach) lub bez niego (independent prescribing). To rozwiązanie pozwala na zwiększenie udziału farmaceuty w procesie leczenia pacjenta i podział obowiązków z lekarzem prowadzącym. Podobny system funkcjonuje też w Kanadzie jednak tutaj prawa farmaceuty są nieco mniejsze. Bez nadzoru (independent prescribing) może on wydawać przede wszystkim lekarstwa potrzebne do kontynuacji terapii zleconej przez lekarza i antykoncepcję postkoitalną. Również w Europie uprawnienia farmaceutów są różne. W Wielkiej Brytanii przed pójściem do lekarza pacjent wybiera się najpierw do apteki. Zadaniem farmaceuty jest ocena jego stanu zdrowia i decyzja o skierowaniu go do lekarza lub podjęciu samoleczenia. Umożliwiają to leki na receptę (Prescription Only Medicines), których stosowanie odpowiednio przeszkolony farmaceuta może zalecić pacjentowi bez konieczności wizyty u lekarza. Podobne uprawnienia posiadają niektóre brytyjskie pielęgniarki.

Rola i uprawnienia farmaceutów w każdym z tych krajów jasno wynikają z potrzeb systemu opieki zdrowotnej i nieustanie ewoluują. W Polsce uprawnienia farmaceutów nie zmieniły się od ponad 20 lat mimo, że obraz naszego rynku leków uległ w tym czasie niepokojącym przemianom – szczególnie w kontekście niekontrolowanego wzrostu liczby leków w kategorii OTC. Przemiany te stały się przyczyną licznych absurdów (leki o podwójnych kategoriach dostępności) i zagrożeń (nadużywanie niebezpiecznych leków przez młodzież), które wymagają natychmiastowych rozwiązań. Jedynym realnym sposobem na zapanowanie nad niebezpiecznie rozrastającym się i niezwykle kosztownym rynkiem leków w Polsce jest zwiększenie uprawnień farmaceutów. Pracownicy aptek są bowiem ostatnim bastionem wykwalifikowanych pracowników służby zdrowia zdolnych do racjonalizacji i zwiększenia bezpieczeństwa stosowania leków.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Farmaceuta nie jest sprzedawcą Farmaceuta nie jest sprzedawcą

Zawód farmaceuty funkcjonuje obecnie w izolacji od całego systemu świadczeń opieki zdrowotnej. Zmien...

Apteka to najlepsze miejsce dla suplementów diety Apteka to najlepsze miejsce dla suplementów diety

Suplementy diety nie mają w ostatnim czasie najlepszej prasy. Czy rzeczywiście są nam potrzebne? Jak...

Apteki mają profity z wydawania zamienników? Apteki mają profity z wydawania zamienników?

Na portalu WP abczdrowie.pl pojawił się artykuł, w którym pojawia się sugestia, ze zamienniki leków ...