REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
wt. 19 maja 2020, 13:27

Sieci kontra apteki indywidualne – konflikt, na którym traci farmaceuta cz.1

Zauważyłem, że ostatnio stary konflikt pomiędzy przedstawicielami sieci aptecznych, a połączonymi siłami izb aptekarskich i indywidualnych aptekarzy nabrał na sile. Obserwowałem biernie kontrowersyjny materiał, który ukazał się w TVP, a także mniej lub bardziej kulturalne Twitterowe dyskusje. Czas więc na podsumowanie i komentarz.

fot. shutterstock

Prolog

Gdyby ktoś niezorientowany, skusił się na kliknięcie w mój tekst, opiszę okoliczności tego konfliktu. Ci, którzy znają temat, mogą go sobie odświeżyć – niektórym przyda się na pewno 🙂 Tak więc w 1231 roku na mocy dekretów króla Sycylii Fryderyka II, powstał zawód aptekarza, następnie… żartuje, to nie tak dawno. Lata 90- te były krótkim – złotym okresem farmacji. 89 rok zmienił bardzo wiele, a dla farmaceutów najważniejszą informacją było to, że własna apteka to wspaniały, lukratywny biznes.

REKLAMA

Szybko jednak pojawił się problem – co dalej? Przecież dziecko nie-farmaceuta nie może być właścicielem apteki. Tak więc poprzez presję środowiska aptecznego zniesiono pierwotny zapis Apteki dla Aptekarza. Jak śmiesznie brzmią teraz argumenty porównujące Polskę z Niemcami i Francją. Środowisko samo dążyło do zniesienia świętej zasady prowadzenia apteki przez aptekarza, po to, żeby 20 lat później uznać to za największą zbrodnię i uchwalić je na nowo. Tak zmarnowano 20 lat.

Tym gorzej, że ten sam problem pojawił się wśród farmaceutów już przed wojną i aptekarze znaleźli znacznie lepsze rozwiązanie. Mianowicie po śmierci farmaceuty, właściciela apteki, zarządzanie apteką przypadało na wdowę po zmarłym lub bliskiego krewnego, przy nadzorze pracującego w aptece prowizora farmacji. Apteka pełnoprawnie wracała do właściciela, po tym jak dziecko ukończyło studia farmaceutyczne. Dało się?

Konsekwencje

Zacznę od okoliczności łagodzących tamtą decyzję. Francja i Niemcy nie zaznały komuny i nie zmierzyły się z potwornym gwałtem na prawie własności, jakiego doświadczyli Polscy farmaceuci. Poniżej fragment, który fantastycznie opisuje okoliczności i klimat lat 1950 i 1951.

„Po krótkim okresie sprawnego funkcjonowania, właścicielom aptek zaczęto sprawiać celowo coraz większe kłopoty: narzucono na apteki drakońskie podatki, dręczono zagmatwaną korespondencją urzędową, część leków i surowców była ściśle reglamentowana… Aptekarze zaczynali tracić grunt pod nogami w momencie, gdy Polska wkraczała w najczarniejsze czasy stalinowskie. W prasie, bez wyjątku uległej szalejącej władzy komunistycznej, zorganizowana została nagonka na „aptekarzy-wyzyskiwaczy”, celowo zawyżających ceny leków, które rzekomo były tanie i powszechnie dostępne! Farmaceutów przedstawiano jako kastę zawodową, wzbogacającą się na cudzym cierpieniu, a w najlepszym razie oskarżano o nieudolność w prowadzeniu aptek i niewłaściwe zaopatrywanie się pełnych jakoby hurtowniach. Cóż pozostawało „opiekuńczemu” państwu ludowemu? Przejąć apteki na własność skarbu państwa, dodajmy – państwa socjalistycznego, którego własnością pozostawała cała wytwórczość, hurt i detal.”  – Brzmi dziwnie znajomo, prawda?

Cały tekst polecam tutaj.

Nawet w trakcie wojny, nawet w gettach narodowi socjaliści nie dopuścili się tego, co w okresie pokoju zrobili komuniści. W mojej ocenie to właśnie wtedy raz na zawsze zniszczono w Polsce tradycję aptekarstwa rodzinnego/indywidualnego, której niestety nie udało się odtworzyć po 89’, przez co powrót do tego stanu rzeczy jest już niemożliwy.

Krótkowzroczne było myślenie o zniesieniu apteki dla aptekarza, która docelowo służyła zagrzebaniu marzeń o powrocie stanu rzeczy sprzed 1951 roku. Mam nadzieję, że Ci bardziej przedsiębiorczy w odpowiednim czasie zrozumieli, dokąd prowadzi ta decyzja, sprzedali mało przyszłościowy biznes i dobrze żyją. Wkrótce sieci szybko zaczęły prostym sposobem, którym rządzi się wolny rynek (którego ówczesne pokolenie nie znało) dominować mniejsze przedsiębiorstwa.

REKLAMA
REKLAMA

Jaki to był sposób? Cena – tyle wystarczyło. Misja, tradycja, fachowa obsługa, doskonałe receptury leków robionych, gwarancja najlepszych leków i produktów– nic z tych rzeczy, nie sprawiło, że pacjenci woleli wybrać aptekę „indywidualną”, od sieciowej. Pytanie brzmi, czy one faktycznie się tym wyróżniały? Czy wyróżniają się tym teraz? Bo taki przekaz można chyba usłyszeć…

Apteki sieciowe koszą nas cenami, może powinniśmy być lepsi jakością usług? Może powinniśmy wprowadzić udokumentowaną ustawę o zawodzie, razem z opieką farmaceutyczną i walczyć jakością z marketingiem? Może tak powinniśmy się zareklamować? 

No właśnie zareklamować. Zamiast takiego pomysłu, aptekarze, którzy sądzili, że jakością obsługi, marketingiem farmaceutycznym (który uważano za pogwałcenie etyki zawodu) nie wygrają z finansowymi hegemonami, woleli więc wybrać walkę na kolejne zmiany prawne. Zakazem reklamy rozpoczęto ratunek tonącego.

Będziemy bezpieczni, kiedy zabronimy im się reklamować.

Oczywiście pomysł ten udało się uargumentować, bo wiele reklam aptek odbiegało od norm etycznych. Ujmę to tak, wieloryb połknął przynętę wędkarza. Potem, parę lat później pojawił się powrót idei apteki dla aptekarza, o której pisałem tutaj.

Część właściwa dramatu w 2 części artykułu.

W artykule wykorzystano fragment artykułu:

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA