Suplementy diety tylko z apteki

25 października 2017 11:15

Profesor Iwona Wawer jest autorytetem w Polsce, jeśli chodzi o wiedzę na temat suplementów diety. Od lat promuje ich świadome stosowanie i odpowiedzialne wytwarzanie. Postanowiliśmy porozmawiać z nią na temat negatywnego wizerunku suplementów diety, jaki w ostatnim czasie jawi się w mediach i faktycznych potrzebach Polaków, jeśli chodzi o suplementację.

Prof. Iwona Wawer – chemik, profesor nauk farmaceutycznych, pracuje na Wydziale Farmaceutycznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. (fot. archiwum domowe)
MGR.FARM: Opublikowany kilka tygodni temu raport Najwyższej Izby Kontroli ukazał dość dramatyczne oblicze polskiego rynku suplementów diety. Do jakiego stopnia Pani zdaniem odzwierciedla on rzeczywistość i czy może wpłynąć na odbiór tej grupy produktów przez konsumentów?

IW: Przede wszystkim raport ten nie był adresowany do konsumentów, a do instytucji zajmujących się suplementami diety – Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Ministerstwa Zdrowia. Moim zdaniem nie miał za zadanie przestraszyć konsumentów, tylko po prostu zwrócić uwagę na pewne nieprawidłowości w branży i zrobił to skutecznie. Aczkolwiek ja bym się nie we wszystkim zgadzała, głównie jeśli chodzi o listę suplementów, które zostały w nim podane jako przykłady tych „niebezpiecznych”.

Natomiast zgadzam się z raportem, iż instytucje kontrolne nie sprawują dostatecznego nadzoru nad tym rynkiem, a wynika to z braku środków finansowych i niewystarczającej liczby pracowników GIS. Suplementów jest kilkanaście tysięcy, firm ponad 300 i jest to rynek, który bardzo szybko rośnie. Naprawdę trudno jest sprawować kontrolę, zapewnić jakość i bezpieczeństwo, zwłaszcza, że są to produkty bardzo różnorodne, od syntetycznych witamin po mikroorganizmy (probiotyki).

Oczywiście rodzi się pytanie czy w tej sytuacji powinniśmy zmieniać prawo czy też zmieniać instrumenty do jego egzekwowania. Uważam, że obecne prawo jest dobrze skonstruowane. W Polsce funkcjonują przepisy implementowane w ramach naszego członkostwa w Unii Europejskiej, które dość dobrze regulują ten rynek. W nich wyraźnie jest powiedziane, że za jakość suplementów diety (jak i w przypadku każdego innego produktu) odpowiada producent.

Wydaje mi się, że problemem są zbyt mało dotkliwe kary dla nieuczciwych producentów. To dobrze działa w takich krajach jak Niemcy czy Francja. Tam nie ma wielce rozbudowanego aparatu kontroli czy represji, natomiast jeśli już kogoś złapią, to kary są tak dotkliwe, że producentom po prostu nie opłaca się nie spełniać wszystkich standardów.

MGR.FARM: Czyli Pani zdaniem problemem nie jest polskie prawo, tylko narzędzia do jego egzekwowania?

IW: Tak, narzędzia. Jeśli wielkiej firmie daje się karę rzędu 10 tys. zł za złamanie jakichś przepisów, to ona może się z tego tylko śmiać. Tutaj powinny być bardziej dotkliwe kary. Teraz zdarzają się sytuacje, gdy producent wypuszcza jakiś preparat, który nie jest notyfikowany, ma jakieś nieakceptowane lub nieodpowiednie składniki, a do tego daje intensywną reklamę i ściąga pieniądze z rynku, po czym znika. W mojej opinii w takich sytuacjach należałoby firmę ścigać.

Ten problem dotyczy głównie producentów, którzy próbują naciągnąć konsumentów sprzedając coś w internecie, chociaż podobne ogłoszenia można też znaleźć w prasie. Chodzi o reklamy zachwalające jakiś preparat, który na przykład wyleczył Fidela Castro albo obiecujące, że się schudnie 20 kilogramów w tydzień. Myślę, że groźba naprawdę dotkliwej kary skutecznie odstraszałaby tego typu nieuczciwych producentów.

Z drugiej strony musimy sobie zdać sprawę z tego, że nie ma gałęzi przemysłu, w której nie zdarzałyby się fałszerstwa. Czy to będzie żywność, elektronika czy odzież. Również leki są fałszowane, mimo, że kontrola nad nimi jest bardzo rygorystyczna. W każdym przemyśle jest szara strefa, z którą trzeba walczyć, ale to jest ułamek całej produkcji. Nie chciałabym, żeby w świadomości społeczeństwa pozostała taka etykieta, że suplementy są fałszowane i to jest jakiś szemrany interes. Bo to jest nieprawda.

[img]https://mgr.farm/sites/default/files/mgr_12.png[/img]MGR.FARM: Jakiś czas temu stwierdziła Pani, że w ich tworzenie są angażowani coraz częściej specjaliści od marketingu, a nie dietetycy. Czy pani zdaniem większym zagrożeniem jest dla suplementów diety ten agresywny marketing czy nieuczciwi producenci, fałszujący swoje preparaty?

IW: Fałszowane suplementy to jest zupełny margines – mniej niż 1% całego rynku. To jest problem, który powinny rozwiązać organy ścigania, prokuratura. Druga sprawa to jakość i przydatność suplementów. Firmy poczuły, że to jest szybko rozwijający się rynek i że te składniki żywności, które mogą się przydać ludziom są bardzo liczne. Ludzie w dzisiejszych czasach naprawdę jedzą bardzo różne rzeczy, w pośpiechu, nieracjonalnie, więc można próbować im wmówić, że pewnych składników im brakuje.

W tej sytuacji ważną rolę powinien odegrać Instytut Żywności i Żywienia, który na podstawie badań wyraźnie powiedziałby, jak odżywiają się Polacy i czego naprawdę im brakuje. Warto przytoczyć definicję suplementu diety i wyraźnie powiedzieć konsumentom, że suplement jest to składnik wyprodukowany celem uzupełnienia jego niedoboru w diecie. Suplement z samej definicji ma coś suplementować czyli uzupełniać, jeśli człowiekowi czegoś brakuje. Ale jeśli mu nie brakuje, to po co mu wmawiać, że to jest mu potrzebne? Nie ma powodu.

Ciągle powtarzam, że po pierwsze musimy mieć dobre rozpoznanie potrzeb i niedoborów składników w żywności i w środowisku. Po to żeby pokazać jakich składników brakuje różnym grupom ludzi. Do takich znanych od dawna należy jod. Mieszkając dalej od morza mamy niedobór jodu, ale wszyscy już o tym wiedzą. Na północy, tam gdzie sięgał lodowiec, w glebach jest za mało selenu. To też jest sprawa społeczna, bo niedobór może zwiększać ryzyko nowotworów.

Polskie Towarzystwo Magnezologiczne mówi, że w diecie typowego Polaka brakuje 1/3 zapotrzebowania na magnez. Jemy głównie białe pieczywo, więc brakuje nam błonnika. Są to więc składniki, których niedobory można stwierdzić w dużych grupach społecznych.

Do tego dochodzą potrzeby indywidualne, jak na przykład w przypadku sportowców, kobiet w ciąży czy seniorów. W mojej opinii każdy, kto chce korzystać z suplementów diety powinien w pierwszej kolejności wybrać się do dietetyka i porozmawiać z nim, opowiedzieć o swoim sposobie odżywiania. Na przykład, jeśli ktoś je rzadziej niż raz w tygodniu ryby, to będzie potrzebował więcej kwasów omega-3. I w ten sposób zapewnia się prawidłową, racjonalną suplementację. Ale to musi być sprawa indywidualna, dlatego należy kupować odpowiedni preparat po rozmowie z dietetykiem, a nie podejmować takich decyzji pod wpływem reklam.
Niestety wiele suplementów jest tworzonych pod wpływem specjalistów od marketingu. Chodzi o to, że firma zamiast się zastanowić nad stworzeniem suplementu, który na przykład uzupełnia dietę w witaminy, chce przede wszystkim konkurować z innymi producentami. Jak firma A ma jakiś suplement, który ma trzy składniki, to my damy pięć. Patrząc na składy niektórych suplementów protestuję, jestem bowiem przekonana, że w projektowaniu takich preparatów powinni brać udział naukowcy, głównie specjaliści od żywienia, a nie marketing.

[img]https://mgr.farm/sites/default/files/mgr_12.png[/img]MGR.FARM: Jak ocenia Pani edukację farmaceutów w Polsce jeśli chodzi o suplementy diety? Czy wiedzą wystarczająco wiele by rzetelnie edukować pacjentów na ten temat?

IW: Myślę, że farmaceuci są w tej chwili najlepiej przygotowani zawodowo do doradzania w kwestii stosowania suplementów diety. Po pierwsze dlatego, że na studiach mają bromatologię, czyli naukę o żywieniu. Po drugie, trzeba zwrócić uwagę, że wiele suplementów wcześniej miało status leków, albo zawiera substancje, które równocześnie funkcjonują jako leki, choć w innych dawkach. Dotyczy to szczególnie składników roślinnych, ale nie tylko, bo również witamin. Można wymienić na przykład melatoninę na sen, która jest zarejestrowana jako lek, a mniejsza dawka jest w suplemencie. W wielu suplementach są takie składniki, o których właściwie tylko farmaceuta może opowiedzieć co to jest.

Trzeba wykorzystać wiedzę farmaceutów i tę sytuację, że są to preparaty sprzedawane w aptece. Z mojego punktu widzenia to bardzo dobrze, że konsument może pójść do apteki i tam farmaceuta wie co mu doradzić. Kolejnym atutem jest to, że farmaceuci muszą się nieustanie dokształcać To jest zawód wymagający ciągłego rozwoju, ustawicznego kształcenia, a w podyplomowym kształceniu są przecież wykłady o składnikach suplementów diety. Poza tym farmaceuci mają pisma fachowe, mogłabym wymienić wiele czasopism, które przekazują bardzo dobrą, merytoryczną wiedzę. Naprawdę farmaceuta może konsumentowi czy pacjentowi w aptece dobrze doradzić.

MGR.FARM: Można odnieść wrażenie, że farmaceuci mają problem z rzetelną oceną suplementów diety i ich rekomendacją pacjentom. Czy jest Pani w stanie doradzić tym, którzy będą czytać ten wywiad, czym mają się kierować przy polecaniu pacjentom określonych suplementów diety?

IW: Wierzę, że farmaceuci to są rozsądni ludzie, znają również firmy farmaceutyczne i polecają dobre preparaty, nie kierując się tylko zyskiem. A tak się składa, że w Polsce dużo firm farmaceutycznych produkuje również suplementy diety. Bo do tego potrzebne są w zasadzie te same urządzenia – tabletkarki, kapsułkarki. Najczęściej jest tak, że firmy mają dwie linie produkcyjne – jedną do suplementów, a drugą do leków. Nawet jeśli byłaby ta sama, to wytwarzają je urządzenia o ogromnej wydajności, pracujące w systemie Dobrej Praktyki Wytwarzania, więc to jest bardzo wysoki standard.

Wiedza o możliwościach firmy jest jednym z elementów, o który można oprzeć doradztwo i rekomendację. Można polecać suplementy firm, które mają dział kontroli jakości, dział badawczo rozwojowy – często pracują tam absolwenci farmacji.

MGR.FARM: Dość często konsumenci traktują suplementy jak leki. Są przekonani, że po kilku tabletkach odczują efekt ich stosowania. W rezultacie w aptekach częsta jest sprzedaż suplementów diety na listki – po 10 lub 30 tabletek. Jak przekonać pacjenta, że powinien stosować suplement diety regularnie i odpowiedni długo, żeby odniósł on efekt?

IW: Czas przestać sądzić, że suplement to lek. Jesteśmy przyzwyczajeni, że jak nas boli głowa, to połkniemy tabletkę przeciwbólową i po kilku minutach powinno przejść. Jednak inne leki nie działają tak szybko, a przecież jeśli chodzi o suplement, to w ogóle nie ma żadnego działania leczniczego. Kiedy jestem pytana czy suplement jest skuteczny, to mówię: przepraszam, nie ma czegoś takiego jak skuteczność, efektywność działania składnika żywności. Można sprawdzić, to czy ten składnik się wchłania. I wiadomo, że witaminy A, D czy E, rozpuszczalne w tłuszczach zostaną wchłonięte, jeśli podane zostaną z jakimś tłustym daniem. Natomiast suplement ma uzupełniać dietę w dany składnik, który musi się gdzieś po wchłonięciu wbudować w organizmie. Np. luteina musi dotrzeć do plamki żółtej oka. Wzrost stężenia karotenoidów w plamce następuje po kilku tygodniach suplementacji.

[img]https://mgr.farm/sites/default/files/mgr_12.png[/img]Klasycznym przykładem są suplementy uzupełniające składniki, które służą do budowy włosów, czyli krótko mówiąc tzw. „na włosy” czy „na paznokcie”. Jak wiadomo, jednym z ważniejszych składników jest krzem. Ludzie lubią białe pieczywo, białe bułeczki, które prawie nie mają krzemu, bo znajduje się on głównie w okrywach nasion, czy płatkach owsianych. W rezultacie takie osoby mogą mieć rzeczywiście słabe włosy. Scena znana z apteki: dziewczyna mówi, że stosowała suplementy i przez dwa tygodnie zjadła całe opakowanie, a efektu nie ma. Mądry farmaceuta powinien jej przypomnieć jak szybko rosną włosy. Jeden centymetr miesięcznie, prawda? Więc żeby było widać, że te włosy poprawiły się, to należałoby brać suplement kilka miesięcy. No powiedzmy, że po 3-4 miesiącach, ma szansę ten włos urosnąć tyle, że można będzie zauważyć jakąś różnicę. Robiąc pod mikroskopem analizę włosów osób, które dostarczają do organizmu te wszystkie związki siarki i krzemu, widać, że włosy są mocniejsze, mają odpowiednią strukturę, parametry na rozciąganie.

Efekty stosowania witamin można odczuć szybciej, kiedy mamy do czynienia z ich większymi niedoborami. Na przykład: krwawiące dziąsła. Obserwuję to u siebie, że po paru dniach suplementacji większą dawką witaminy C to mija. Ale witamina C dosyć szybko się wchłania, świetnie się rozpuszcza w płynach ustrojowych, bo jest rozpuszczalna w wodzie, szybko transportowana. Więc można szybciej te niedobory uzupełnić. Witamina D powinna być dostarczana stale, szczególnie jak mamy ciemne, krótkie dni.

Naukowcy uważają, że od końca października do końca marca powinniśmy przyjmować około 800 j.m. dziennie, a nawet 1000 jednostek i więcej. Zmienił się styl życia współczesnego człowieka.

Ja przytaczam przykład dziadków, którzy mieszkali na wsi. Do izby to się chodziło tylko spać – babcia była ciągle w obejściu, dziadek gdzieś tam na polu. Byli cały czas na powietrzu. A my co? Ja mam słońce jak idę rano na parking. Potem jadę samochodem i siedzę w sztucznym świetle cały dzień. Teraz ludziom, którzy pracują w szklanych wieżowcach ewidentnie potrzebna jest witamina D. Szyba zatrzymuje ultrafiolet i wiemy to już od początku tego wieku.

Dlatego nie mogę spokojnie słuchać opinii, które mówią, że suplementy szkodzą, trują i tak dalej. To jest zupełnie niepotrzebne straszenie ludzi w sytuacji, gdy niektóre składniki są im naprawdę potrzebne. Trzeba oczywiście ostrzegać przed nadmiernym stosowaniem suplementów. Ale jeśli ktoś czuje zmęczenie i osłabienie to powinien przede wszystkim zastanowić się nad swoim stylem życia i sposobem odżywiania. Zmiana diety na bardziej różnorodną, bogatą w warzywa i owoce to jest pierwsza racjonalna decyzja. Nie można jej zastąpić garścią suplementów. Nie tędy droga!

prof. Iwona Wawer – chemik, profesor nauk farmaceutycznych, pracuje na Wydziale Farmaceutycznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Prowadzi badania naturalnych antyoksydantów, jako składników leków, żywności i suplementów diety. Autorka lub współautorka ponad 200 publikacji naukowych i kilku książek. Niekwestionowany autorytet od lat promujący świadome, racjonalne stosowanie suplementów diety. Obecnie wice-prezes ds. naukowych Federacji Suplementów – organizacji powołanej w celu zapewnienia efektywnego współudziału podmiotów gospodarczych w tworzeniu prawnych, organizacyjnych i ekonomicznych warunków rozwoju sektora suplementów, jednej z najlepiej rozwijającej się gałęzi polskiej i światowej gospodarki.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Jak do człowieka Jak do człowieka

Wielokrotnie zadawałem sobie już to pytanie, na ile farmaceuta przy pierwszym stole powinien być pro...

Sieci małe, sieci duże… Sieci małe, sieci duże…

Podobno w Polsce funkcjonuje obecnie ponad 300 sieci aptecznych. Większość z nich to małe przedsiębi...

Kosma i Damian Kosma i Damian

26 września obchodzone jest wspomnienie Kosmy i Damiana, świętych kościoła katolickiego i prawosławn...