Krwawą Mary zna niemal każdy. Pod postacią drinka lub legendy rodem z horroru, Krwista Maryśka zapisała się w naszej świadomości i z pewnością mało kto odważy się wypowiedzieć trzykrotnie jej imię w stronę lustra, w ciemnym pokoju – choć przecież nikt w nią nie wierzy. O ile jednak sprawa istnienia Bloody Mary jest co najmniej dyskusyjna, to w historii medycyny zapisała się całkiem realnie inna Maria. Tyfusowa Mary, bo o niej mowa, za pomocą swojej kuchni wysłała na tamten świat kilku swoich chlebodawców, a dziesiątki innych poprowadziła na szpitalne łóżko. Odnalezienie pechowej kucharki zajęło dłuższą chwilę, a jej historia służy dziś za sztandarowy przykład dla epidemiologów…
Mary Mallon urodziła się w roku 1869 w Irlandii, ale już w wieku 15 lat wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu lepszego życia i nowych perspektyw. Później skrzętnie ukrywała swoje pochodzenie, jako miejsce urodzenia podając jedno z nikomu nieznanych amerykańskich miasteczek. Początkowo mieszkała razem ze swoim wujostwem, ale ciężka praca sprzątaczki, pokojówki, a następnie kucharki pozwoliła jej się szybko usamodzielnić. Mary kipiała z dumy, gdy udało się jej otrzymać posadę w kuchni znanego nowojorskiego bankiera. Jej dania były doceniane, pensja starczała na bieżące potrzeby i oszczędności, a praca nie należała do najcięższych. Niestety, niedługo potem coś dziwnego zaczęło się dziać w rodzinie chlebodawców…
Tajemnicze zachorowania
Kilkanaście osób z gospodarstwa, w tym zarówno członków rodziny, jak i pracowników, poważnie zachorowało na tyfus. Kilkoro ostatecznie zmarło. Przerażona potencjalną możliwością zarażenia się śmiertelną chorobą Mary w pośpiechu opuściła dobrze płatną posadę i rozpoczęła poszukiwanie kolejnej. Pech zdawał się jednak podążać za młodą emigrantką – podobnie jak bankierska rodzina Mamaroneck, również kolejni gospodarze Mary zaczęli chorować już dwa tygodnie po rozpoczęciu pracy. Mallon była więcej niż przerażona.
Warto wiedzieć, że tyfus w Nowym Jorku u progu XX wieku zbierał pokaźne żniwo. Świat nie znał jeszcze dobrodziejstw antybiotykoterapii, nie istniała również szczepionka przeciwko wywołującej tyfus (dur brzuszny) Salmonelli typhi. Wiedziano natomiast, że tyfus może przenosić się poprzez spożycie żywności lub wody zanieczyszczonej ekskrementami chorego. Bakcyl odpowiedzialny za wywołanie objawów był jednak nieuchwytny przez kilkadziesiąt lat. Dopiero w 1880 roku Karl Joseph Eberth wraz ze swoim studentem Rudolfem Virchowem wyizolowali Gram-ujemne pałeczki z brzusznych węzłów chłonnych oraz śledziony chorego. Ich odkrycie potwierdził swoim autorytetem Robert Koch. Nazwa „salmonella” zaś jest dowodem już wówczas istniejącej w środowisku naukowym hierarchii – pochodzi bowiem od zwierzchnika odkrywców, amerykańskiego patologa weterynaryjnego Elmera Salmona, który był kierownikiem akademickiego projektu poszukującego bakterii wywołującej tyfus.
Fakt, że poznano winny całemu zamieszaniu patogen, nie poprawiał niestety rokowania chorych. Choć tyfus zbierał największe żniwo na wojnach (szacuje się, że żołnierze mieli często większą szansę umrzeć na dur brzuszny niż z powodu odniesionych ran wojennych), ofiar nie brakowało w przeludnionych miastach, gdzie wciąż nie przestrzegano zachowania zasad higieny, a woda pitna łatwo ulegała skażeniu. Tyfus nie omijał także naszego kraju. W pierwszej połowie XX wieku dur brzuszny należał do najczęstszych chorób zakaźnych w Polsce, która była jednocześnie krajem o najwyższej zapadalności na dur brzuszny w Europie. Obserwowano dwa okresy nasilenia epidemii: w latach 1920–1922, gdy zgłaszano po kilkadziesiąt tysięcy zachorowań i kilka tysięcy zgonów rocznie, oraz w latach 1945–1947. Chorowali głównie mieszkańcy dużych miast.
Najbardziej znanym objawem tyfusu była gwałtownie przebiegająca wysoka gorączka, dolegliwości żołądkowo-jelitowe oraz stopniowo pogarszające się samopoczucie chorego, które szybko uniemożliwiało codzienne funkcjonowanie. Chory w kilka dni gwałtownie chudł i odwadniał się, co powodowało narastające majaczenie i zaburzenia świadomości. Rokowanie w chorobie było niepewne i w dużym stopniu zależało od wyjściowego stanu zdrowia chorego. Co ciekawe, dzieci przechodziły dur brzuszny o wiele lepiej niż dorośli. Śmiertelność w nieleczonej postaci duru brzusznego sięgała aż 30%. Kilka procent osób chorych na dur brzuszny po ostrym okresie choroby zostawała przez lata nosicielami Salmonella typhi. Mary Mallon nigdy na tyfus nie chorowała.
Podejrzliwy inspektor…
Jej wędrówka po kuchniach Nowego Jorku nabierała natomiast rozpędu. Kolejnym gospodarstwem był dom prawnika na Manhattanie, gdzie siedem z ośmiu osób, dla których gotowała Mary, zachorowało na tyfus, następnie – posiadłość bankiera w Oyster Bay, gdzie objawy choroby rozwinęły się u sześciu z jedenastu domowników. Nie wiadomo, czy Mary nadal uważała się za ściganą przez tyfus ofiarę, czy również nabrała podejrzeń, że choroba może wiązać się z nią samą.
Podejrzeń nabrał jednak ktoś inny. Inspektor sanitarny George Soper od 1906 tropił bakterię wywołującą tyfus i badał wybuchy epidemii choroby w Nowym Jorku. Analizując rodziny, wśród których wystąpiły zachorowania, sprawdził pracowników i osoby mające kontakt z domem. Wniosek był aż nazbyt jasny. Wszystkie rodziny miały coś wspólnego – ich kuchnię, choćby czasowo, prowadziła wyśmienita kucharka Mary Mallon.
George Soper był jednak człowiekiem ugodowym, wierzył również w ludzką przyzwoitość. Zadał sobie sporo trudu, aby odszukać Mary i porozmawiać z nią w cztery oczy. Zastał ją w kuchni kolejnych gospodarzy, gdzie z lubością przygotowywała dania na zbliżający się obiad. Kiedy wyjaśnił jej cel swojego przybycia, Mary nie tylko nie uwierzyła w jego wersję wydarzeń, ale również wyrzuciła go z domu, grożąc jednym z kuchennych utensyliów. Warto dodać, że według wszelkich źródeł była ona dobrze zbudowaną kobietą zacnego wzrostu. Argumentacja rzeczowa Mary Mallon była zaś prosta – sama czuje się świetnie, od lat pozostaje w dobrym zdrowiu i nigdy nie chorowała na tyfus.
Soper musiał więc diametralnie zmienić swoje zdanie o ludzkości i sięgnąć po środki innego typu. W 1907 roku w „Journal of the American Medical Association” został opublikowany artykuł opisujący przypadek Mary jako wektora zakażeń durem brzusznym w Nowym Jorku. Media błyskawicznie podchwyciły temat, nadając jej pseudonim Tyfusowej Mary. Sprawą zainteresował się Departament Zdrowia Miasta Nowego Jorku, co pociągnęło za sobą bezpośrednie konsekwencje dla krewkiej kucharki.
Przymusowa izolacja
Na początku XX wieku do spraw swobód obywatelskich oraz wolności jednostki podchodzono zgoła odmiennie niż dzisiaj. Mary została siłą doprowadzona do Departamentu, a następnie wnikliwie przesłuchana. Pomimo oczywistych faktów świadczących na jej niekorzyść, oskarżona tkwiła przy swoim stanowisku: nie była winna choroby i śmierci żadnego z zarażonych, a cała sprawa jest tylko fatalnym dla niej samej zbiegiem okoliczności. Mary otrzymała od Departamentu propozycję nie do odrzucenia – miała na zawsze porzucić karierę w gastronomii oraz poddać się przymusowemu leczeniu. Na początku zaproponowano jej usunięcie woreczka żółciowego. Ślepy upór Mallon i stanowcza odmowa doprowadziły ją do skazania na izolację społeczną – została przymusowo hospitalizowana w ośrodku Riverside Hospitable.










