REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
śr. 29 maja 2019, 13:48

Tyfusowa Mary. Historia pewnej epidemii…

Wszędzie tam, gdzie pojawiała się Mary Mallon, ludzie w tajemniczych okolicznościach zapadali na tyfus. Zanim ktokolwiek zorientował się, w czym tkwi problem, zachorowało 120 osób, z czego pięć zmarło. Historia Tyfusowej Mary to jednak nie tylko interesująca ciekawostka epidemiologiczna…

Przypadek Tyfusowej Mary wraca jednak zawsze wówczas, gdy pojawia się temat chorób zakaźnych i ich nosicieli, którzy mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia publicznego (fot. Shutterstock)
Przypadek Tyfusowej Mary wraca jednak zawsze wówczas, gdy pojawia się temat chorób zakaźnych i ich nosicieli, którzy mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia publicznego (fot. Shutterstock)

W ciągu dwóch lat spędzonych w osamotnieniu – jej towarzyszem był tylko wierny czworonóg – Mary dojrzała jednak do zmiany decyzji. W pełnym skruchy liście opisała swoje obecne życie, porównując je do zamknięcia w kolonii dla trędowatych, oraz solennie zobowiązała się do dożywotniego zaprzestania pracy w charakterze kucharki czy też przy produkcji żywności. Władze sanitarne oraz sąd przychyliły się do jej prośby, dostrzegając, jak bardzo młoda kobieta cierpi w zamknięciu.

REKLAMA

Mary wyszła na wolność i podjęła pracę praczki. Była to jednak posada słabo opłacalna w porównaniu z kucharką, jak również dużo cięższa fizycznie. Co więcej, Mallon uwielbiała gotować i miała do tego prawdziwy talent. Niepomna więc złożonych obietnic, szybko porzuciła pracę w maglu i zmieniła nazwisko na Mary Brown. Z nową tożsamością zatrudniła się w kolejnych domach jako pomoc kuchenna, a następnie – pełnoetatowa kucharka.

Nowa Mary, stary problem

Tym razem Mary była jednak sprytniejsza niż przed izolacją i opuszczała swoich pracodawców szybciej, niż ktokolwiek zdołał powiązać ją z wybuchającymi ogniskami tyfusu. W ten sposób udawało jej się lawirować przez kolejne pięć lat. Została zdemaskowana, gdy zatrudniła się jako kucharka w szpitalu dla kobiet – Sloan Hospital w Nowym Jorku. W wyniku jej popisów kulinarnych 25 osób zachorowało, a dwie z nich umarły. Kiedy na jaw wyszło zatrudnienie Mary Mallon, jej samej już dawno nie było w szpitalnej kuchni. Nie udało jej się jednak uciec od wymiaru sprawiedliwości, szybko została odnaleziona i aresztowana. Tym razem nie było wątpliwości – Tyfusowa Mary to recydywistka i nie można jej ufać. Została przymusowo izolowana w North Brother Island.

Kolejne 23 lata spędziła właśnie tam – jej kontakt z ludźmi był ograniczany do minimum, a Mary prowadziła niemal pustelnicze życie. Wreszcie, w świąteczny poranek w grudniu 1932 roku jeden z pracowników ośrodka znalazł Mallon sparaliżowaną na podłodze swojego pokoju. Prawdopodobnie doznała udaru niedokrwiennego. Odtąd była nie tylko izolowana, ale również przykuta do łóżka. Zmarła sześć lat później na zapalenie płuc. W czasie sekcji zwłok w jej woreczku żółciowym patolodzy odnaleźli kolonie Salmonella typhi. Niektórzy badacze historii twierdzą jednak, że żadnej sekcji nie było, a informację podano do publicznej wiadomości, by nie podejmowano etycznej strony problemu uwięzienia Mary.

REKLAMA
REKLAMA

Historia Tyfusowej Mary to jednak nie tylko interesująca ciekawostka z epidemiologii. Do dziś badacze zastanawiają się, czy uwięzienie kucharki faktycznie było najlepszą z możliwych opcji. W czasie jej pierwszej izolacji od Mary pobrano 163 próbki kału, z czego 120 dało pozytywny wynik na obecność bakterii Salmonella typhi. Nikt jednak nie pofatygował się, by wytłumaczyć kobiecie znaczenie tego wyniku. Zamiast tego odgórnie zaproponowano jej zabieg usunięcia woreczka żółciowego (w czasach, kiedy nie stosowano antybiotyków ani nie znano laparoskopii, była to operacja obarczona licznymi powikłaniami) oraz przymusowo leczono ją heksametylenoaminą, urotropiną, środkami przeczyszczającymi i wyciągiem z drożdży piwnych. Jak można się łatwo domyślić – nieskutecznie.

Czy gdyby Mary zrozumiała, jak groźna pozostaje dla społeczeństwa i jakie ryzyko niesie spożywanie przygotowanych przez nią potraw, zrezygnowałaby z kariery kucharki? Być może. Spędzono niepoliczone godziny na badaniach laboratoryjnych pobranego materiału biologicznego i tylko krótkie chwile na rozmowie z upartą pacjentką. Łączny bilans zakażonych przez Mallon to 120 osób, z czego pięć zmarło (w tym kilkuletnia córka jednego z pracodawców). Niewątpliwie Mary stanowiła zagrożenie, ale śmierć w samotności i utrata możliwości założenia rodziny to kara niewspółmierna – wszak jej działania nie były celowe. Na początku XX wieku wolność jednostki była mało istotna, jeśli w grę wchodziło niebezpieczeństwo dla reszty społeczeństwa. Warto jednak nadmienić, że Mary nie była jedyną znaną medycynie nosicielką duru brzusznego. Od czasu jej uwięzienia do śmierci w izolacji zidentyfikowano w Nowym Jorku blisko 400 zdrowych nosicieli. Żaden z nich nie został przymusowo leczony ani odizolowany. Być może to nadzwyczajny upór Mary doprowadził ją do tak smutnego końca, a jednocześnie zapewnił jej poczesne miejsce w annałach medycyny.

Przypadek Tyfusowej Mary wraca jednak zawsze wówczas, gdy pojawia się temat chorób zakaźnych i ich nosicieli, którzy mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia publicznego. Podnoszono go na przykład w latach 80. XX wieku, gdy świat ogarnęła panika związana z wirusem HIV, drogi zakażenia nim nie były znane, a skuteczne leczenie nie istniało. Społeczeństwo domagało się wówczas usunięcia chorych ze szkół, z pracy, a nawet z okręgowej ligi koszykówki. Postulowano za zakazem opuszczania granic dla chorych zakażonych i umieszczenia ich w zamkniętych ośrodkach. Brzmi znajomo?

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA