– W Dębowej Kłodzie nie mamy dostępu do apteki gdzieś od pół roku, bo po wielu latach właściciel zrezygnował z jej prowadzenia. Mieszkańcy jeżdżą teraz z receptami do Parczewa, czyli około 9 km, ale nie stanowi to większego problemu, bo i tak dużo osób robi tam zakupy – opowiada na łamach Kuriera Lubelskiego Jerzy Krępski, sekretarz gminy Dębowa Kłoda.
Od początku roku Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny w Lublinie wydał 13 decyzji o wygaszeniu zezwoleń na prowadzenie aptek. Jednocześnie nie było żadnych wniosków o zezwolenia na nowe placówki. Izabela Mahorowska-Kiciak, Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny wyjaśnia, że to efekt tzw. „apteki dla aptekarza” (czytaj więcej: „Apteka dla Aptekarza ma już 2 lata. Farmaceuci podsumowują…)
– Chodzi o to, że aby powstała nowa apteka, musi ona spełniać dwa kryteria: geograficzne, bo najbliższe apteki muszą być oddalone od siebie nie mniej niż o 500 metrów oraz demograficzne – jedna apteka ma przypadać na co najmniej 3 tys. osób – tłumaczy Izabela Mahorowska-Kiciak (czytaj więcej: Coraz mniej farmaceutów w aptekach. Dane GUS powinny niepokoić…).
Jednocześnie zwraca uwagę, że coraz częściej zamiast likwidacji aptek urzędnicy obserwują ich przejęcia. Apteki można odsprzedać nowemu właścicielowi, ale tylko pod warunkiem, że jest to farmaceuta, spółka jawna lub partnerska farmaceutów (czytaj więcej: Sieci rosną w siłę, coraz mniej aptek indywidualnych – raport FarmaProm).
Mahorowska-Kiciak zapewnia, że mimo takiego spadku w liczbie aptek na Lubelszczyźnie dostęp do leków dla pacjentów nie jest zagrożony.
– Tych aptek jest i tak naprawdę dużo. Szczególnie w miastach takich jak: Lublin, Kraśnik, Puławy, Janów Lubelski, Chełm – wylicza na łamach Kuriera Lubelskiego.
Źródło: ŁW/Kurier Lubelski










