„Apteka na słupa” to kolejny reportaż Michała Janczury, który odsłania kulisy funkcjonowania rynku aptecznego. Do dziennikarza, który kilka tygodni temu opisał historię pomyłki w wydaniu leku w Jarocinie, zgłosiło się kilkudziesięciu pracowników aptek z całej Polski (czytaj więcej: Techniczka pomyliła dawkę morfiny. Pacjentka nie żyje…). Opowiedzieli o tym jak apteki działają bez farmaceutów. Najbardziej szokujące są jednak wytyczne dotyczące zamieniania leków na suplementy w sieciach aptek…
Aptekarze w reportażu alarmują, że w wielu aptekach istnieje odgórny przykaz „wciskania” pacjentom nieprzebadanych suplementów. Proponowanie zamiany leków przepisanych przez lekarzy na preparaty często niesprawdzone, ale na których lepiej się zarabia, jest na porządku dziennym.
– Są to preparaty najczęściej niskiej jakości. Niebadane, nie wiadomo, co tam jest w składzie – tłumaczy w rozmowie z TOK FM Marta Penczak, technik farmaceutyczny. Zdecydowała się ujawnić nazwisko, bo jak mówi, liczba patologii w środowisku farmaceutycznym jest tak ogromna, że tylko głośne mówienie o sprawie pozwoli coś zmienić.
O podobnych scenariuszach mówią również inni pracownicy aptek z całej Polski, którzy skontaktowali się z TOK FM.
Sytuacja w większości przypadków wygląda bardzo podobnie.
– Przychodził mail, że mamy wymieniać lek na jakiś inny – mówi nam pracowniczka apteki z Małopolski. – Była zapisana nazwa leku i suplement, który przyszedł – mówi inny technik. Zapewnia, że w wielu przypadkach nie zgadzała się dawka substancji aktywnej. Wytyczne były jednak jasne: trzeba to zamieniać.
Pod groźbą zwolnienia…
Wszyscy mówią wprost: od podporządkowania się wytycznym zależały warunki pracy, a nawet to, czy pracownik apteki nie zostanie zwolniony. Najczęściej te „wciskane” produkty nie mają na opakowaniu nawet nazwy producenta. Pracowników aptek są rozlicza się z liczby sprzedanych leków. Najczęściej chodzi o określone suplementy, na których apteki najwięcej zarabiają. Dzieje się tak w całej Polsce.
– W pewnej sieci przy każdym stanowisku są podsłuchy. Słychać przez nie, co się proponuje, co się poleca – mówi Marta Penczak.
Potwierdza to technik z południa Polski, który dodaje, że wszyscy pracownicy zdawali sobie sprawę z tego, że właściciel ich nagrywa.
– Mojej koleżance z pracy zdarzyło się, że nagrania były przeciwko niej użyte – mówi jeden z rozmówców.
Cały reportaż do odsłuchania na stronach TOK FM
Źródło: ŁW/TOK FM










