W miejscowości Wels doszło kilka dni temu do zamknięcia pierwszej w Austrii apteki. U jednego z pracowników potwierdzona została obecność koronawirusa. Czy pozostali z liczącego dziesięć osób zespołu, zostali zarażeni? Nie wiadomo, bo w Austrii poddany testom zostaje jedynie ten, kto zdradza symptomy choroby.
Wszyscy oni mają jednak teraz przejść obowiązkową 14-dniową kwarantannę (zobacz też: Włochy: Czerwony Krzyż oraz stowarzyszenia aptekarzy dostarczają leki do domów). W rezultacie apteka musiała zostać zamknięta.
O dużym szczęściu może mówić natomiast właściciel apteki, Ulrich Blaeser, który nie miał kontaktu z zarażoną osobą i który w kluczowym momencie przebywał poza placówką. Obecnie, przeprowadza on w aptece dezynfekcję powierzchni i zapewnia, że spełnia ona wszystkie administracyjne wymogi. Do sprawy stara się podejść z humorem:
– Jesteśmy teraz swego rodzaju projektem pilotażowym – mówi.
Jednocześnie ma jednak nadzieję, że to, co się wydarzyło, nie wpłynie negatywnie na wizerunek apteki (czytaj też: Austria wprowadza zakaz eksportu leków deficytowych). Blaeser ufa także, że będzie mógł jak najszybciej otworzyć aptekę z powrotem – być może nastąpi to nawet już dzisiaj, w piątek. Właściciel próbuje skompletować zastępczy zespół, co jednak nie jest takie proste ze względu na braki kadrowe, jakie występują w Austrii.
O zaopatrzenie w leki mieszkańców Wels nie trzeba się jednak martwić – w liczącym 60 tysięcy mieszkańców mieście, liczba aptek jest wystarczająca. Najbliższa czynna placówka znajduje się 500 metrów dalej.










