REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
wt. 14 września 2021, 08:02

Chcemy odblokować rynek apteczny dla farmaceutów

Liczne podziały, jakie pojawiają się między uczestnikami rynku aptecznego, doprowadziły w ostatnim czasie do powstania kilku organizacji, reprezentujących grupy o odmiennych celach i wizji zawodu farmaceuty. Prezesem jednej z nich – Związku Aptek Franczyzowych – jest mgr farm. Mariusz Kisiel. Porozmawialiśmy z nim o okolicznościach, kontrowersjach i celach działania ZAF…

Mgr farm. Mariusz Kisiel - Prezes Związku Aptek Franczyzowych (fot. nadesłane)
Mgr farm. Mariusz Kisiel - Prezes Związku Aptek Franczyzowych (fot. nadesłane)

Łukasz Waligórski: Panie Mariuszu, bardzo dziękuję za możliwość rozmowy. Na początku chciałbym zapytać o genezę Związku Aptek Franczyzowych, którego jest Pan prezesem. Proszę opowiedzieć, skąd wziął się pomysł i potrzeba utworzenia związku i kto aktualnie wchodzi w jego skład. Jakie są zadania statutowe ZAF?

Mariusz Kisiel: Głównym impulsem do powołania ZAF przez farmaceutów, dla których priorytetem od zawsze był pacjent, stały się coraz mocniejsze i śmielsze ataki na nowych, wybranych przedsiębiorców aptecznych działających w modelu franczyzowym. Od pewnego czasu byliśmy atakowani przez naszych konkurentów posiadających silne zaplecze programów partnerskich największych hurtowni farmaceutycznych. Powołując do życia ZAF, uzyskaliśmy narzędzie do reprezentowania i obrony naszych wartości, ale i silnego promowania franczyzy jako szansy na rozwój młodych farmaceutów, których dotychczasowi, długoletni właściciele aptek najchętniej sprowadziliby wyłącznie do roli etatowych pracowników, bez perspektyw na prowadzenia własnej, najlepszej jakościowo apteki.

REKLAMA

Patrząc na rynek apteczny z perspektywy młodego farmaceuty, warto zadać sobie pytania: czy wszystko, na co mnie stać i na co zasługuję, to praca do końca życia u kogoś na etacie? Czy to, że moi rodzice nie mają apteki, pozbawia mnie szans na prowadzenie własnej? A może moja ambicja, wiedza i doświadczenie mimo niezbyt sprzyjającego środowiska pozwalają mi myśleć o czymś więcej? My w ZAF znamy odpowiedzi na te pytania, dlatego robimy wszystko, by zgodnie z „apteką dla aptekarza” odblokować rynek na farmaceutów, którzy tchną w niego nową jakość.

Ł.W.: Fakt powołania ZAF niektórzy obserwatorzy łączyli ze wzmożonym zainteresowaniem Inspekcji Farmaceutycznej aptekami franczyzowymi sieci Gemini. Jak wiemy, organizacja została założona przez farmaceutów wyłącznie prowadzących apteki tej sieci. Jak odpowie Pan na zarzut, że organizacja powstała po to, by jako strona społeczna brać udział w postępowaniach Inspekcji dotyczących właśnie tej sieci?

M.K.: My, farmaceuci z ZAF, znamy się od długiego czasu, a inicjatywa powołania do życia ZAF była wspólna i wzajemnie się do niej mobilizowaliśmy. Jako jedyna organizacja na rynku aptecznym nie ukrywamy listy naszych członków, więc nie jest żadną tajemnicą, kto ją tworzy. Nasz statut, cele oraz działania są dostępne na naszej stronie internetowej albo w mediach społecznościowych, więc każdy może nas sprawdzić i uzyskać wiedzę o nas. Jesteśmy też otwarci na nowych członków, którzy spełnią niezbyt wyśrubowane warunki przystąpienia do ZAF. Mając własną organizację, możemy zabierać głos w debacie publicznej, opiniować akty prawne czy przyczyniać się do zmian, które poprawią funkcjonowanie całego rynku farmaceutycznego. Naturalnie, ZAF jest również od tego, aby wspierać swoich członków, jeżeli tylko tego potrzebują, niemniej jednak udział w postępowaniach administracyjnych to tylko niewielka część naszych aktywności. Porównując się z innymi organizacjami, wyróżnia nas na pewno wielopłaszczyznowość działania, które podejmujemy, nie oglądając się na sztuczne podziały w środowisku.

Ł.W.: Od pewnego czasu o franczyzach na rynku aptecznym pojawia się sporo negatywnych opinii. Mówi się o tzw. twardych franczyzach, które krytykowane są przez samorząd aptekarski. Z czego Pana zdaniem wynikają te opinie i negatywne nastawienie?

M.K.: Na całym świecie franczyza bardzo dynamicznie się rozwija i jest coraz bardziej popularna. Mówi się, że franczyza to obecnie koło zamachowe naszej polskiej gospodarki. Naturalnie rozwój różnego rodzaju programów partnerskich, grup zakupowych i franczyzy obejmuje także farmację. Jak się jednak okazuje, zwolennikom zamkniętego rynku aptecznego mocno się ten stan rzeczy nie podoba, gdy prężnie działający farmaceuci, wchodząc na rynek, ratują apteki przed upadkiem. Dokładamy wszelkich starań, by jak najlepiej zabezpieczyć potrzeby pacjentów, a nasi pracownicy mieli najlepsze możliwe warunki pracy.

Zatrudnieni przez naszych członków farmaceuci mają pełną swobodę w podejmowaniu decyzji – na pierwszym miejscu zawsze jest pacjent. Zastanawiające jest to, że niezbyt przychylnie mówi się o wybranych franczyzach, które dają nam, właścicielom aptek, największą możliwą elastyczność działania i najlepsze narzędzia do negocjowania warunków zakupowych z hurtowniami, co przekłada się na korzystną z punktu widzenia pacjenta ofertę. Nie robi się za to zarzutów wobec np. programów partnerskich największych hurtowni, które – jak się okazuje – wymagają odpowiedniej, dość sztywnej struktury zakupowej oraz sprzedażowej, opartej głównie na marce własnej. Bardzo mocno uzależniają w ten sposób od siebie tysiące już aptek.

REKLAMA
REKLAMA

Warto tutaj zaznaczyć, że wielu spośród działaczy Samorządu samemu prowadzi apteki w różnego rodzaju franczyzach czy programach partnerskich, a Śląska Izba Aptekarska jest nawet wspólnikiem Spółki, będącej organizatorem grupy zakupowej. Negatywne nastawienie Samorządu być może wynika więc z obawy przed konkurencją ze strony dynamicznie rozwijających się aptek franczyzowych oraz chęci ograniczenia ich rozwoju? Komu lub czemu ma więc służyć taka „nagonka” na franczyzę? Czy czasem głównym wygranym tak skrzętnie budowanego negatywnego wizerunku franczyzy nie mają być hurtownie farmaceutyczne, dążące do jeszcze większego uzależnienia aptek od siebie, pozbawiając ich jednocześnie siły negocjacyjnej? Warto się nad tym zastanowić, zanim zaczniemy traktować zarzuty wobec franczyzy jako prawdziwe.

Ł.W.: Jak ocenia Pan tzw. uchwałę antysłupową, którą przyjął ostatni Krajowy Zjazd Aptekarzy?

M.K.: Wspomniana uchwała to jeden z dowodów na antykonkurencyjne zapędy Naczelnej Izby Aptekarskiej. Niestety to również przykład na to, że samorząd aptekarski dba raczej o partykularne interesy pewnej grupy przedsiębiorców niż o dobro farmaceuty jako jednostki. Tę uchwałę próbuje się wykorzystywać jako narzędzie do wykluczenia niewygodnych przedsiębiorców z rynku, a nie do ograniczenia prawdziwego zjawiska słupowania, jakim jest pozorna praca farmaceuty w aptece. Warto zapytać, dlaczego samorząd nie zwalcza aktywnie prawdziwych patologii na rynku, takich jak farmaceuci i kierownicy „na papier”, udostępnianie swoich uprawnień zawodowych do realizacji recept, płacenie „pod stołem”, apteki funkcjonujące bez wymaganej obsady, wydawanie leków bez wymaganej recepty czy celowa realizacja recept niezgodnie z obecnymi przepisami.

Realne i prawdziwe „słupowanie” to np. zatrudnienie kierownika, którego ciężko spotkać fizycznie w aptece. Kierownik powinien być osobą najważniejszą w aptece i jego wpływ na jej funkcjonowanie nie powinien być w żaden sposób pozorny. Czy działacze Samorządu, zamiast zaglądać komuś do biznesu i knuć, jak go z tego biznesu wykluczyć, w pierwszej kolejności nie powinni czasem sami dawać dobrego przykładu działania na rynku aptecznym oraz wspierać farmaceutów, budując jednocześnie ich wysokie poczucie wartości wobec pracodawcy, ale i wobec całego systemu opieki zdrowotnej, w którym dla dobra pacjenta na co dzień funkcjonują?

Przeczytałeś dopiero 40% całego wywiadu.
Całość dostępna w najnowszym numerze magazynu MGR.FARM


REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA