Mężczyzna miał znaleźć się w centrum walki z wirusem 25 stycznia – stacjonując na jednej z lokalnych dróg, sprawdzał ludziom temperaturę i rozdawał środki medyczne. Swoją pracę kontynuował bez przerwy 24-godziny na dobę przez 10 dni z rzędu. Po zakończeniu zmiany, 3 lutego, udał się do domu, by odpocząć. Niestety, niedługo potem koledzy znaleźli go martwego, podejrzewając, że zmarł on wskutek zawału wywołanego nadmiernym przemęczeniem (czytaj też: Koronawirus z Wuhan – potwierdzono 448 przypadków zakażenia).
28-letni Song Yingije pełnił funkcję wiceprzewodniczącego grupy farmaceutycznej w ośrodku zdrowia hrabstwa Hengshan w prowincji Hunan. Pracował on tam od kwietnia 2016 roku. Dokładniejsze badania nad przyczyną jego śmierci są już w toku.
Ze śmiercią mężczyzny trudno pogodzić się rodzinie. Jego siostra, która utknęła w zamkniętym od dwóch tygodni Wuhanie, opisuje brata jako postać wyjątkową.
– Zawsze pomagał w pracach domowych i był wysoko oceniany przez swojego szefa – cytuje ją serwis Next Shark.
Załamany odejściem syna jest też jego ojciec. Lokalne władze starają się wesprzeć rodzinę w tej trudnej sytuacji.
Na śmierć farmaceuty nie pozostały obojętne także media społecznościowe. Użytkownicy Weibo, serwisu nazywanego chińskim odpowiednikiem Twittera, już okrzyknęli Songa bohaterem. Możemy o nim przeczytać m.in.: “Bohaterowie idą na całość”, “Musi być ciężko walczyć na pierwszej linii. Tacy jak on dają z siebie wszystko. Gdybyśmy tylko mogli mieć większy zapas ludzi” czy “Ten mężczyzna zostanie zapamiętany jako bohater. Nie zapomnimy twojego wkładu w walce z wirusem”.










