REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
śr. 8 stycznia 2020, 09:12

Co czwarty suplement diety ma skład niezgodny z deklaracją producenta

Jak informuje Gazeta Prawna, Narodowy Instytut Leków dokładnie przeanalizował 50 najpopularniejszych suplementów diety sprzedawanych w aptekach. W żadnym z nich nie wykryto zanieczyszczeń czy związków szkodliwych, za to poważnym problemem okazał się deficyt lub wręcz brak deklarowanych na opakowaniach witamin czy składników roślinnych.

Farmaceutka układa leki na aptecznej półce
NIL do swoich badań wybrał produkty z listy stu najpopularniejszych tego typu preparatów na rynku. Pracownicy instytutu kupili je bezpośrednio w aptekach (fot. Shutterstock)

– W preparacie zawierającym ostryż długi, który reklamowany jest jako remedium na przypadłości wątrobowe, było zaledwie 3 proc. wyciągu z tej rośliny. Z kolei preparaty polecane w walce z objawami menopauzy zawierały zaledwie 18 proc. deklarowanej przez producenta dawki izoflawonów soi czy 38 proc. izoflawonów kończyny czerwonej – piszą dziennikarki Gazety Prawnej, Klara Klinger i Patrycja Otto.

REKLAMA

W dzisiejszym wydaniu DGP przytaczają wyniki badań, jakie przeprowadził Narodowy Instytut Leków. Nie są one najlepsze. Jedna czwarta suplementów diety ma skład niezgodny z deklaracjami producentów. Anna Kowalczuk, dyrektor Narodowego Instytutu Leków, wskazuje, że zgodnie ze standardami zawartość składników aktywnych w produkcie nie powinna być niższa niż 90 proc (czytaj również: Wyniki badania: witaminy i suplementy diety to strata pieniędzy).

– Tymczasem w przypadku niektórych suplemetów zawierających witaminy B2 i B6 ich rzeczywista zawartość w produkcie wynosiła zaledwie ok. 30 proc. tego, co przeczytać można było w ulotce. Lepiej wypadła witamina D, choć i tak było jej mniej – 80 proc. tego, co deklarował producent preparatu. Ze składnikami mineralnymi, takimi jak żelazo, magnez czy wapń, problemów nie ma – czytamy w Gazecie Prawnej.

REKLAMA
REKLAMA

Prosto z aptecznych półek

NIL do swoich badań wybrał produkty z listy stu najpopularniejszych tego typu preparatów na rynku. Pracownicy instytutu kupili je bezpośrednio w aptekach. Podobne badanie NIL przeprowadził w 2017 r. Wówczas sprawdził na zlecenie Głównego Inspektoratu Sanitarnego probiotyki, czyli preparaty zawierające kultury bakteryjne lub drożdże. Z 30 przebadanych tylko pięć spełniało normy. Reszta była właściwie bezużyteczna (czytaj więcej: Probiotyki w Polsce od lat są złej jakości).

– Rynek suplementów budzi też niepokój GIS. Od połowy zeszłego roku publikuje on kolejne wytyczne dotyczące tego, jaka powinna być maksymalna dawka kolejnych suplementów – np. witaminy C, D czy żelaza w diecie. Uchwały są wskazówką dla przedsiębiorców odnośnie do maksymalnych poziomów witamin i składników mineralnych akceptowanych w suplementach diety. W przypadku braku zgodności produktu z uchwałą główny inspektor sanitarny wszczyna postępowanie wyjaśniające mające na celu ustalenie, czy produkt spełnia wymagania stawiane suplementom diety – podsumowuje DGP.

Źródło: ŁW/DGP

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA