Rzecznik wszczął postępowanie wyjaśniające na okoliczność prowadzenia sprzecznej z prawem reklamy apteki i wezwał jej kierowniczkę do stawienia się w siedzibie Śląskiej Izby Aptekarskiej, aby przedstawić jej zarzuty i umożliwić złożenie wyjaśnień.
– Farmaceutka przez około rok unikała konfrontacji z organem, podejmując każdorazowo polemikę z treścią otrzymywanych wezwań – czytamy w opisie sprawy, który znalazł się w uzasadnieniu wyroku Okręgowego Sądu Aptekarskiego.
Ostatecznie gdy Rzecznik przesłał farmaceutce zarzuty pocztą wraz z postanowieniem o zamknięciu postępowania wyjaśniającego, ona złożyła wniosek o umorzenie postępowania. Następnie wyraziła chęć złożenia wyjaśnień osobiście przed Rzecznikiem. W trakcie spotkania nie przyznała się do stawianych jej zarzutów, a ponadto stwierdziła, że dopiero po otrzymaniu pierwszego wezwania do stawiennictwa w Izbie dowiedziała się o istnieniu wspomnianego samochodu. Miała zwrócić się wtedy do pracodawcy z zastrzeżeniami co do usytuowania i oklejenia pojazdu i poprosiła o jego usunięcie. Wtedy pracodawca nie zgodził się się na to, wyjaśniając jej, że to jego sposób na informowanie o lokalizacji apteki i nie stanowi to reklamy apteki.
Farmaceutka stwierdziła, że przedłożyła pracodawcy do podpisu oświadczenie, z którego wynikało, że ona jako kierownik nie ponosi odpowiedzialności za działania zezwoleniobiorcy.
Po skonsultowaniu tego z drugim wspólnikiem, pracodawca miał podpisać oświadczenie, jednak do tego nie doszło. Farmaceutka stwierdziła, że jedyny egzemplarz oświadczenia oddała pracodawcy i nie dysponuje jego pisemną wersją. Wyjaśniła, że przy każdej nadarzającej się okazji zwracała się do zwierzchnika ustnie z zastrzeżeniami co do istnienia samochodu, stwierdzając że w jej ocenie jest to nielegalne i że nie akceptuje koncepcji zamieszczonych tam informacji. W odpowiedzi usłyszała, że nie ma na to wpływu i powinna wykonywać polecenia służbowe.
Dodatkowo właściciel apteki – według farmaceutki – miał zabraniać jej stawiania się na wezwania Rzecznika i polecił swojemu prawnikowi, by ten odpowiadał na korespondencję kierowaną do niej przez Rzecznika.
Kobieta przyznała, że nie chciała bardziej radykalnie konfrontować się z pracodawcą, ponieważ była od niego zależna. Poza tym jej ówczesny stan zdrowia na to nie pozwalał.
Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej po przeanalizowaniu materiału dowodowego zdecydował o skierowaniu sprawy do Okręgowego Sądu Aptekarskiego. Na jego pierwszym posiedzeniu farmaceutka stawiła się w towarzystwie obrońcy i złożyła wyjaśnienia. Podtrzymała wcześniejsze stanowisko i nie przyznała się do stawianych zarzutów.
Jej obrońca zwrócił uwagę, iż zebrany materiał dowodowy nie uzasadniał twierdzenia, że farmaceutka miała jakikolwiek wpływ i wiedzę o reklamie na samochodzie. Dodatkowo kierowniczka apteki zrobiła wszystko co mogła, by wpłynąć na decyzję pracodawcy.
Obrońca stwierdził, że trudno wymagać od jego klientki, by skazywała się na bezrobocie, tylko po to, by okazać dezaprobatę dla działań właściciela apteki.
Jednocześnie okazało się, że w toku postępowania Śląskiego Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego nie stwierdzono, że eksponowanie informacji na wspomnianych samochodzie stanowiło sprzeczną z prawem reklamę apteki.
Ostatecznie Sąd dał wiarę wyjaśnieniom farmaceutki uniewinniając ją od stawianych zarzutów.
– Sąd wychodzi z założenia, znajdującego ugruntowanie również orzecznictwie sądów administracyjnych dotyczących reklamy aptek, że nie tylko treść, ale także i forma przedstawienia informacji o aptece mają znaczenie przy interpretacji co stanowi sprzeczną z prawem reklamę apteki – czytamy w uzasadnieniu do wyroku Sądu Aptekarskiego. – Sąd nie ma wątpliwości, że w analizowanej sprawie, zamiarem zezwoleniobiorcy było zwrócenie za pośrednictwem pojazdu uwagi odbiorców na istnienie apteki i przyciągnięcie ich do niej. Niezależnie od powyższego, w analizowanej sprawie nie sposób przypisać mgr farm. osobiste zawinienie w dopuszczeniu do prowadzenia reklamy apteki.










