W ubiegły czwartek w siedzibie Ministerstwa Zdrowia odbyło się po raz kolejny zebranie sztabu kryzysowego, powołanego w związku z falą zakażeń grypy, RSV i COVID-19. Pytany o obecną sytuację epidemiczną w kraju rzecznik resortu uspokaja, że poziom zachorowań powoli, ale systematycznie spada.
– Obserwujemy duży spadek zapadalności na grypę – można było usłyszeć od Wojciecha Andrusiewicza w rozmowie w Radiu Plus.
Według informacji, jakimi dysponuje Ministerstwo Zdrowia na przełomie lutego i marca spodziewana jest kolejna fala zachorowań. Nie należy się jej jednak aż tak obawiać, gdyż zdaniem Andrusiewicza będzie ona wyraźnie słabsza niż ta z przełomu obecnego i poprzedniego roku.
– Odbicie po powrocie dzieci do szkół będzie na pewno, ale nie będzie na tym poziomie jaki obserwowaliśmy na przełomie grudnia i stycznia – twierdzi rzecznik resortu zdrowia.
Skąd takie przypuszczenia?
– Zakładamy, że dość duża część populacji Polski przeszła kontakt z grypą – uspokaja Wojciech Andrusiewicz.
Rzecznik Ministerstwa Zdrowia powołuje się na opinię epidemiologów, według których w danym sezonie infekcyjnym zwykle zachorowanie na grypę przechodzi się tylko raz. Wynika z tego, że kolejna fala zachorowań powinna mieć już znacznie łagodniejszy przebieg niż ta, która obecnie się kończy. Czy zatem sytuacja z brakami leków przeszła już do historii?
Sytuacja w Polsce lepsza niż w innych krajach Europy
Pytany o obecną sytuację w Polsce Wojciech Andrusiewicz zaznacza, że to, z czym mamy do czynienia w naszym kraju to zaledwie ułamek tego, co dzieje się na terytorium Unii Europejskiej.
– Trzeba powiedzieć, że my, w porównaniu do dużej części państw Unii Europejskiej odnotowaliśmy mniejsze problemy. One wystąpiły, ale w Polsce, w przeciwieństwie do innych państw nie było reglamentacji leków – przekonuje Andrusiewicz w rozmowie w Radiu Plus.
Czy to oznacza, że sygnały docierające z mediów i od samych pacjentów były i są wyssane z palca? Zgodnie z tym, co mówi rzecznik resortu zdrowia poziom realizacji recept w obecnym sezonie nie odbiega znacząco od średniej z poprzednich lat.
– Sprzedaż receptowa, czyli sprzedaż podstawowych leków, tj. antybiotyków i leków przeciwwirusowych była na poziomie 88% – można było usłyszeć od Wojciecha Andrusiewicza.
W jego opinii podobny odsetek zrealizowanych recept obserwowany jest w każdym sezonie infekcyjnym. Oznacza to, że pacjent mógł nie nabyć danego leku w jednej czy drugiej aptece, ale już w trzeciej lub czwartej ten lek otrzymał.
Oseltamiwir i amoksycykliny będą łatwiej dostępne?
Rzecznik Ministerstwa Zdrowia zapewnił w piątek, że dostępność oseltamiwiru i amoksycyklin – zwłaszcza w tabletkach – nie jest i nie będzie zagrożona. MZ na bieżąco reaguje na sytuację w kraju i podejmuje odpowiednie kroki, aby bezpieczeństwo lekowe było na odpowiednio wysokim poziomie.
– Po uruchomieniu dodatkowej aprowizacji przez Polfę Tarchomin bieżące potrzeby amoksycyklin zostały zaspokojone, a my ściągnęliśmy od producentów oseltamiwiru dodatkowe zapasy – uspokaja Wojciech Andrusiewicz w rozmowie w Radiu Plus.
Według danych Ministerstwa Zdrowia obecnie wypisywanych jest około 26 tysięcy recept tygodniowo na różnego rodzaju amoksycykliny, zaś w szczycie zachorowań było to nawet 44-45 tysięcy.
– Polfa Tarchomin jest w stanie tygodniowo zaspokoić takie zapotrzebowanie – twierdzi Andrusiewicz.
Zgodnie z tym, co ujawnił rzecznik resortu zdrowia w zeszłym tygodniu do Polski dotarło także 150 tysięcy sztuk leków z oseltamiwirem. 50 tysięcy już zostało zwolnione do hurtowni, natomiast w tym tygodniu zwolnione ma być pozostałe 100 tysięcy opakowań.
– Zdecydowanie oseltamiwiru nam nie zabraknie – tak kwestię dostępności leków przeciwwirusowych podsumowuje rzecznik MZ.
Czy Polska poprze pomysł wspólnych zakupów leków wraz z Unią Europejską?
Na koniec rozmowy rzecznik MZ pytany był o niedawne doniesienia medialne, zgodnie z którymi UE planuje wprowadzić wspólne zakupy ważnych leków na poziomie centralnym (czytaj więcej: Unia chce walczyć z brakami leków. Planuje zmiany w przepisach…). Wojciech Andrusiewicz nie wyklucza takiej możliwości.
– Jeżeli miałyby to być zakupy elastyczne, dopasowane do aktualnych potrzeb krajowych to jak najbardziej jesteśmy zainteresowani – potwierdza w rozmowie w Radiu Plus.
Przestrzega jednak przed zbyt optymistycznym podejściem do tego typu rozwiązań. Jako przykład podaje proces wspólnych zakupów przez państwa członkowskie Unii Europejskiej szczepionek na COVID-19. Jeśli umowy na zakup leków miałyby być skonstruowane podobnie jak te na szczepionki (tj. sztywno, bez elastycznego podejścia względem rzeczywistych potrzeb danego kraju) to Polska raczej na pewno z takiego rozwiązania nie skorzysta.
Rzecznik Ministerstwa Zdrowia pewny jest za to jednego – ten pomysł na pewno nie ma szans na to, aby wejść w życie jeszcze w tym sezonie infekcyjnym. Pozostaje nam zatem czekać i bacznie przyglądać się poczynaniom zarówno polskich, jak i europejskich polityków w kwestii coraz poważniejszych problemów z dostępnością leków.
©MGR.FARM










