Eliza i Marynia stanęły do walki z ciężką chorobą. Aby udało im się ją pokonać, potrzebne jest jednak nasze wsparcie.
Walka z rakiem
– Lekarz powiedział tylko tyle, że muszę mieć wyjątkowego pecha, bo guzek w piersi, który wyglądał na zmianę łagodną, okazał się agresywnym nowotworem. To jednak przydarzyło się mnie i już na zawsze stanie się częścią mojej historii. Pozostaje mi zakasać rękawy i stanąć do walki, by pokonać potwora, który chce odebrać to, co najcenniejsze: życie – opowiada Eliza.
Eliza już raz pokonała chorobę: ta jednak wróciła, i to ze zdwojoną siłą. Farmaceutka jednak nie poddaje się – ma dwóch energicznych synów, kochającego męża i do niedawna też pracę, która stanowiła jej prawdziwą pasję. Niestety, okazuje się, że jedynym ratunkiem dla kobiety jest nierefundowany lek, którego koszt wynosi ponad 150 tys. zł za półroczną terapię.
– Lekarze nie przesądzają, ale zagraniczne badania potwierdzają, że ta terapia to jedyna możliwość pokonania choroby o tak agresywnym charakterze. Potrzebuję pomocy dobrych ludzi! Was wszystkich, którzy mogą podarować mi szansę na nowe rozdanie. Jesteście nadzieją dla mnie na kolejne miesiące i lata, dla moich dzieci, przy których nigdy nie wypowiedziałam słowa „rak” w kontekście własnej choroby – mówi farmaceutka.
Chore serduszko
Marynia z chorobą walczy już od urodzenia:
– Nasza córeczka już z pierwszym oddechem rozpoczęła nierówną walkę o wszystko. Urodziła się z krytycznymi wadami serca: przełożeniem wielkich naczyń wraz z inwersją przedsionków (taka inwersja zdarza się niesamowicie rzadko), zarośniętą drogą odpływu krwi z serca do płuc, bardzo dużym ubytkiem w przegrodzie międzykomorowej, mezokardią. Dodatkowo jej organy w ciele są poprzestawiane.
Tuż po urodzeniu, dziewczyna została podłączona do leku, którego celem było podtrzymanie jej przy życiu do czasu pierwszej operacji. Następnie, wykonano tzw. zespolenie B-T, co jednak nie skorygowało wady serduszka Maryni. Dało jedynie trochę czasu, a ten powoli się kończy. Lekarze powtarzali, że dziewczynce zostanie utworzone serce jednokomorowe, które jest ciężką wadą, i też nie rozwiązuje problemu, a Marysia ma dwie bardzo dobrze pracujące komory.
Rodzice Marysi szukali pomocy wszędzie, aż znaleźli ją u lekarza w Genewie w Szwajcarii, który podjął się operacji dziewczynki. Marynia może wyzdrowieć i normalnie żyć, jednak potrzebne jest ogromne finansowe wsparcie.
Źródło: AM/siepomaga.pl










