REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
pt. 8 maja 2020, 10:26

Farmaceuci powinni włączyć się w walkę z dezinformacją i pseudonauką

O autorytecie farmaceutów w internecie, anonimowych hejterach, odpowiedzialności za wykonywanie zawodu zaufania publicznego i arenie walki, jaką stał się w ostatnich miesiącach Twitter, rozmawiamy z farmaceutą i kierownikiem apteki – Łukaszem Pietrzakiem

Twitter stał się areną walki wielu przeciwstawnych interesów na rynku farmaceutycznym. Wpisy na nim są chętnie cytowane przez media (fot. Łukasz Pietrzak)
Twitter stał się areną walki wielu przeciwstawnych interesów na rynku farmaceutycznym. Wpisy na nim są chętnie cytowane przez media (fot. Łukasz Pietrzak)

REKLAMA

Teraz trochę kontrowersyjne pytanie: czy każdy farmaceuta udzielający się w sieci zasługuje na zaufanie? A jeśli nie, to w jaki sposób odbiorcy powinni weryfikować rzetelność wiedzy i przekazywanych przez farmaceutów informacji?

Zaufanie wobec osoby to wiedza poparta doświadczeniem lub pewnością, iż jej umiejętności będą zgodne z naszymi życzeniami. Dlatego na to zaufanie musimy również pracować w świecie wirtualnym. Nikt nie powinien być nim obdarzony jedynie z racji umieszczenia funkcji zawodowej w opisie konta.

Oczywiście nam łatwiej jest weryfikować wiarygodność innego farmaceuty, gdyż posiadana wiedza zawodowa w tej materii jest dobrym narzędziem. Pacjenci natomiast powinni z dużą ostrożnością podchodzić do treści umieszczanych w sieci internetowej przez osoby oferujące porady zdrowotne. Dla większości zdrowie jest najcenniejszym dobrem, dlatego w celu jego utrzymania bądź poprawy są w stanie ponieść ogromne koszta. Rodzi to pokusę aby to poczucie bezpieczeństwa zamienić na duże zyski.

Osobiście uważam, że fakt, iż mamy do czynienia z farmaceutą, którego możemy zidentyfikować, jest podstawą. Jeśli ktoś podpisuję się pod treściami, które umieszcza w sieci nadaje im większej wiarygodności. Dodatkowo podnosi ją umiejętność przyznawania się do błędu, gdyż każdy może takowy błąd popełnić, ale nieliczni się do tego przyznają. Świadczy to bezapelacyjnie o uczciwości danej osoby.

Jednakże najłatwiejszym sposobem oceny wspomnianej wiarygodności jest jakość obserwatorów. Jeżeli w tym gronie znajdują się osoby cenione w środowisku na pewno świadczy to o dużej wartości wpisów.


REKLAMA
REKLAMA

Zawód farmaceuty cieszy się dużym zaufaniem społecznym. Farmaceuci odgrywają też coraz większą rolę w mediach, gdzie pojawiają się jako eksperci. Jak ocenia Pan rolę farmaceutów w obecnym czasie, gdy niemal co tydzień pojawiają się nowe doniesienia o „lekach na koronawirusa” i liczne fake newsy w tym zakresie? W jaki sposób farmaceuci mogliby włączyć się w proces weryfikowania tych informacji?

W naszym kraju brakuje silnych zawodowych autorytetów. Nieufność wobec władzy oraz instytucji jest wpisana w DNA każdego Polaka. Inną sprawą jest fakt, iż osoby, które w założeniu powinny dbać o nasze bezpieczeństwo co chwila to względne zaufanie podważają. Przykładem tego jest zapewnianie złożone pod koniec stycznia przez Głównego Inspektora Sanitarnego Jarosława Pinkas, iż wspomniany wirus dotyczy jedynie Chin, do których mamy całkiem daleko.

Dlatego farmaceuci tak jak i wszyscy przedstawiciele zawodów medycznych powinni włączyć się w walkę z dezinformacją i pseudonauką. Jeżeli zalejemy internet rzetelną wiedzą, popartą faktami wpisy anty-zdrowotne będą rzadkością. Dodatkową wartością takiej aktywności jest własny rozwój, związany z szukaniem oraz publikowaniem wartościowych informacji.

Twitter z racji swojej formy oraz rosnącej popularności staje się dodatkowym pośrednikiem w przekazywaniu informacji opinii publicznej. Wpisy publikowane za jego pośrednictwem bardzo często pojawiają się również w tradycyjnych mediach. Dlatego zachęcam środowiska medyczne do korzystania z tego serwisu.

Na koniec chciałbym zapytać jeszcze o ostatnią rewolucję dotyczącą farmaceutów – prawo do wystawiania refundowanych recept dla siebie i rodziny. Pod koniec maja to uprawnienie ma w końcu być możliwe do zrealizowania. Jaki scenariusz Pan przewiduje? Farmaceuci rzucą się do wystawiania tego typu recept? Jakie zagrożenia czyhają w tym zakresie na farmaceutów?

Uważam, że zmiana choć epokowa będzie potrzebowała trochę czasu do pełnego funkcjonowania, w którym farmaceuci otrząsną się po wieloletnim straszeniu przez WIF. W mojej pierwszej aptece Pani inspektor z delegatury w Sieradzu kazała mi się gęsto tłumaczyć z każdej recepty farmaceutycznej, mimo iż były wystawiane zgodnie z prawem tylko w sytuacjach ekstremalnych. Podobna sytuacja kilkukrotnie powtórzyła się w innych moich aptekach. Straszenie Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej na pewno pozostawiło trwały ślad na zawodowej psychice farmaceutów, którzy przeżyli podobne kontrole.

Inną kwestia jest zaufanie do pacjenta. W sytuacji, kiedy nie będziemy mogli potwierdzić zasadności wypisania leku, wielu farmaceutów stanie się świadkiem szantaż emocjonalnego. Każdy w swojej karierze zawodowej wielokrotnie widział do czego są zdolni pacjenci, aby nabyć lek z pominięciem wcześniejszej wizyty u specjalisty. Mam nadzieję, iż w pewnym momencie farmaceuci dostaną możliwość wglądu w dokumentacje medyczna pacjenta, co wyeliminuję wskazany problem.

Zaistniałą zmianę na pewno odczują rodziny farmaceutów. Możliwość wystawienia refundowanej recepty „pro auctore” i „pro familia” jest bardzo dużym przywilejem oraz jednocześnie wielkim zaufaniem ustawodawcy. Zapewne zdarzą się przypadki, gdy to zaufanie zostanie nadwyrężone, jednakże wierzę, iż jako grupa zawodowa w większości będziemy mądrze z tego uprawnienia korzystać.

©MGR.FARM

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA