– Nie dajcie się namówić na przełożenie terminu szczepienia, bo nie wrócicie już do kolejki – ostrzega pani Bożena, farmaceutka z Piaseczna.
Wirtualnej Polsce opowiedziała swoją historię. Jako jedna z pierwszych zapisała się na szczepienie, zaraz po tym jak 26 grudnia otrzymała skierowanie na niej. W punkcie szczepień miała stawić się 19 stycznia. Jednak gdy się tam pojawiła, okazało się, że szczepionki dla niej nie ma. Problemem miał być brak dostawy leku.
Aptekarka miała wtedy usłyszeć, że nic złego się nie stało, a termin szczepienia zostanie przełożony. Niestety do tej pory się to nie stało.
– Jeszcze 15 lutego koordynator szczepień w szpitalu zapewniał mnie, że jestem wysoko na liście rezerwowej i to już lada dzień. Nic z tego, do dziś nie ma dla mnie szczepionki – relacjonuje p. Bożena, 40-letnia magister farmacji z Piaseczna.
W aptece gdzie pracuje, na 10 farmaceutów zaszczepionych jest 8. Placówka mieści się obok punktu szczepień. Kobieta codziennie przez okno widzi jak do szczepienia przyjeżdżają kolejne osoby (czytaj również: DIA: Gdzie mają zgłosić się farmaceuci, którzy nie otrzymali jeszcze żadnej dawki szczepionki?).
– Potem zwierzają się, jaka to ulga być zaszczenionym. A ja? Chyba ktoś ukradł moją dawkę. Idzie trzecia fala epidemii i jestem wystawiona na ryzyko zakażenia – denerwuje się farmaceutka.
Problem ten dotyczy znacznie większej liczby osób. Większość oczekujących na szczepienie nie zdawało sobie sprawy, że już 2 lutego zapadała decyzja, aby nie szczepić pierwszą dawką przedstawicieli zawodów medycznych. Takie zalecenie pojawiło się komunikacie Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych (dawniej ARM), do którego dotarła Wirtualna Polska. Polecenie „nie szczepimy” zostało przedłużone do 7 marca – wynika z kolejnego komunikatu (czytaj również: Wiemy ilu farmaceutów zaszczepiło się już przeciw COVID-19).
Źródło: ŁW/wp.pl










