Jego zdaniem jednym ze sposobów na poradzenie sobie z nowym wymogiem przez dyrektorów szpitali, może być zmniejszenie nominalnej liczby łóżek. W taki sam sposób szpitale zareagowały kilka lat temu z podobnymi przepisami dotyczącymi pielęgniarek.
Wyższa jakość kosztuje…
Gość programu „Kwadrans z farmacją” podkreślał, że wyższa jakość kosztuje. Jego zdaniem ministerstwo powinno zaproponować system premiowania tych szpitali, które zatrudniają więcej farmaceutów. To oznacza wyższą jakość świadczonych w nich usług. Na ten moment pojawia się jedynie obawa o konsekwencje, jakie mogą wyniknąć z niespełniania nowych norm. Tutaj Fedorowski wskazał na NFZ, jako instytucję o charakterze kontrolnym, która dysponuje też odpowiednimi sankcjami finansowymi, za niespełnianie określonych norm.
– Problem tutaj jest taki, że zapomniano by stworzyć jakieś zachęty do zatrudniania farmaceutów. Mamy system, który jest praktycznie oparty wyłącznie na zagrożeniach i ewentualnych karach, chociażby ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia – mówił Fedorowski.
W jego ocenie szpital, który zatrudnia więcej farmaceutów niż wspomniane normy, mógłby mieć z tego tytułu dodatkowe środki z NFZ. W nowych regulacjach brakuje tego typu zachęt i płacenia za wyższą jakość (czytaj również: Liczba farmaceutów w szpitalach mogłaby być trochę wyższa).
Farmaceutów w szpitalach powinno być więcej
Jarosław Fedorowski przyznaje jednak, że idea przyświecająca zapisom ustawy o zawodzie farmaceuty jest słuszna. A jest nią zwiększenie liczby farmaceutów w szpitalach i zwiększenie ich roli w leczeniu szpitalnym. Wskazywał między innymi, że w Zachodniej Europie liczba farmaceutów zatrudnionych w aptekach szpitalnych jest znacznie wyższa niż w Polsce. Większa jest też ich rola.
– Jeżeli w 200-łóżkowym szpitalu w Wielkiej Brytanii jest zatrudnionych 10 farmaceutów i 10 techników, to jest to kolosalna różnica. Ten szpital ma też dużo wyższy budżet niż polski. Nie wspomnę tutaj o szpitalach amerykańskich, bo tam farmaceuta jest już od wielu lat członkiem zespołu leczącego – mówił Fedorowski, który był członkiem zarządu do spraw medycznych w takim szpitalu w USA.
Jego zdaniem sytuacja w Polsce najbardziej zbliżona jest to takich krajów jak Chorwacja, Czechy, Rumunia czy Bułgaria. W krajach tych ograniczono uczestnictwo farmaceutów w procesie leczenia. To wiąże się też z kwestią „mentalności” lekarzy, którzy nie są przyzwyczajeni do codziennej współpracy z farmaceutą i odbieraniem telefonów z pytaniem o poprawność dawkowania (czytaj również: Farmaceuci szpitalni chcą się rozwijać – podsumowanie hiszpańskich staży).
– Dawkowanie leków w niektórych szpitalach Zachodniej Europy jest w ogóle scedowane na farmaceutów. Lekarz nie pamięta już jak należy dawkować poszczególne antybiotyki jak na przykład wankomycyna. Zleca dawkowanie przez farmaceutów – wyjaśniał prezes Polskiej Federacji Szpitali w programie „Kwadrans z farmacją”.
Farmaceuci w polskich szpitalach mają zatem wiele do zrobienia. Trzeba im jednak stworzyć do tego odpowiednie warunki. A tych nie da się osiągnąć jedynie wprowadzając odgórną regulację dotyczącą minimalnych norm zatrudnienia.
©MGR.FARM










