Państwo ma dopłacać do leków od momentu poczęcia, także w przypadku ciąży z in vitro. Gdy ustawa „Ciąża plus” wejdzie w życie, Ministerstwo Zdrowia będzie mieć cztery miesiące, żeby przygotować ostateczną listę leków. Mają na nią trafić preparaty najczęściej przypisywane ciężarnym. Jednak nie będą to suplementy diety, tylko leki na receptę, np. na nadciśnienie, cukrzycę ciążową czy utrzymanie ciąży. Takie, które zaordynują ginekolog, lekarz rodzinny lub specjalista, który opiekuje się ciężarną.
Na razie nie wiadomo, kiedy ustawa zacznie obowiązywać. Nie ma też informacji o tym, jakie konkretne leki proponowane są do objęcie programem (czytaj więcej: Jakie leki będą bezpłatne dla kobiet w ciąży?).
– Nie ma jeszcze listy i nie wiadomo, jakie leki będą na niej uwzględnione i to właśnie budzi największe kontrowersje – twierdzi dr n. med. Maciej Socha, kierownik Oddziału Położniczo-Ginekologicznego w Szpitalu Św. Wojciecha w Gdańsku. Jak dodaje Socha, pomysł utworzenia tzw. listy C to bardzo dobry krok w systemie opieki zdrowotnej, który chce koncentrować się na pacjencie.
Zobacz też:
Trudne, bo niepoznane – czyli farmakoterapia kobiet w ciąży
Lekarz wyjaśnia, że ok. 20% ciężarnych kobiet wymaga m.in. leczenia nadciśnienia tętniczego w ciąży i cukrzycy ciążowej. Dodatkowo 1/3 kobiet wymaga tego w ramach profilaktyki poronień, porodów przedwczesnych oraz schorzeń koagulologicznych. W zależności od schorzenia kobieta musi miesięcznie wydawać na te leki do kilkuset złotych (czytaj więcej: Podstawowe zasady suplementacji diety u kobiet ciężarnych).
Źródło: IK/dziennikbaltycki.pl










