Problemy z zaopatrzeniem w leki występują wszędzie. Mają je również złotowskie apteki. Są przypadki, że danego leku nie ma możliwości nabyć w żadnej z aptek powiatu złotowskiego.
– Rynek jest tak skonstruowany, że najbardziej odczuwa to jednak prowincja. Sieci, funkcjonujące przede wszystkim w miastach, zwłaszcza tych większych, mają lepsze zaopatrzenie, również w deficyty. Są mocniejszym graczem na rynku, obracają milionami. Duże hurtownie, chociaż się do tego nie przyznają, mają stworzone osobne kanały interwencyjne właśnie dla sieci. My odczuwamy te braki najbardziej – mówi Łukasz Ławniczak z zakrzewskiej apteki „Remedium”.
Zwraca on uwagę, że proceder wywozu leków nasila się od kilku lat.
– W hurtowniach coraz częściej słyszę, że najzwyczajniej zastanawiają się, której aptece sprzedać dany lek. Jesteśmy na tym rynku od wielu lat i doskonale wiemy, jak wygląda ta sytuacja. Dochodzi do tego, że w hurtowniach są zapisy na leki – mówi Jadwiga Raca (złotowskie apteki „Malwa” i „Św. Kosmy i Damiana).
Ławniczak podaje przykład leku Berodual. Jego apteka od początku roku otrzymała zaledwie 10 opakowań tego leku, choć tyle zamawianych jest codziennie. Lek nie ma zamiennika.
– Przepisywany jest przede wszystkim dzieciom–alergikom, które z powodu alergii mają problemy z astmą. Zapisywany jest także przy ciężkich postaciach zapalenia oskrzeli. Zapotrzebowanie wśród dzieci jest ogromne – sami przekonaliśmy się w ostatnim czasie, że znalezienie tego preparatu w powiecie było niemożliwe. To tylko jeden z bardzo wielu przykładów, kiedy poszukiwania leków kończą się dla pacjenta odesłaniem go z aptecznego okienka z kwitkiem – mówi farmaceuta.
Pieniądze wyparowują z aptek i hurtowni
Aptekarze skarżą się też na częste zmiany cen leków refundowanych. Wskazują, że brak dostępności leków często wynika też z tego, że magazynowanie dużych ilości leków najzwyczajniej nie kalkuluje się hurtowniom.
– Obecnie co dwa miesiące mamy zmiany urzędowych cen leków. Ceny leków najczęściej spadają, a co za tym idzie spada wartość magazynowanego asortymentu. Nie jest do widoczne dla pacjentów, bo wraz ze spadkiem cen leku zmienia się również limit, od którego liczy się opłatę za dany lek. I tak pacjent płaci mniej więcej tyle samo za dany specyfik, a cena urzędowa bywa kilka złotych niższa niż miesiąc wcześniej – wyjaśnia Jadwiga Raca. Pieniądze co dwa miesiące „parują” zarówno z aptek, jak i z hurtowni farmaceutycznych.
Podkreśla ona, że apteki nie dostają żadnych rekompensat za straty spowodowane urzędowymi przecenami.
– Jeżeli u nas taka przecena, przy małym magazynie, powoduje stratę z dnia na dzień rzędu dwóch tysięcy złotych, to co dopiero mówić o stratach magazynów w hurtowni – mówi Raca.
Wszechobecna bezradność
– Wszystko wskazuje na to, że 2019 rok będzie pod tym względem jeszcze gorszy. Sytuacja niestety ewoluuje w takim kierunku – uważa Łukasz Ławniczak.
Aptekarze nie widzą rozwiązań, które mogłyby poprawić sytuację.
– Mówi się o przepisach, które przewidywałyby dziesięć lat więzienia za takie działania, ale czy rzeczywiście to wejdzie w życie? – podkreśla Radosław Brózda (dwie apteki w Złotowie: „Na Rampie” i „Leśna”) dodając, że aptekarze są na końcu tego łańcucha i w zasadzie nie mają na nic wpływu.
– Ani lekarze, ani farmaceuci nie mają tak naprawdę narzędzi w ręku – potwierdza Ł. Ławniczak.
– Co z tego, że izba aptekarska zgłasza problemy, skoro nic nie może z tego wyniknąć, bo wadliwe jest prawo? Jeżeli lek przeznaczony jest na rynek polski, powinien być zakaz jego sprzedaży za granicą. Wydaje się to proste do zrobienia. Jak widać, takie proste jednak nie jest – dziwi się Brózda.
– Inspekcja farmaceutyczna przygląda się, dlaczego tak się dzieje, ale rzeczywiście niewiele z tego wynika. Struktury są czasami po to w tym kraju, żeby chronić system. Lobby jest tak duże, że nie ma innej siły przebicia – ocenia Raca.
Aptekarze przyznają, że starają się być z lekarzami w bieżącym kontakcie i informują ich, co jest w aptekach dostępne. Lekarze również starają się wychodzić naprzeciw tej sytuacji. Albo dają osobne recepty na deficytowe leki, żeby pacjenci mogli szukać ich gdzie indziej i tam realizować recepty, albo przepisują coś innego, maksymalnie zbliżonego składem, jeśli nie ma możliwości zdobycia najbardziej zalecanego preparatu.
Źródło: ŁW/zlotowskie.pl










