Jak podaje portal DW.com, dystrybucja bezpłatnych maseczek FFP2 prawdopodobnie będzie kosztować niemieckich podatników ponad dwa miliardy euro.
– Według analiz przeprowadzonych przez rozgłośnie WDR, NDR oraz gazetę „Sueddeutscher Zeitung”, niemieckie apteki osiągnęły duże zyski z kampanii resortu zdrowia. Otrzymywały one zwrot kosztów w wysokości sześciu euro za maskę, której zakup kosztował od jednego do dwóch euro. „Zarobiliśmy bez wysilania się” – skomentował jeden z aptekarzy – pisze DW.
Akcja rozdawania bezpłatnych maseczek rozpoczęła się w Niemczech jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia. Pomysł ten osobiście przeforsował minister zdrowia Jens Spahn, mimo zastrzeżeń części resortu, który wskazywał na „poważne skutki finansowe” akcji (czytaj również: Niemcy: Minister Zdrowia chce wzmocnić lokalne apteki).
– Nie jest do końca jasne, dlaczego cena za maskę została ustalona na poziomie sześciu euro. Zgodnie z dokumentami, na początku października doradcy doszli do średniej ceny 4,29 euro, a 25 listopada do ceny 1,22 euro w hurcie. Jednak ministerstwo zdrowia uznało cenę 4,29 euro za podstawę i doliczyło do tego jako ryczałt koszty pracy aptekarzy – pisze DW.
Według raportu WDR, NDR i „Sueddeutscher Zeitung”, rząd rozpoczynając w grudniu wydawanie masek założył, że do ich odbioru kwalifikuje się w Niemczech 27,3 mln osób. Dlatego przekazał związkowi aptekarzy 491,4 mln euro, a ten z kolei rozdzielił je między apteki. Otrzymywały one stały przydział z funduszy federalnych, niezależnie od tego, ile masek rozprowadziły. Średnio na każdą aptekę w Niemczech przypadało ponad 25 000 euro (czytaj również: Farmaceuci za granicą: Niemcy).
– Po tym następowały kolejne fazy wydawania bezpłatnych masek, np. za okazaniem talonów z kasy chorych. Aptekarze otrzymali więc kolejne sumy, z którymi, jak wynika z raportu, wielu z nich nie czuło się zbyt komfortowo. Niektórzy zapowiedzieli już podarowanie dochodów lub samych masek – podaje DW.
Źródło: ŁW/DW










