– Producent stawia sprawę jasno: jak zmusicie nas do obniżki, to my wyjdziemy z refundacji. To może być blef albo początek negocjacji, ale może też być prawda. Tylko że minister zdrowia nie może ryzykować, że z dnia na dzień 100 tys. pacjentów straci dostęp do leku – mówi Marcin Czech, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia.
W rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną przyznaje on, że negocjacje cen leków z koncernami farmaceutycznymi są wręcz naszpikowane trudnościami. Wiceminister zdrowia odrzuca też wszelkie zarzuty o to, że swoimi decyzjami sprzyja firmom farmaceutycznym. Zapewnia, że decyzje refundacyjne zapadają w długim i transparentnym procesie.
Kilka lat temu resort zdrowia wprowadził nowe przepisy. Zmuszają one firmy farmaceutyczne do 25-proc. obniżki ceny, kiedy kończy się wyłączność rynkowa na dany lek. Dotyczy to sytuacji gdy na lek kończy się patent i na rynku mogą pojawić się jego generyki. Problem w tym, że nie wszystkie firmy chcą się wywiązywać z tego obowiązku. Część z nich odmawia obniżenia ceny leku o 25 proc. grożąc wyjściem z refundacji.
Ucieczka przed przymusową obniżką ceny
W maju tego roku media rozpisywało się na temat nagłej podwyżki leku objętego refundacją. Okazało się, że na dwa miesiące przed końcem takiej wyłączności rynkowej cena jednego z takich leków wzrosła o kilkadziesiąt procent. Dzięki temu firma uniknęła efektów ustawowej obniżki. O ustawowe 25 proc. obniżono bowiem cenę, wcześniej podwyższoną (czytaj więcej: Ministerstwo Zdrowia tłumaczy ceny Xarelto). Zdaniem Marcina Czecha firma na tym nie zyskała, tylko straciła. „Jej zyski ze sprzedaży tego leku zmniejszyły się”.
– W Polsce ceny leków są bardzo niskie na tle innych państw i firmy – szczególnie te, które mają centrale międzynarodowe, wolą zrezygnować z refundacji w Polsce, niż zgodzić się na kolejną obniżkę – mówi Marcin Czech. – Powód jest prosty: polska cena wpływa na wysokość ceny danego preparatu w innych krajach z tego samego regionu, w Czechach, Bułgarii, Rumunii. Zdarza się, że po policzeniu zysków i strat firma uznaje, że finansowo bardziej opłaca jej się wypaść z naszego systemu refundacji, niż obniżyć cenę w Polsce, bo to spowodowałoby obniżenie cen również w innych państwach. Więc producent stawia sprawę jasno: jak zmusicie nas do obniżki, to my wyjdziemy z refundacji.
Warto wspomnieć, że aby rozwiązać wspomniany problem w ustawie refundacyjnej pojawiły się tzw. instrumenty dzielenia ryzyka. Pod tym enigmatycznym określeniem kryją się najróżniejsze mechanizmy, które pozwalają utrzymać firmie farmaceutycznej wysoką cenę urzędową leku, a jednocześnie sprawić, by NFZ było stać na jego refundację. Jednym z takich instrumentów jest tzw. payback (czytaj więcej: Farmakoekonomika wiele wyjaśnia).
Źródło: ŁW/Dziennik.pl










