REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
wt. 5 listopada 2024, 09:29

Przybywa przypadków krztuśca, wzrasta ryzyko gruźlicy u dzieci

W tym sezonie jesiennym dominują infekcje wirusowe, ale przybywa przypadków krztuśca. Rośnie też w Polsce ryzyko gruźlicy. Jednym z powodów jest napływ uchodźców z krajów, w których nie ma obowiązkowych szczepień przeciwko tej chorobie a liczba zachorowań jest duża.

Zdaniem ekspertów wrodzony błąd odporności może być przyczyną częstych i ciężkich infekcji dziecka. Szczególnie gdy przebiegają nietypowo... (fot. Shutterstock)
Mimo wprowadzenia testów diagnostycznych prawidłowe rozpoznanie dolegliwości dziecka nadal jest wyzwaniem dla lekarza (fot. Shutterstock)

Dr n.med. Małgorzata Farnik, pulmonolog i alergolog ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego przyznaje, że w trwającym sezonie jesiennym dominują infekcje wirusowe. Wywołują je rinowirusy, wirusy RSV oraz wirusy grypy.

REKLAMA

– Na szczęście, jeżeli chodzi o dzieci w wieku przedszkolnym, to choć zachorowalność na infekcje wywołane przez RSV jest wysoka, nie cechuje się ciężkim przebiegiem. Natomiast u bardzo małych dzieci, poniżej drugiego roku życia, zakażenie RSV to jest bardzo groźne schorzenie, które wiąże się z wysokim ryzykiem hospitalizacji, gdyż może powodować niewydolność oddechową. Dotyczy dolnego odcinka dróg oddechowych, powoduje uszkodzenie nabłonka, obturację i ciężkie zaburzenia wentylacji – mówi Małgorzata Farnik w wywiadzie udzielonym PAP.

Jednocześnie wskazuje, że coraz częściej występują zakażenia krztuścem, które wymaga włączenia antybiotykoterapii.

Testy diagnostyczne

Ekspertka wskazuje, że wyzwaniem jest obecnie prawidłowa diagnostyka chorujących dzieci. Sytuacja poprawiła się jednak, w porównaniu z poprzednimi latami. Kiedyś nie było w ogóle możliwości i zwyczaju określania patogenu w zakresie chorób wirusowych. Robiło się to zazwyczaj wobec patogenów bakteryjnych, kiedy pacjent już był hospitalizowany.

– Zresztą, w przypadku małych dzieci, pobranie materiału do badania jest bardzo trudne, gdyż one nie odkrztuszają plwociny. Dlatego wobec maluchów posługujemy się w takiej sytuacji złożonymi metodami diagnostycznymi i obecnie wirusy identyfikujemy częściej, aczkolwiek ciągle za mało w porównaniu do krajów Europy Zachodniej, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, które mają najlepsze wyniki badań epidemiologicznych – mówi dr Farnik.

Wskazuje jednocześnie, że struktura zachorowań w różnych populacjach może być różna. Dlatego też warto robić badania, żeby dowiedzieć się, jaki rodzaj patogenu jest odpowiedzialny za chorobę dziecka. Obecnie istnieje możliwość wykonania testu na RSV, grypę czy COVID.

Antybiotyk – remedium na wszystko?

Lekarka przyznaje jednocześnie, że antybiotyki są nadużywane w naszym systemie opieki zdrowotnej. Wynika to po części z tego, że pacjenci się ich domagają, gdyż bez ich wdrożenia nie czują się odpowiednio leczeni. Lekarze poddawani są więc presji.

– Niestety, nie zawsze zwraca się uwagę, że leki działają na konkretny patogen. Antybiotyk nie działa na wirusy, a np. taki lek, jak Oseltamiwir działa na grypę AH1N1, ale już nie będzie skuteczny na RSV – i tak dalej – mówi Farnik.

Dlatego identyfikacja rodzaju jest wręcz niezbędna w odniesieniu do ciężkich przypadków zachorowań. Natomiast w lżejszych przypadkach leczonych ambulatoryjnie nie jest tak niezbędna – tu się wdraża tzw. postępowanie pierwszego rzutu.

REKLAMA
REKLAMA

– Chyba, że zaistnieje specyficzna sytuacja epidemiczna, np. w domu jest młodsze rodzeństwo, poniżej jednego roku życia, zachodzi ryzyko transmisji, więc jeśli mamy do czynienia z RSV, określenie rodzaju patogenu będzie istotne – dodaje lekarka.

Diagnoza „na oko”

Zdaniem ekspertki w dużym stopniu, objawy kliniczne mogą lekarzowi pomóc to zróżnicować. Poza tym znana jest epidemiologia najczęstszych schorzeń w danej grupie wiekowej.

– Więc opierając się na tym, na wywiadzie, badaniu i „mrużąc oczy” jesteśmy w stanie określić jaka może być ta etiologia choroby. U dzieci infekcje zaczynają się najczęściej od tych wirusowych. Wraz z pogorszeniem przebiegu choroby identyfikacja na podstawie oceny szacunkowej nie jest możliwa. Zwłaszcza, że – na niekorzyść – zmieniła się struktura dzieci szczepionych i nieszczepionych w naszym kraju, dlatego dzieciaki zaczynają chorować na choroby, które do tej pory prawie nie występowały w Polsce – mówi dr n.med. Małgorzata Farnik.

W jej oceni zmieniła się struktura występujących powszechnie patogenów. Nie wszystkie z nich lekarz są w stanie w stanie szybko zidentyfikować. Na przykład diagnostyka w kierunku krztuśca jest na tyle skomplikowana, że na wynik trzeba czekać parę dni.

– Dlatego lekarz, który nie ma kilku dni na włączenie leku, musi podjąć decyzję w oparciu o pewne przesłanki empiryczne, kliniczne, właśnie o to swoje „zmrużenie oczu” i zadziałać. Każdy z nas, ja także, tak robi, a potem, w miarę przybywających informacji, modyfikuje swoje działanie – w większości są one jednak trafne. Ale powiem pani, że mam 90 proc. trafień. To mało? – dodaje lekarka.

Wraca gruźlica?

Dr n. med. Małgorzata Farnik przyznaje też, że dotarły do niej  informacje o dziecku konsultowanym z powodu gruźlicy w jednej z polskich placówek.

– To w Polsce zmiana, bo od dawna nie mieliśmy zachorowań na gruźlicę wśród dorosłych i dzieci. Ale obecnie niebezpieczeństwo powrotu tej choroby, wywoływanej prątkami, znacznie wzrosło. Choćby z tego powodu, że mamy u siebie napływ uchodźców z krajów, w których nie ma obowiązkowych szczepień przeciwko tej chorobie a liczba zachorowań jest duża – mówi lekarka.

W jej ocenie to istotna kwestia dla osób z innych krajów Unii Europejskiej. Tam ze szczepień BCG w wielu państwach zrezygnowano. U nas dzieci szczepi się w pierwszej dobie życia.

Źródło: ŁW/PAP Nauka w Polsce

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA