Jak informuje serwis Polonia Irlandia, apteki na terenie całej Irlandii, a w szczególności w Dublinie, zgłaszają kończące się zapasy maseczek ochronnych. Na stronach internetowych niektórych aptek, pojawiły się już informacje o braku dostępności tego produktu.
– Wszystkie oddziały medyczne w Irlandii wprowadziły już procedury postępowania z pacjentami podejrzanymi o zarażenie niebezpiecznym koronawirusem – informuje serwis.
Dużo poważniejsza sytuacja jest w Niemczech. To jeden z dwóch europejskich krajów, w których stwierdzono już przypadki zakażenia nowym wirusem z Wuhan. Według niemieckich służb sanitarnych nosicielką wirusa była Chinka, która pracuje dla firmy motoryzacyjnej z siedzibą w Stockdorf pod Monachium. Kobieta gościła w Niemczech w drugiej połowie stycznia, a koronawirusa wykryto u niej, gdy już powróciła do Chin (czytaj również: Koronawirus z Wuhan – potwierdzono 448 przypadków zakażenia).
– Jak donoszą niemieckie media, w klinice w Heidelbergu jest siedmiu pacjentów z podejrzeniem koronawirura. W aptekach w Bawarii brakuje już maseczek ochronnych – podaje RMF FM.
Polacy ruszyli do aptek…
Problem z maseczkami ochronnymi pojawia się też w Polsce. Warszawscy farmaceuci przyznają, że w ostatnich dniach zapotrzebowanie na maseczki mocno wzrosło.
– Zakupiliśmy 200 sztuk takich maseczek i po jednym dniu zostały nam tylko 84. Pacjenci bardzo pytają. W hurtowniach zaczyna ich brakować, więc sytuacja powoli robi się trudna – usłyszeli dziennikarze Radio Kolor w jednej z aptek przy ul. Złotej w Śródmieściu.
Podobnie jest na Mokotowie. W aptece przy ul. Madalińskiego farmaceuci mówią, że mieszkańcy „rzucili się na maseczki”. Aptekarze zauważają jednak, że maseczki higieniczne nie gwarantują stuprocentowej ochrony, bo każdego wirusa można przenieść na rękach, dotykając na przykład okolic twarzy. Kluczowa jest zatem prawidłowa higiena, częste mycie rąk i unikanie kontaktów z zakażonymi.
Co wiemy o wirusie?
Najnowsza teoria na temat koronawirusa Wuhan mówi, że jego źródłem jest jakieś egzotyczne zwierzę z targu. Koronawirus 2019-nCoV należy do dobrze znanej rodziny wirusów. Kod genetyczny wirusa jest znany, w 75-80% procentach jest on podobny do SARS. Zjadliwość wirusa ocenia się na 3 razy mniejszą od SARS i 10 razy mniejszą od MERS.
– Kluczowe są najbliższe 4-5 tygodni. Z uwagi na podobieństwo kodu genetycznego nowego koronawirusa do SARS, spodziewamy się podobieństwa z sytuacji z SARS – w kolejnych dniach pik zachorowań i potwierdzenie nowych zachorowań, a potem spadek. Możliwe, że większość populacja może być zakażona, ale bez objawów klinicznych. Przełom stycznia i lutego to sezon grypowy, a grypa może być mylona z koronawirusem – informuje Główny Inspektorat Sanitarny.
Szacuje się, że w przypadku nowego koronawirusa śmiertelność wynosi 3-4%, a pojawiają się głosy, że może być jeszcze niższa, ponieważ część przypadków nie została jeszcze zdiagnozowania (nie rozwija ciężkich objawów choroby). Leczenie jest wyłącznie objawowe. Część naukowców wskazuje, że w przypadku nowego koronawirusa można zastosować niektóre znane leki.
Źródło: ŁW/RMF24.pl










