Farmaceuci twierdzą, że nadal są bardzo ostrożni wobec narastającej epidemii, ale już dużo spokojniejsi niż na początku roku. Pacjenci przyzwyczaili się do stosowanych przez apteki środków ochrony. Nie narzekają, że muszą czekać przed placówką, gdy w środku przy okienku stoi pojedynczy klient. Na ogół nie zbliżają się do niego poza wyznaczoną linię.
Nie wszyscy się stosują
Mgr farm. Lidia Witkowska mówi dla Expressu Ilustrowanego, że od początku pandemii do aptek dzwoni z miesiąca na miesiąc coraz więcej klientów. Chcą się upewnić, czy przepisany dla nich lek jest dostępny. Proszą także o przygotowanie potrzebnych im leków, by nie musieli za długo czekać w aptece. Niestety jest też część osób, która nie wierzy w epidemię koronawirusa i niekoniecznie przestrzegają obostrzeń.
– Znam przypadki, że pomimo wyraźnej informacji o konieczności stosowania maseczki do apteki wchodzili pacjenci bez zakrytego nosa i ust. Na prośbę farmaceuty zazwyczaj zakładali maseczki i dezynfekowali ręce, ale czynili to niechętnie wyrażając przy tym na cały głos swój sprzeciw wobec rygorów wynikających z faktu pandemicznego zagrożenia, którego ich zdaniem nie ma – opowiada Paweł Stelmach, farmaceuta.
Żniwo pandemii
Farmaceuci pokazują też obecną niewydolność służby zdrowia. Ich zdanie teleporady się nie sprawdzają. Codziennie obserwują, że wielu pacjentów po zdalnych konsultacjach wie niewiele więcej niż przed nimi. Szczególnie dotyczy to osób starszych. Często okazuje się, że pacjentowi należy wytłumaczyć dlaczego i jak ma leki przyjmować oraz zapisać zalecenia na kartce.
Ponadto schorowani pacjenci nie widują się od miesięcy ze swoimi lekarzami. Nie są badani. Wielu seniorów nie potrafi wyegzekwować wizyty w gabinecie, choć mają do niej prawo. Zdaniem części farmaceutów żniwo pandemii, będące efektem tych zaniedbań, będziemy zbierać w przyszłym roku i w latach następnych.
Źródło: IK/expressilustrowany.pl










