Gosia Arendarczyk to 36-letnia farmaceutka i kierowniczka jednej z aptek sieci Ziko w Warszawie. Choć pochodzi z Kielc, to w stolicy mieszka już od 16 lat. Przyjechała tutaj na studia i… już została. Na co dzień mocno stąpa po ziemi i zawsze widzi szklankę do połowy pełną. Często się uśmiecha, a jej znajomi twierdzą, że praktycznie na nic nie narzeka. – Po prostu nie lubię się zamartwiać, zdecydowanie wolę działać – przyznaje Gosia.
Na studia farmaceutyczne zdecydowała się z rozsądku. W rodzinie do tej pory nie było farmaceutów, a ona uznała, że ten kierunek połączy jej dotychczasowe zainteresowania, a jednocześnie zapewni bezproblemowe znalezienie pracy. – Moja mama jest emerytowaną nauczycielką chemii, mój tata jest inżynierem, więc farmacja nie jest naszą rodzinną tradycją. Jednak w szkole zawsze wolałam przedmioty ścisłe (to na pewno mam po rodzicach), a biologia i chemia należały do moich ulubionych – przyznaje. Ważna też była dla niej praca z ludźmi, dlatego farmacja wydała się idealnym wyborem.
Niestety jej pierwsze podejście do egzaminów na studia farmaceutyczne okazało się nieudane. – To była dla mnie ogromna porażka – przyznaje Gosia. Przez kolejny rok studiowała w Kielcach na kierunku chemia z biologią. To dało jej czas, żeby przemyśleć swoją decyzję. – Ten okres jednak jeszcze bardziej mnie umocnił w przekonaniu, że chcę studiować na kierunku farmaceutycznym. No i za drugim razem się udało – mówi.
Do stolicy przyjechała razem ze starszą siostrą, która rozpoczynała staż w Wojewódzkim Centrum Stomatologii. – Razem wynajmowałyśmy kawalerkę i to właściwie była jedyna osoba, którą znałam w stolicy. Samego miasta też nie znałam. Przeprowadzka z mniejszego miasta do Warszawy była dla mnie ogromnym przeżyciem. Cieszę się, że miałam wtedy siostrę przy boku, choć wiem, że nie mieszkając w akademiku, ominęła mnie spora część studenckiego życia – wspomina Gosia.
Studia farmaceutyczne…
Same studia wspomina bardzo dobrze. Przyznaje, że pierwsze trzy lata były ciężkie i musiała skupić się przede wszystkim na nauce. Był jednak też czas na typowo studenckie życie, zawiązywanie przyjaźni i korzystanie z uroków Warszawy. Jak przyznaje Gosia, z niektórymi osobami z czasów studiów nadal ma większy lub mniejszy kontakt. – Myślę, że wpływ na to, jak wspominam studia, mają ludzie, których wtedy spotkałam. I nie mówię tu tylko o znajomych, a też o wykładowcach. Każdy z nas wie, ile stresu i wysiłku kosztuje skończenie wydziału farmaceutycznego. Jednak uważam, że w życiu mam szczęście do ludzi i również w czasie studiów zawsze trafiałam na pomocnych i życzliwych profesorów, którzy wspierali w trudach zdobywania tego wykształcenia – przyznaje farmaceutka.
A z zajęć na farmacji najlepiej wspomina chemię, wszelkiego rodzaju analizy, syntezy i doświadczenia. – Za to najbardziej lubiłam studia farmaceutyczne, za wiele praktycznych zajęć. Nie lubiłam natomiast technologii postaci leku, do dziś nie lubię sporządzać leków w aptece. Mam wrażenie, że dotyczy to większości farmaceutów – dodaje Gosia.

Wydarzeniem z czasów studenckich, które najbardziej zapadło jej w pamięci, była… noc spędzona na uczelni. – To było na czwartym roku. Razem z czterema koleżankami z grupy prowadziłyśmy hodowlę grzyba Lentinula edodes na pożywce wzbogaconej w selen. Co godzinę musiałyśmy pozyskiwać próbki do badania zawartości selenu, również w nocy. Byłyśmy przygotowane: zabrałyśmy ze sobą śpiwory, jedzenie i materiały do nauki na kolokwium, które miało się odbyć następnego ranka. Tak więc noc spędziłyśmy w piwnicy gmachu Wydziału Farmaceutycznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Jest to stary, zaniedbany budynek i w nocy, kiedy dookoła panowała totalna cisza, każdy dziwny dźwięk powodował u nas zaniepokojenie. A żeby było śmieszniej, same wzajemnie się nakręcałyśmy, wyobrażając sobie, że są tu na pewno duchy starych wykładowców, którzy przyszli nas straszyć – opowiada Gosia.
Praca w aptece…
Pewnym rozczarowaniem okazał się dla niej półroczny staż w aptece po studiach. Okazało się wtedy, że zdobyta wiedza przez lata nauki nijak ma się do pracy w aptece. – Oprócz sześciu godzin dziennie spędzonych na stażu wiele czasu musiałam poświęcić, przeglądając internet i szukając wiedzy praktycznej, żeby umieć doradzić swoim pacjentom – przyznaje i dodaje, że miała szczęście trafić do apteki, w które mogła się wiele nauczyć. Staż odbywała bowiem w osiedlowej aptece mieszczącej się w przychodni. – Ten okres do dziś wspominam jako wyjątkowy. Spotkałam tam przemiłych ludzi, którzy wprowadzili mnie w tajniki zawodu. Poświęcili wiele czasu, bardzo dużo nauczyli i umocnili w przekonaniu, że apteka to właśnie miejsce dla mnie. Myślę, że to dzięki osobom, które spotkałam na początku swojej kariery, polubiłam nasz zawód i pracę w aptece. To właśnie oni zachęcili mnie do niego – przyznaje farmaceutka.
Po stażu początkowo nie mogła znaleźć stabilnego i pewnego miejsca zatrudnienia. – Nie miałam doświadczenia w wyborze miejsca pracy i trafiałam do aptek, które borykały się z różnego rodzaju problemami. I tak w przeciągu półtora roku pracowałam w trzech miejscach. Były to małe, prywatne apteki – opowiada. W końcu postanowiła poszukać szczęścia w większych firmach, mając nadzieję, że one zapewnią jej stabilność zatrudnienia. Najpierw była to średniej wielkości sieć aptek. – Z perspektywy czasu było to bardzo dobre posunięcie. Sieci aptek mają inną organizację pracy. Dzięki temu mogłam dużo więcej się nauczyć o funkcjonowaniu apteki, obsługiwałam znacznie więcej pacjentów, a tym samym zdobywałam większą wiedzę. Mogłam również lepiej poznać szeroki asortyment preparatów dostępnych na rynku – mówi Gosia.
Jednak po pewnym czasie i w tym miejscu zaczęły dziać się różne niepokojące rzeczy. Poczuła więc, że czas na zmiany i postanowiła aplikować do prężnie rozwijającej się wówczas sieci Ziko. – Rozpoczęłam tam pracę na stanowisku magistra farmacji w nowo otwieranej aptece na Ursynowie w Warszawie, w pobliżu mojego ówczesnego miejsca zamieszkania. Po pięciu latach pracy w zawodzie farmaceuty nadszedł moment, kiedy nabyłam uprawnienia kierownicze. Od początku swojej kariery zawodowej wiedziałam, że będę chciała próbować swoich sił na stanowisku kierownika apteki. W dniu, kiedy minęło mi pięć lat pracy na stanowisku magistra, zadzwoniłam do swojego koordynatora i powiedziałam, że właśnie nabyłam uprawnienia kierownicze i jestem gotowa objąć taką posadę – opowiada farmaceutka.
I tak też się stało. Początkowo była kierownikiem w mniejszej aptece Ziko na Mokotowie. Po roku została przeniesiona do apteki z większym zespołem i punktem Dermo. – Po prawie trzech latach pracy w jednym miejscu pewnego dnia zadzwoniła do mnie koleżanka pracująca w mniejszej sieci aptek z informacją, że poszukują osoby na stanowisku opiekuna aptek, czyli koordynatora. W przyszłości chciałam spróbować tego rodzaju pracy i z ciekawości poszłam na rozmowę, choć nie do końca czułam, że to już jest ten moment. Stało się jednak tak, że spróbowałam sił na tym stanowisku. Było to dla mnie zupełnie coś nowego. Inne stanowisko i nowa firma, która funkcjonowała inaczej niż moja poprzednia – opowiada Gosia. Jako opiekun regularnie odwiedzała różne apteki, codziennie była w innym miejscu. – Zaczęłam zauważać, że brakuje mi mojego stałego miejsca pracy, swojego zespołu, ludzi, których widzę codziennie, z którymi rozmawiam o sprawach zawodowych, ale także z którymi łączy mnie pewna, nie tylko zawodowa więź. Będąc w aptekach, z tęsknotą zaglądałam też na półki i przyglądałam się nowościom asortymentowym. Miałam poczucie, że umykają mi wiedza i doświadczenie, które tak ciężko zdobywałam – przyznaje farmaceutka. W rezultacie po czterech miesiącach wróciła jako kierownik apteki do Ziko.










