REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
wt. 5 października 2021, 11:01

W małym ciele wielka siła

Każdy farmaceuta pracujący na co dzień w aptece dźwiga na swoich barkach ciężar odpowiedzialności za bezpieczeństwo pacjentów. Są jednak i tacy, którzy również w wolnym czasie dźwigają ciężary… na sali treningowej. Należy do nich Gosia Arendarczyk – niepozorna, ale o niemałej sile fizycznej i życiowej kierowniczka jednej z warszawskich aptek.

Gosia uprawia dość niecodzienną dyscyplinę sportu, jaką jest kettlebell (fot. Kasia Puciłowska)
Gosia uprawia dość niecodzienną dyscyplinę sportu, jaką jest kettlebell (fot. Kasia Puciłowska)

REKLAMA

Gosia przyznaje, że dobrze czuje się za pierwszym stołem, w rozmowie z pacjentami, choć nie jest to łatwa praca. – Na co dzień mamy do czynienia z ludźmi, którzy przychodzą do nas z problemami, chorobami. Czasami po prostu przychodzą, żeby móc się wyżalić, porozmawiać. Wybierając pracę w aptece, musimy o tym pamiętać. Nie jesteśmy tylko sprzedawcami leków. Wiadomo, czasami brakuje cierpliwości, mocno zagryzamy zęby, mamy dosyć. W takich sytuacjach jednak zawsze staram się postawić na miejscu pacjenta, który do mnie przyszedł po pomoc. Staram się ich traktować tak, jakbym sama chciała być obsłużona – twierdzi farmaceutka.

– Pamiętam, że kiedy już pracowałam i spotykałam się z koleżankami ze studiów, to jako jedyna byłam zadowolona ze swojej pracy. Smutne jest to, że tak niewielu farmaceutów lubi swój zawód. Ja na szczęście należę do tych drugich. Jasne, że jest wiele rzeczy, na które można narzekać. Ja jednak wolę skupiać się na tych pozytywnych stronach pracy w aptece – przekonuje Gosia.

Kettlebell…

Można tylko domniemywać, że jej siła, energia i optymizm mają związek z tym, co robi po godzinach. Gosia uprawia bowiem dość niecodzienną dyscyplinę sportu, jaką jest kettlebell. Co kryje się pod tym tajemniczym określeniem? Chodzi o trening siłowy z wykorzystaniem odważników kulowych (wykorzystywanych też w crossficie). Jak wyjaśnia Gosia, ćwiczy kettlebell w systemie strong first, metodą hardstyle. – W tej metodzie treningowej uczymy się odpowiedniego generowania napięci mięśni, które bezpośrednio przekłada się na wzrost siły, a to pozwala nam bezpieczniej dźwigać większe ciężary. Jednym z narzędzi do tego wykorzystywanych jest tak zwany oddech biomechaniczny, charakterystyczny dla wielu dyscyplin. Stąd charakterystyczne dla osób trenujących kettlami jest tak zwane „cykanie” podczas wysiłku, czyli dynamiczne wypuszczanie powietrza. Dzięki temu skupiamy się na wygenerowaniu jak największej siły z posiadanych przez nas zasobów mięśniowych – wyjaśnia farmaceutka.

– Założenie samego systemu treningowego jest takie, że w życiu możemy być, kim chcemy, ale najpierw musimy być silni – Be Strong First! I jak się z tym nie zgodzić, prawda? Życie jest przecież dużo prostsze, kiedy z łatwością jesteśmy w stanie wnieść do domu zgrzewkę wody – wyznaje Gosia, dodając, że sama się o tym przekonała, urządzając swoje mieszkanie. Dzięki sile i sprawności, które zyskała podczas treningu siłowego, bez pomocy radziła sobie z wieloma kilogramami płytek, które trzeba było przenieść z samochodu do mieszkania. – Siła jest fundamentem w rozwoju wszystkich innych cech fizycznych. Ma wpływ między innymi na wytrzymałość, elastyczność itd. Dlatego warto być silnym – przekonuje.

Jak przyznaje, pasję do kettlebell zaszczepił w niej były chłopak, który był trenerem personalnym. W szkole podstawowej należała do formacji tańca towarzyskiego. Później jej aktywność fizyczna nie wykraczała poza wypady na basen, jazdę rowerem, snowboardem czy zajęcia z fitness. Dopiero kiedy sześć lat temu były chłopak zabrał ją na swój trening kettlebell, złapała prawdziwego bakcyla „na ruch”. – Kiedy po raz pierwszy zaprowadził mnie na siłownię, nie wiedziałam nawet, co to jest martwy ciąg, byłam kompletnie „zielona”, jeżeli chodzi o trening z ciężarami, na siłowni czułam się bardzo nieswojo i niepewnie. Mimo to sukcesywnie mnie wdrażał, uczył wszystkiego od podstaw. Moją jednak zaletą było to, że bardzo chciałam poznać ten zupełnie nowy dla mnie świat – przyznaje Gosia.

REKLAMA
REKLAMA

Jak wspomina, każdy trening traktowała jak wyzwanie i nie mogła się doczekać, kiedy znów pójdzie na siłownię, żeby sprawdzić, czy sprosta kolejnemu zadaniu, jakie zostanie przed nią postawione. – Czy będę już w stanie podnieść określony ciężar, czy na przykład będę mogła już podciągnąć się sama na drążku. Również efekty mojego wysiłku w postaci wzrastającej siły, sprawności, a także poprawiającej się sylwetki były motywacją do dalszej pracy. Od znajomych i koleżanek z pracy słyszałam komplementy na temat mojej figury, to było bardzo miłe – opowiada. – Co ciekawe, wiele osób, słysząc, że zaczynałam trenować z chłopakiem, mówi: „Ty to miałaś łatwo”. Jasne, wykorzystałam szansę, którą dał mi los. Jednak chęci, samozaparcie do przekraczania własnych granic, siła do trenowania nawet pięć razy w tygodniu wychodziła tylko ode mnie. Znam sporo osób, które mają możliwość ćwiczenia z wykwalifikowanym trenerem, a jednak tego nie robią – przekonuje Gosia.

I nawet po tym, jak sytuacja w jej życiu osobistym uległa zmianie, ona nadal trenowała. Najpierw przez dwa lata regularnie ćwiczyła sama. Natomiast od 2019 roku trenuje w Akademii Kettlebells Warszawa pod okiem trenera Emila Stanisławskiego, jednego z najlepszych trenerów kettlebells w Polsce. – Trening to już jest dla mnie pewna rutyna czy nawet uzależnienie. Jasne, że są takie dni, że jestem zmęczona i mi się po prostu nie chce, ale wtedy lepiej się nie zastanawiać, tylko wziąć torbę treningową i wyjść z domu. Nie zawsze przecież musimy robić trening na sto procent, najważniejsze, żeby się poruszać – mówi farmaceutka.

 

Przeczytałeś dopiero 50% całego artykułu.
Całość dostępna w najnowszym numerze magazynu MGR.FARM


REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA