– U jednego z chińskich wytwórców substancji czynnych zapotrzebowanie zgłoszone przez Brytyjczyków w lipcu 2019 r. wzrosło rok do roku o 225 proc. U innego – o 180 proc. Wielka Brytania potrzebuje przede wszystkim surowców wykorzystywanych w produkcji leków na choroby przewlekłe: cukrzycę, schorzenia tarczycy, kłopoty kardiologiczne i neurologiczne – pisze Patryk Słowik w dzisiejszym wydaniu Gazety Prawnej (czytaj również: Brexitu najbardziej boją się przewlekle chorzy).
Wielka Brytania przygotowuje się w ten sposób do twardego brexitu. Chce też stworzyć możliwie największe zapasy w razie przedłużających się rozmów o ewentualnym porozumieniu. Rządowy plan przewiduje, że stany magazynowe powinny wystarczyć na co najmniej sześć tygodni sprzedaży leków bez jednoczesnego dopływu nowych (czytaj również: Elastyczny Brexit nadal przyczyną niepewności dla rynku farmaceutycznego).
Więcej dla Wielkiej Brytanii, mniej dla Polski?
Zdaniem ekspertów nie jest jednak tak, że do Londynu trafią leki przeznaczone z góry na rynek polski. Trafią te, które mogłyby ewentualnie trafić nad Wisłę w sytuacji kryzysowej. Londyn jest gotów zapłacić znacznie większą od standardowej cenę w zamian za przekazanie mu zapasów przeznaczonych na rynek europejski. To stwarza jednak pewne ryzyko.
– Oznacza to, że w razie kryzysu magazyny w Europie będą puste, a Chińczycy w pierwszej kolejności sprzedadzą substancje czynne Brytyjczykom. Polska dostałaby to, co zostanie – zwraca uwagę Marek Tomków, wiceprezes NRA w rozmowie z Gazetą Prawną (czytaj również: Brexit może ograniczyć dostęp Polaków do niektórych leków).
Ta sytuacja może też sprawić, że europejscy producenci będą zmuszeni płacić za substancje czynne więcej, skoro więcej zaczęli płacić Brytyjczycy. Może to mieć skutek w postaci wzrostu cen leków. Przy czym niekoniecznie, przynajmniej w pierwszych miesiącach, odczuliby to pacjenci. Wzrost cen mógłby uderzyć w samych przedsiębiorców.
– Tajemnicą poliszynela jest, że kłopot z jednolitym stanowiskiem Wspólnoty wynika z tego, że nie wszystkie państwa członkowskie UE są nim równie zainteresowane. Kraje o rozwiniętym biznesie farmaceutycznym, jak Niemcy czy Francja, uważają, że mogą samodzielnie rozmawiać z Chińczykami, a ewentualne braki uzupełniać dzięki działaniom rodzimych koncernów farmaceutycznych – pisze Patryk Słowik (czytaj również: Brexit oznacza ograniczenia w dostępie do leków?).
Krzysztof Kopeć, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, zwraca z kolei uwagę na inną rzecz. Ceny leków w Polsce należą do najniższych w UE. To oznacza, że w przypadku ograniczonej produkcji leków na świecie będziemy ostatnim rynkiem, na który firmy będą swoje produkty kierować.
Źródło: ŁW/Gazeta Prawna










