Sytuacja epidemiczna w Polsce oraz związane z tym zalecenia Głównego Inspektoratu Sanitarnego doprowadziły do wielu patologii w niektórych przychodniach, szczególnie niepublicznych. Kontakt z lekarzem jest praktycznie niemożliwy. Przychodnie są zamknięte (czytaj również: Apteki współpracujące z przychodniami stracą zezwolenia?). Nie ma dzwonka ani informacji o numerze telefonu, na który trzeba zadzwonić, żeby wejść do środka.
Teleporady nie załatwią sprawy
Cierpią na tym oczywiście pacjenci, szczególnie ci starsi (czytaj również: Przychodnie POZ zamknięte. Recepty wystawiają farmaceuci w aptekach…). Jak pisze czytelnik, często próbują uzyskać Informacje o lekarzu od pobliskiego stomatologa lub w aptece zlokalizowanej nieopodal. Zdecydowana większość porad odbywa się telefonicznie. Przy czym Narodowy Fundusz Zdrowia nie interesuje się, czy i w jaki sposób lekarze realizują umowy na realizację świadczeń dla pacjentów.
– Ciekawe, ile wydano skierowań na badania krwi lub do specjalistów? Jak można diagnozować skomplikowane przypadki bez badań, tylko na podstawie wywiadu telefonicznego? Ilu pacjentów powinno być przynajmniej raz w miesiącu skontrolowanych przez lekarza podstawowej opieki ze względu na wiek czy ogólny stan zdrowia? – czytamy w liście.
Nie tylko COVID-19 jest teraz groźny
Ponadto zdaniem czytelnika brak kontaktu z lekarzem widać w aptekach – praktycznie nastąpiło załamanie rynku. Obroty spadły o 20–25% lub więcej w placówkach, które znajdują się przy przychodniach. Ludzie nie kupują leków, więc Ministerstwo Zdrowia pewnie się cieszy, bo oszczędza na ich refundacji.
– Ilu ludzi musi umrzeć na wszystkie inne choroby, żeby coś się zmieniło? Bardzo bym chciał, żeby zamiast liczyć chorych na COVID-19, media zainteresowały się rzeczywistym stanem opieki zdrowotnej i sposobem jej realizacji – dodaje na koniec autor listu.
Źródło: IK/wyborcza.pl










