REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
wt. 12 marca 2019, 12:16

Apteka indywidualna… nie taka idealna

Po raz pierwszy z apteką indywidualną zetknąłem się na stażu. Kierownik jako jedyny magister w aptece, przychodził do pracy o 9, wychodził o 15. W międzyczasie gdzieś tam “wyskoczył”. Taka szara codzienność. Po 15 w aptece zostawała techniczka farmaceutyczna, bo ruch mniejszy, bo w aptece do 19 i tak “nic się nie będzie działo”. I tak zostałem przygotowany do bezpośredniego starcia z rynkiem farmaceutycznym…

Sąd uznał wysoki stopień społecznej szkodliwości i wysoki stopień zawinienia w przypadku kradzieży w aptekach (fot. Shutterstock)
Czy w aptece sieciowej jest lepiej niż w indywidualnej? Nie! W obu przypadkach czułem się wykorzystywany... (fot. Shutterstock)

Po wykazaniu nieobecności magistra farmacji w aptece sieciowej w Jarocinie, podczas której została wydana nieprawidłowa dawka morfiny przez technika farmaceutycznego posypały się głosy, że taki przypadek nie jest odosobniony, a wiele aptek sieciowych funkcjonuje bez obecności farmaceuty w godzinach ich pracy (czytaj więcej: Techniczka pomyliła dawkę morfiny. Pacjentka nie żyje…). Falę krytyki tego typu placówek przelał również poruszony w audycji radiowej temat dotyczący zmuszania pracowników sieciówek do zamiany leków przepisanych przez lekarzy na suplementy diety o wątpliwej jakości (czytaj więcej: Aptekarze mają dość. Głośno mówią o patologiach w aptekach…). Czy rzeczywiście opisywane problemy dotyczą tylko i wyłącznie aptek sieciowych, czy jednak dotyczą całego rynku aptecznego w Polsce?

REKLAMA

O tym jak pracowałem w aptece indywidualnej..

Po raz pierwszy z apteką indywidualną zetknąłem się na stażu. Kierownik jako jedyny magister w aptece, przychodził do pracy o 9, wychodził o 15. W międzyczasie gdzieś tam “wyskoczył”. Taka szara codzienność. Po 15 w aptece zostawała techniczka farmaceutyczna, bo ruch mniejszy, bo w aptece do 19 i tak “nic się nie będzie działo”. I tak zostałem przygotowany do bezpośredniego starcia z rynkiem farmaceutycznym.

Szukanie pracy rozpocząłem od spaceru po aptekach indywidualnych w najbliższej okolicy miejscowości, w której mieszkałem. W każdej usłyszałem, że obstawa magisterska jest pełna, choć w żadnej z placówek nie było zatrudnionych więcej niż dwóch magistrów farmacji. Wieczorami farmaceuty można w nich było “z lupą” szukać. Pozostawiałem swoje CV bez większej nadziei, że gdzieś w okolicy zostanę zatrudniony. Minęły dwa dni i dzwoni właściciel jednej z aptek. Okazało się, że chętnie mnie zatrudni. Tak rozpoczęła się moja przygoda z pracą w aptece. Właściciel był jednocześnie kierownikiem apteki. Pomyślałem, lepiej trafić nie mogłem.

Pierwszy dzień w pracy, otrzymuje umowę, a tam inna kwota wynagrodzenia, niż ta na którą się umawialiśmy. Właściciel wytłumaczył, że resztę otrzymam “pod stołem”. Nie za bardzo mi się to podobało, ale pomyślałem, że na już na początku “nie będę się stawiał”. Warunki pracy zaproponowane przez kierownika/właściciela były idealne. Praca od poniedziałku do piątku, od 8 do 16, wszystkie weekendy wolne, mimo tego, że apteka funkcjonowała od 7 do 20 i w soboty do 16.  Po prostu żyć nie umierać… Tyle, że w aptece oprócz mnie, jedynym farmaceutą był kierownik/właściciel. Tłumaczył, że tak funkcjonują wszystkie apteki, bo po co generować zbędne koszty skoro kontrole odbywają się maksymalnie do 15. Może, gdybym nie spotkał się z takim działaniem na stażu to bym się zdziwił, a tak uznałem to za powszechność.

Krótki termin ważności? Cena czyni cuda…

Pierwsze dni w pracy minęły spokojnie, sprawdzanie recept, przyjmowanie towaru, czasami “wyskoczyło” się do przodu by wspomóc techniczki za “pierwszym stołem”. Kierownika apteki przez pierwszy tydzień widziałem jedynie raz, gdy wpadł by wydrukować i podpisać refundację. Wszystko było „w porządku”, aż do momentu, gdy do apteki przyjechało 1000 opakowań magnezu. Cena zakupu: 0,05 zł brutto, data ważności – nieco ponad półtora miesiąca! Pomyślałem – to musi być pomyłka. Dzwonię do hurtowni, a tam mi mówią, że takie zamówienie otrzymali. Oczywiście następnego dnia dostałem reprymendę od właściciela apteki. Ustawił on cenę owego magnezu na 1 zł dla pacjenta i kazał proponować każdemu pacjentowi. Efekt? Ilość sprzedawanych opakowań to przynajmniej kilka na jedną osobę. Nic nie dała nawet informacja o krótkiej dacie ważności preparatu, cały zapas sprzedał się dosłownie w kilka dni.

Sytuacja później powtarzała się z innymi preparatami, np. z luteiną na oczy, z diosminą, tranami, wspomagającymi trawienie, z miłorzębem japońskim… można byłoby tak wymieniać i wymieniać…. Oczywiście oprócz polecania tych preparatów każdemu pacjentowi, właściciel bezwzględnie wymagał, aby zamieniać produkty z tej samej grupy asortymentowej na te, które akurat mieliśmy sprzedawać. Jeśli, już jestem przy zamienianiu to warto odnieść się do procederu zakupu kilkudziesięciu opakowań tańszych odpowiedników, m.in. z amlodypiną, atorwastatyną, pantoprazolem, ramiprilem.

Do apteki przychodziły regularnie pakiety takich leków. Na początku kierownik myślał, że pacjenci sami chętnie będą się decydować na tańsze odpowiedniki, które im zaproponujemy. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Pacjenci nie chcieli zamieniać leków, które przyjmowali od lat, a w magazynie aptecznym kolejne dostawy zaczęły zalegać. Co wymyślił właściciel? Zdecydował, żeby być dużo bardziej nachalnym, informować pacjentów, że ich leków nie mamy i nie jesteśmy w stanie ich ściągnąć, a regularnie wydawać zamienniki. W efekcie sprzedaż tych leków znacznie wzrosła.

REKLAMA
REKLAMA

Czas na zmianę pracy…

W każdej aptece otwartej po 2001 r. musi być receptura… tak mnie uczono na studiach, tak mówi Prawo Farmaceutyczne. A w rzeczywistości dowiedziałem się, że receptura jest całkowicie nieopłacalna. Pomieszczenie pod nią przeznaczone, oczywiście było, jednak właściciel uznał, że lepiej nada się ono na magazyn rzeczy wielkogabarytowych, które nie mieściły się u niego w domu. I w ten sposób odsyłaliśmy “z kwitkiem” pacjentów, którzy chcieli zrealizować receptę na lek robiony (czytaj również: FARMACEUTO, MOŻE CZAS NA ZMIANĘ PRACY?).

Pamiętacie czasy, kiedy dostanie leku Xarelto graniczyło z cudem? Pewnie, teraz też nie zawsze jest łatwo, ale gdy do apteki zjeżdża Wam ponad 100 opakowań tego leku to można się zdziwić… Popakowane w kartonach tak stały i czekały na pacjenta. Niestety po kilku dniach zniknęły z magazynu, tego aptecznego jak i wirtualnego, w systemie aptecznym. Nie było żadnej korekty, żadnego przesunięcia, a leki po prostu “wyparowały”… Faktury zakupu też dziwnym trafem zniknęły.

Wtedy już wiedziałem, że w tej aptece nie dzieje się dobrze. Po niespełna 6 miesiącach przygody z apteką indywidualną swoje CV złożyłem do sieciówki, przed którą po stażu broniłem się wszystkimi kończynami. Kilka dni później byłem na rozmowie kwalifikacyjnej i dostałem pracę, z dużo wyższym wynagrodzeniem niż dotychczas, tyle wiedziałem na ten dzień, ale pomyślałem, że gorzej być nie może. U mojego pierwszego pracodawcy złożyłem wypowiedzenie. Musiałem popracować jeszcze dwa tygodnie, potem wybrać zaległy urlop (czytaj również: URLOP NAD MORZEM, ALE W PRACY? PRACA SEZONOWA W APTEKACH). W tym czasie aptekę nawiedziła kontrola Inspekcji Farmaceutycznej. Nie wiem jaki był jej finał, jednak niedługo potem spółka prowadząca aptekę zmieniła swoją nazwę. Apteka, jednak funkcjonuje do dnia dzisiejszego z tym samym kierownikiem i tym samym właścicielem.

Praca w aptece sieciowej…

W aptece sieciowej otrzymałem umowę o pracę, na której kwota wynagrodzenia była taka, na jaką się wcześniej umówiliśmy. Niestety praca zmianowa od 7 do 20 i w takich samych godzinach w soboty. Już mogłem zapomnieć o wolnych wieczorach czy każdym wolnym weekendzie. W aptece oprócz mnie i kierowniczki był zatrudniony jeszcze jeden farmaceuta, więc nie było nigdy problemu, aby magister farmacji był przez cały czas obecny w godzinach pracy apteki.

Oczywiście liczenie wartości koszyka, punkty za sprzedaż konkretnych preparatów, premie za sprzedaż leków terminujących się, comiesięczne wizyty koordynatora – tak wyglądała praca w sieciówce. Później te wszędobylskie wykresy, diagramy i porównywanie czy został osiągnięty dany target czy nie. Od osiągnięć targetu zależała wysokość wypłacanej premii. Wszystko bardzo podobnie jak w mojej pierwszej pracy. Tyle, że tu wszystko było jasne i proste. Sprzedałem daną ilość- miałem premię, nie sprzedałem- premii nie było. W pierwszej pracy nigdy nie było wiadomo ile czego sprzedać, żeby kierownik/właściciel był zadowolony, a zadowolony nie był nigdy, bo jak sprzedało się jeden pakiet to zaraz przyjeżdżał kolejny.

Czy w aptece sieciowej jest lepiej niż w indywidualnej? Nie! W obu przypadkach czułem, że jesteśmy przede wszystkim wykorzystywani do tego, aby apteka jako przedsiębiorstwo przynosiła jak największy dochód. Pomoc pacjentowi, opieka farmaceutyczna? Takie działania schodzą na znacznie dalszy plan. W związku z tym, jeśli już dojdzie do kontroli aptek przez NIK powinny zostać im poddane wszystkie placówki, niezależnie kto jest ich właścicielem. Przekonałem się na “własnej skórze”, że magister farmacji jako właściciel apteki nie jest żadnym gwarantem wysokiej jakości prowadzenia w niej usług farmaceutycznych.

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA